5 obserwujących
48 notek
16k odsłon
  232   3

Szwindel Sweden czyli kokaina jest lepsza od viagry!

Kiedyś mówiło się o szwedzkim modelu, szwedzkim standardzie, szwedzkiej jakości. I wszyscy zazdrościli Szwecji i Szwedom. Dziś nowym pojęciem zdobywającym coraz szersze uznanie na świecie jest szwedzki kryminał. Nie to żeby kryminał był w Szwecji, nie, chodzi tym razem o literaturę i jej mniej ambitny odprysk w postaci szwedzkich kryminałów, czyli literatury wagonowej, która uważana jest przez czytelników na świecie za arcydzieła. Zdaniem autorów tych kryminałów w Szwecji jest jednak kryminał.

Szwedzkie kryminały tłumaczone są na wiele języków i mają wielomilionowe nakłady. Ich autorzy zarabiają więcej niż kiedyś ABBA, a na pewno więcej niż Volvo, które notuję coraz większe straty… Jak trafiły w świat to i oczywiście do Polski, która teraz bardzo jest światowa i nie przegapi niczego, co się na świecie konsumuje – coca coli, hamburgerów, Hollywoodu… Oj, ale to przecież amerykańskie… No cóż, wszystko, co amerykańskie już jest i będzie i zaczyna być pomału nudne, więc teraz może pora na coś innego, a jeżeli na świecie uznano i zaczytano się w szwedzkiej literaturze wagonowej to niech ona trafi i do polskich wagonów, pod polskie strzechy. Trafia, i to w samą dziesiątkę usadawiając się od razu na czołowych miejscach list czytelniczych bestsellerów. Przykład? Stieg Larsson „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” i Jens Lapidus „Szybki cash” to dwie pozycje warte odnotowania i dość typowe dla nowej fali szwedzkiej literatury.

Jeden ze szwedzkich recenzentów zauważył, że co prawda „szwedzkie kryminały” sławią szwedzką literaturę i podnoszą jej prestiż na świecie to jednak równocześnie obniżają prestiż Szwecji na świecie, odsłaniając ciemne strony kraju, który dotąd wydawał się wszystkim najjaśniejszym ze wszystkich krajów, gwiazdą przewodnią demokracji i praworządności. No właśnie. I tu zaczynamy mieć do czynienia ze szwedzkim kryminałem w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Pytanie, jak dotrzeć do umysłów w kraju uformowanym przez kilkadziesiąt lat przez socjaldemokratyczne, a w każdym razie poprawne politycznie środki masowego przekazu, w kraju, w którym wszystko jest białe i najlepsze, ludzie uczciwi, a politycy nie wiedzą, co to jest korupcja? Jak przemycić publicystyczne tezy? Odpowiedź. Można napisać powieść kryminalną, w której przecież muszą być czarne charaktery, korupcja, krew, przemoc i całe tu słodkie zło, które tak lubimy, które tak wchłaniamy na co dzień oglądając filmy o gangsterach i skorumpowanych politykach. Jasne! Ludzie w Szwecji też mają prawo do posiadania własnych przestępców, własnych skorumpowanych polityków. Ludzie w Szwecji nie chcą być gorsi od innych, a mają przecież własnych pisarzy, którzy powinni wyczarować dla nich ten wspaniały świat zła, korupcji i przemocy, bo to w Szwecji artykuł na wagę złota, bo w Szwecji nic złego tak naprawdę się przecie nie dzieje, nikt nie jest skorumpowany, ani zły, nikogo się nie morduje, nie ma żadnej mafii… Szkoda prawda, a mogłoby być tak przyjemnie, tak normalnie jak w innych krajach. No więc jest wyraźne zapotrzebowanie społeczne, które trzeba jakoś wypełnić, jest luka, jest nisza dla zarobienia paru groszy. Ba, czy tylko? Z jednej strony napisze się o paru morderstwach, potem się to sfilmuje i puści w odcinkach w telewizji i będzie okej. Z drugiej jednak strony nie da się pisać o samej przemocy i mordowaniu, bo to na dłuższą metę nie przejdzie, bo to będzie taki odpowiednik pornografii. Każdy film porno jest tak naprawdę nudny, jeżeli nic się poza porno nie dzieje. Trzeba dopisać coś więcej.

I tu wracamy do pytania – jak dotrzeć do wyjałowionych umysłów ludzi i wykorzystując fakt, że są tak spragnieni kryminalnej rozrywki, spróbować dać im coś więcej? I tu dalsze pytanie, na które jeszcze nie potrafię odpowiedzieć. Czy szwedzkie kryminały wypełnia się tym „czymś więcej”, aby nie były pornografią przemocy, czy też niektórzy autorzy wykorzystują zainteresowanie czytelników przemycając treści publicystyczne pod pozorem pisania powieści kryminalnych. Wydaje mi się, że tak właśnie jest w wypadku dwóch typowych serii wydawniczych – sztokholmskiej trylogii Lapidusa i trylogii Larssona o miesięczniku Millenium.

Dlaczego uważam, że to publicystyka? No bo jak wytłumaczyć np. wątki, w których wyjaśnia się dlaczego w Szwecji buduje się drogie mieszkania, albo dlaczego miski klozetowe są tak drogie… Poza tym, oczywiście, to są kryminały. Krew się leje, zagadka goni zagadkę, korupcja, przemoc, zboczenia, zdrada, ale wszystko to bardzo mocno osadzone w realiach, że kontekst rysuje się bardzo wyraźnie. To przecież dzisiejsza Szwecja taka, jaka jest naprawdę, a nie wyidealizowany kraj z socjaldemokratycznych broszur propagandowych. Kraj, w którym prawo ma charakter kosmetyczny, w którym możliwe jest nadużywanie psychiatrii dla celów politycznych, w którym funkcjonują struktury sankcjonowane przez państwo, ale działające poza konstytucją, w którym operują swobodnie gangi i powiązania mafijne na wszystkich poziomach od wielkiego przemysłu i banków poczynając, a na szatniach w restauracjach kończąc. Tu każdy przekręt jest możliwy i tu każdy w sumie jest winny, różny jest tylko stopień odpowiedzialności. Z jednej strony społeczeństwo pokazane jest jako zbiór naiwnych idiotów i biernych niewolników, z którymi można zrobić co się chce, kontrolować jak się chce, opodatkować jak się chce, z drugie strony sprytni manipulanci, którzy potrafią wykorzystać prawo dla swoich celów, a jeżeli prawo stoi na przeszkodzie tu fuck prawo. Zresztą w wielu przypadkach to oni tworzą prawo, to oni zajmują stanowiska w strukturach państwa.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale