5 obserwujących
48 notek
15k odsłon
  1231   5

A co by na to wszystko powiedziała teraz Oriana Fallaci?

Minęła niedawno 93 rocznica urodzin Orianny Fallaci, włoskiej publicystki, która usiłowała otworzyć oczy świata na nadchodzące zagrożenia. Przewidziale wiele, ale nie przewidziała wszystkiego...

Mała Włoszka dobrze wiedziała, kogo nienawidzi i mówiła o tym wielkim głosem, dlatego w tych nielicznych krajach, gdzie jeszcze ceni się wolność słowa, jej książki wydawane są w milionowych nakładach, a w innych są całkowicie przemilczane ze zwykłego strachu. Tego samego strachu, który nie pozwalał opublikować pewnej karykatury, bo będą protesty, a może i coś wyleci w powietrze...

Zmarła w 2006 roku Oriana Fallaci twierdziła, że prawie w całej Europie panuje dziś zupełnie nowa religia, której bogiem jest poprawność polityczna. Wszyscy, którzy nie uznają tego boga skazani są automatycznie na stos. Także książki. Gdyby w kraju rządzonym przez fundamentalistów tej religii nieopatrznie wydrukowano jakąś książkę Fallaci, należałoby ją od razu spalić. Ot po prostu taki współczesny totalizm w skórze demokratycznej i postępowej owieczki... Taka demokracja, zdaniem pisarki, to żadna demokracja.

„Cóż to za demokracja, która zamiast słuchać obywateli zamyka im usta, wydaje ich wrogowi, naraża na nadużycia i przemoc? Cóż to za demokracja, która faworyzuje teokrację, przywraca pojęcie herezji i posyła na stos swoje dzieci? Cóż to za demokracja, w której mniejszość liczy się więcej od większości, a licząc się bardziej od większości szarogęsi się i szantażuje!? To antydemokracja, mówię ci. To łgarstwo, bujda. I cóż to za wolność, która zakazuje myśleć, mówić, iść pod prąd, buntować się, przeciwstawiać się temu, kto nas najeżdża, albo zmusza do milczenia? Cóż to za wolność, która sprawia, że obywatele żyją w lęku przed tym, że będą traktowani, a nawet sądzeni i skazywani jako kryminaliści? Cóż to za wolność, która chce ocenzurować nie tylko myśli, ale i uczucia, a więc wskazywać kogo mam kochać, kogo mam nienawidzić...”

Ktoś kto nic czytał książek  Fallaci, po prostu nie wie na jakim świecie żyje i pewnie nawet nigdy się nie dowie. Może to dla niego i lepiej, bo nie musi sam myśleć, ma na talerzu podany cały łatwy i przystępny światopogląd wyjaśniony nowomową, która, wbrew przestrogom Orwella, zdominowała dzisiejszy język, chociaż może nie tak, jak on to przewidywał. Takie słowa jak postęp, prawda i demokracja – a właściwie cały słownik – znaczą dziś nie to samo, co znaczyły przed Orwellem. Dzięki poprawności politycznej cały słownik nabrał zupełnie nowego znaczenia...

Oriana Fallaci próbowała opisać świat jeszcze tym archaicznym, przedorwellowskim, niepoprawnym językiem, co wywołuje szok kulturowy, a dla wielu jest zupełnie niezrozumiałe, czy wręcz odrażające. Ale, jak pisała, panuje dziś moda, czy raczej obłęd, który w imię „sprawiedliwości” likwiduje normalne słowa i nazywa zamiataczy ulic „pracownikami ekologicznymi”, dozorców „gospodarzami domów”, woźnych w szkołach „personelem niedydaktycznym”, niewidomych „upośledzonymi wizualnie”, głuchych „upośledzonymi audialnie”, kulawych „upośledzonymi ruchowo”, a homoseksualizm „odmiennością”... Czy nie jest to nowomowa?

Fallaci krytykowana jest - przez tych, którzy chcą ją krytykować - za brak obiektywizmu, za przekręcanie prawdy i sianie paniki, że oto mamy do czynienia z podbojem Europy, na który łaskawie, masochistycznie wręcz przyzwalamy. Włoska pisarka, jeżeli nawet przekazywała nam tylko swoją, nie zawsze do końca "obiektywną prawdę", to starała się odsłonić kulisy, zmusić do szerokiego otwarcia oczu i nazwania rzeczy po imieniu. Kiedy już otworzymy oczy i uznamy, że ma rację, to będziemy musieli coś z tym zrobić, zareagować w jakiś sposób, gdyż przyzwolenie, jej zdaniem, równa się kolaboracji. Do tego potrzebna jest pewna odwaga... Uważała, że są jednak chwile w życiu, „gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie jest nakazem, obywatelskim obowiązkiem, moralnym wyzwaniem, imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki.”

Lewicująca Europa jest tak uzależniona od dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu czy dziś gazu z Rosji, że zgadza się praktycznie na wszystko. To przyzwolenie na ekspansję i całą związaną z tym propagandę podobno zawdzięczamy nie tylko lewicy – faszyzująco-czarnej, czerwonej, tęczowej, ale także kościołowi katolickiemu, który swoim naiwnym ekumenizmem nie dość, że toleruje tę sytuację, to także próbuje budować mosty między dwoma kulturami.

„I gdzie nieusatysfakcjonowany jeszcze przeprosinami za krucjaty papież bezustannie ich błogosławi. Raz jeszcze Ojcze Święty: czemu się nie opamiętasz? Czemu w imię Jedynego Boga nie ulokujesz swych braci we wnętrzach przestronnego Watykanu? Oczywiście pod warunkiem, że nie będą srali w Kaplicy Sykstyńskiej, że nie będą sikali na rzeźby Michała Anioła, że nie splugawią malowideł Rafaela.”

Tym liberalnym Ojcem Świętym był Jan Paweł II.

Jasne, że trylogia antymuzułmańska* napisana w tym stylu musi budzić i budzi sprzeciwy, ale i podziw za odwagę wyrażania swoich poglądów, tak rzadką w dzisiejszych czasach. Oburzenie muzułmanów jest zupełnie zrozumiałe. Oni po prostu żyją tak, jak uważają, że należy żyć. Kierują się, mniej lub więcej, wytycznymi pochodzącymi z Koranu, a my nie bardzo mamy na to wpływ, jak się okazuje... Fundamentaliści islamscy, hałasując na świecie i podkładając bomby tu i tam, sami jednak robią krzywdę zwykłym muzułmanom, zgodnie z zasadą, że każdy kij ma dwa końce. Jeden koniec tego kija jest dziś w Iraku... Na Zachodzie do głosu dochodzą też ugrupowania polityczne, które chcą, na początek, zaostrzenia polityki imigracyjnej, ograniczenia ekspansji kulturowo-religijnej muzułmanów już przebywających w Europie, a potem... Kto wie? Przez islamski fundamentalizm poszkodowana jest Turcja, która chciałaby przystąpić do Unii Europejskiej, ale ma teraz coraz mniejsze szanse. Kto odważy się wpuścić do Europy państwo z przewagą ludności muzułmańskiej, ludzi, którzy dzięki paszportowi europejskiemu, mogliby się osiedlać w dowolnym miejscu Europy i budować tam meczety?

Fallaci zwracała uwagę, że środowiska muzułmańskie w krajach europejskich wcale nie zamierzają się integrować ze społeczeństwami krajów osiedlenia, a chcą tworzyć własne enklawy, które są jej zdaniem przyczółkami ekspansji, rewanżem za hiszpańską rekonkwistę i bitwę pod Wiedniem. Kiedy na muzułmanów patrzono przez pryzmat „Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy”, przez pryzmat meczetu w Kordobie, przez pryzmat tureckich bazarów, to mieli jeszcze szansę na zyskanie naszej sympatii. Natomiast takie wydarzenia jak 11 września, czy hiszpańskie i londyńskie zamachy pogorszyły obraz medialny muzułmanów do tego stopnia, że ludzie po prostu zaczynają się ich bać. Coraz częściej uważają ich za nieobliczalnych fanatyków niż sympatycznych potomków Ali Baby. W końcu kolejne tomy antyislamskiej trylogii były reakcją pisarki na kolejne zamachy, od 11 września w Nowym Jorku poczynając. Każde takie wydarzenie obniża tylko granicę tolerancji społeczeństw zachodnich na pomysły budowy meczetów w stolicach europejskich, na przyjmowanie kolejnych uchodźców z Iraku.

Fallaci napisała swoją trylogię językiem histerycznym i mało eleganckim. Właściwie nie trzeba pisać aż trzech książek, aby wyrazić to, co chciała wyrazić. Wystarczyłaby kartka maszynopisu, a może nawet jedno dosadne przekleństwo, czy wyzwisko po każdym zamachu. Bycie pisarzem, a co więcej poczuwanie się do bycia sumieniem Europy zobowiązuje. W rezultacie otrzymaliśmy trzy tomy na ten sam temat, czyli: dlaczego muzułmanie są wstrętni i dlaczego nie należy ich wpuszczać do Europy. Czasem trzeba wywołać skandal, aby zostać zauważonym, aby lepiej zareklamować swoje tezy, przekonać do swoich poglądów, skandal medialnie odpowiadający każdemu zamachowi... Włoszka odpowiadała po prostu swoją bombą na bomby terrorystów. Jej retoryka w niektórych krajach zaowocowała więc sukcesem wydawniczym i trafieniem „pod strzechy”. Inne kraje natomiast wolały nie narażać się na islamskie protesty lub wręcz represje, jakie dotknęły Hiszpanię, Anglię, Francję i w pewnym stopniu Danię po opublikowaniu karykatur Mahometa.

Miernoty pozbawione intelektu

Muzułmanie to jedna sprawa, a druga, nie mniej ważna, a może nawet ważniejsza, to postawy europejskich polityków, którzy zmieniają poglądy jak rękawiczki, są, zdaniem pisarki, ograniczeni intelektualnie i śmieszni. Ale tak było chyba zawsze. Oriana na palcach jednej ręki wyliczyła postacie historyczne, które naprawdę miały coś do powiedzenia i w sposób jednoznacznie pozytywny wpłynęły na bieg historii. Reszta to ludzie godni pogardy, kurki na dachu...

Jednym z zarzutów skierowanych przeciwko autorce antyislamskiej trylogii było to, że poza zwerbalizowaniem problemu nie proponowała żadnych konkretnych rozwiązań jak należy się bronić. Cóż, z tym rzeczywiście jest kłopot. Demokratyczne i otwarte społeczeństwa Zachodu, związane umowami międzynarodowymi, muszą, czy chcą czy nie chcą, przyjmować uchodźców z regionów zagrożonych wojną i prześladowaniami politycznymi. A tak się składa, że do niedawna były to głównie kraje muzułmańskie, które, gdyby ktoś zechciał być złośliwy i podjął ten wątek, same stwarzają taką sytuację, takie zagrożenie dla własnych obywateli, że owocuje to falami imigrantów w Europie... Demokratyczni liderzy Europy nie mogą mówić nic innego, niż to co przewidują ramy poprawności politycznej, gdyż obawiają się utraty głosów. Pytanie, czy poprawna retoryka to tylko zasłona dymna, za którą ukrywają się rozsądni ludzie, którzy starają się znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, czy też raczej, tak jak twierdzi Fallaci, miernoty pozbawione intelektu, a tym samym jakiejkolwiek wizji. Jeżeli przewaga będzie po stronie tych ostatnich to możemy się pakować... Tylko? Dokąd mamy uciec?

Czy napływ ludności muzułmańskiej do Europy to rzeczywiście problem? Zdaniem Fallaci jeżeli ilość przejdzie w jakość, to tak! Wszyscy też jesteśmy zgodni, że problemem jest na pewno terroryzm islamski. Natomiast obciążanie winą za terroryzm islamski wszystkich muzułmanów, jest taką samą konstrukcją myślową jak obciążaniem wszystkich katolików za działalność inkwizycji. Wyobrażanie sobie, że wszyscy Arabowie, Irańczycy czy Turcy są fanatycznymi wyznawcami Mohameta i przestrzegają dosłownie postanowień Koranu jest takim samym uproszczeniem jak wyobrażanie sobie, że wszyscy katolicy budzą się z imieniem Chrystusa na ustach i żyją zgodnie z wytycznymi zawartymi w Biblii. Pytanie więc, czy rzeczywiście islam grozi Europie, czy też tak się tylko wydaje niektórym ludziom pokroju Oriany Fallaci? I czy nam samym tak naprawę przeszkadza meczet w centrum miasta, czy rzeczywiście mamy coś przeciwko islamowi, a jeżeli tak, to dlaczego? Czy przekonała nas Fallaci, czy też wolimy nadal czytać „Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy”?

PS
Coż, ciekawe co miałaby teraz do powiedzanie Oriana Fallaci? wielu wolałoby tego nie usłyszeć!

*„Wściekłość i duma”, „Siła rozumu” i „Wywiad z sobą samą. Apokalipsa”

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura