Tytuł nawiązujący do książki Herlinga-Grudzińskego w żadnym razie nie jest adekwatny do prześladowań, jakich autorzy mieli doznać od kaczystów bowiem owe "prześladowania" to tylko przycięcie niektórych - w tym finansowych - przywilejów, obcych zwykłym obywatelom. W poprzedniej notce zamieściłem ułamek przykładów, że grupa Dąbrowskiego (tak nazwała ich żona Jorgensena) mimo posiadania w swym składzie jedynych dwóch podkomisiów związanych z lotnictwem, po prostu nie była wystarczająco odlotowa aby wygrać z Biniendą, Jorgensenem, Nowaczykiem i Ziemskim.
Książka nie sprawia wrażenia jakby od początku do końca była wspólnym dziełem trójki autorów, ale skoro komandorzy podpisali się pod dziełem a z faktu że sporo wypowiedzi ma inicjałami zaznaczone autorstwo nie wynika, że z nimi pozostała dwójka nie zgadza się. W ten sposób czytelnik może i komandorom przypisać zdania Dąbrowskiego niekoniecznie zgodne z wiedzą lotniczą.

Ogólnie to takie zdanie jest prawdziwe ale sęk tkwi w tym kto krytykuje raport, tymczasem raport KBWL nie znalazł krytyków ani w NIAR ani w zespole Lilji, za to znalazł w mitomanach i oszustach skupionych wokół Macierewicza oraz konferencji smoleńskich. Wiem, o czym piszę bo w obu gronach na krótko zagościłem a konkretnie to gościłem do czasu, aż dobitnie przekonałem się kim oni są.
Nie znaczy to, że w oficjalnych raportach - czyli MAK oraz KBWL nie ma błędów - są, tylko że po pierwsze ich poprawienie nie zmieniałoby konkluzji raportów a po drugie ich znalezienie nie jest dziełem członków podkomisji, ci bowiem zajmowali się tworzeniem własnych nauk mniej lub bardziej związanych z rozumieniem przyczyn, przebiegu i skutków katastrof. Najkrócej, zarazem najtrafniej ujął to P. Artymowicz - "czegokolwiek nie rozumieją, tłumaczą to wybuchami, a że nic nie rozumieją, wszystko tłumaczą wybuchami'.
Raport KBWL, o którym wiadomo było jakie wywoła emocje, po prosto powinien być sporządzony tak, aby tych błędów uniknąć i nie tworzyć szans na uczepienie się czegokolwiek.
Można sobie zadać pytanie, co by się stało gdyby autorzy książki zachowali się uczciwie. Dąbrowski od początku, czyli jeszcze od czasów zespołu parlamentarnego wiedział - i to zapewne dużo lepiej niż ja - czego musi się spodziewać. Tylko, że Dąbrowski w internecie stosował takie same metody, jakimi został pokonany i wcale nie sprawiał wrażenia, aby robił to niechętnie.
Nie od kogo innego jak ode mnie też usłyszał że przegrają bo mają zero racji, a dzisiaj tylko mogę dodać że przez jedenaście lat tej racji jeszcze ubyło.
Komandorzy zbytnio nie udzielali się, ale w książce jest sporo o tym, iż mieli świadomość występowanie pod jednym szyldem z pomyleńcami i oszustami, których jedyną zaletą jest odporność na wiedzę i nawet w miarę inteligentnego oszustwa nie potrafią skonstruować. Czwarta sygnatariuszka "Zdania odrębnego" - profesorka od dźwięków, to zjawisko ze wszech miar wyjątkowe - jak nasz kameleonek - potrafi usłyszeć wszystko czego nie ma, równocześnie nie słysząc tego, co ewidentnie jest.
W tym sensie książka jest potrzebna.
Czym komisja się przez te bez mała osiem lat zajmowała ?
Z książki wynika, że albo kompletnymi bezsensami czyli na przykład wymyśleniem, jaki parametr lub dźwięk przesunąć aby udowodnić "trajektorię wysoką", do której przywiązany był przewodniczący i obaj wice (nie będąc równocześnie przywiązanymi do jej biologicznego ojca, z którego to powodu nie jest mi przykro) i to czasami prostowała grupa Dąbrowskiego ale nie zawsze, ba jak Dąbrowski napisał, zabrakło by mu czasu na badanie awarii która ujawniała się tylko po złamaniu przepisów.
Dla autorów czarnym charakterem jest Macierewicz chociaż sami dobrze wiedzą, że po po pierwsze Macierewicza wykreował Kaczyński i to wbrew opinii swojego nieżyjącego już brata, po drugie Macierewicz nie zaistniałby bez Biniendy, Jorgensena, Nowaczyka, Ziemskiego oraz ich samych.
Z ostatniej chwili !
Podobno na końcu kolejki zwracających widziano Macierewicza z zajumanymi częściami tupolewa.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)