O treści książki M.Dąbrowskiego, W.Chrzanowkiego i K.Grono "W innym świecie" być może ktoś, kto nie zna całokształtu, mógłby napisać poważnie. Ja postaram się, choć dramaty w niej opisane są mniej poważne niż słowa poniższej polki.
Nie wiem, czy się cieszyć z faktu, iż w przynajmniej w tym dziele nie jestem opisany jako biologiczny ojciec narracji zespołu Macierewicza a potem podkomisji, ale walka trajektorii wysokiej z trajektorią niską była stałym problemem podkomisji. W książce pojawia się co kilka stron.

Tymczasem jeszcze jako współpracujący z zespołem Macierewicza pokazałem ten dylemat na I Konferencji Smoleńskiej, a jeszcze wcześniej byłem autorem prezentacji Nowaczyka dla zespołu parlamentarnego na ten temat, o czym Dąbrowski doskonale wiedział.

Po pierwsze zaskakuje jako niespodziewany przebłysk Jorgensena, gdyż jest to jedyny niekomiczny eksperyment przeprowadzony przez badacza ze ścisłego kręgu podkomisji, po drugie bo nie doprowadził Jorgensena do jedynego możliwego wniosku, że należy uznać wyższość trajektorii niskiej (powyżej na Rys. 4) nad wysoką (powyżej na Rys. 5)
Dąbrowski wiedział również o tym, że to ja znalazłem i pokazałem Nowaczykowi legendarne "dwa wstrząsy" , które potem uczeni mężowie przerobili na wybuchy i przesuwali je tam gdzie aktualnie im pasowało. Oficjalnie to od owych wstrząsów zaczęła się ekspercka kariera "profesora" Nowaczyka u boku Macierewicza.


natomiast oni wybrali pisowską KRRiT. Od tego czasu tylko liczba i skala oszustw Biniendy się zwiększyła.
a sama "formuła matematyczna" czyli cytat z Synicyna pojawiła się na blogu P. Artymowicza na długo przez powstaniem podkomisji. Dodatkowego komizmu występowi Dąbrowskiego i "profesora" Nowaczyka dodaje, że za "przeliczony przez MAK" kąt natarcia wzięli kąt z "raportu z symulatora", w którym MAK pomylił się i narysował wykres o 5 stopni za nisko.
W kwestii "nigdy nikt" mogłem jednak nie mieć całkowitej racji, ponieważ K. Grono najprawdopodobniej rozróżniał.

W tym miejscu na chwile opuśćmy książkę Dąbrowskiego i cofnijmy się do początku roku 2013.
Temat raportu NIAR dzieki P. Swierczkowi z TVN24 jest znany, ale warto go przypomnieć ponieważ cała działalność Biniendy w podkomisji poświęcona była znalezieniu zagranicznych ekspertów, którzy za stosownym wynagrodzeniem zechcą potwierdzić bzdury opowiadane przez niego lub przynajmniej milczeć kiedy on opowiada, że takie bzdury potwierdzili.


Nie to jednak wydaje się ważne dla autorów książki a przynajmniej dla Dąbrowskiego.


W tym sporze trzeba przyznać racje Macierewiczowi, ponieważ awarię, która występuje tylko po złamaniu zakazu zniżania oraz minimów udowodnić nie sposób natomiast koncepcja Macierewicza zakłada sfałszowanie takiej liczby parametrów, jaka jest w danej chwili potrzebna oraz nie przeszkadza temu, że w chwili poprzedniej uznawano je za wiarygodne. Poza tym taka awaria jednak zakłada złamanie przepisów.

Udowodnić ją miała profesorka, która miała usłyszeć jakiś przycisk mimo, iż poprzednio nie usłyszała przekleństw przerażonej załogi (a może dlatego że nie usłyszała).


Koncepcję powstrzymania obrotu ślizgiem kryptomaskirowczyk Witakowski (a nie Nowaczyk, Witakowski tylko dla zmylenia przeciwnika przedstawiał się jako zwolennik trajektorii wysokiej gdyż jest przekonany, że w Smoleński w ogóle nie było katastrofy a przelot nad drzewami to tylko początek jego drogi ku prawdzie) zaczerpnął od technicznego eksperta maskirowczyków A-Tema, wniósł do podkomisji i już jako podkomiś powtarzał w pisowskich mediach. Ślizg niewątpliwie po uderzeniu w brzozę wystąpił, o czym świadczy kurs magnetyczny zestawiony z zapisaną w drzewach trasą, a wchodzenie w ślizg ma odbicie w przeciążeniu poprzecznym. Inna sprawa, to czy ślizg nadaje się do szybkiego powstrzymania obrotu w tej fazie, czy byłby skuteczny i czy piloci celowo wprowadzili w niego samolot. Poza tym, z tego co pamiętam nie tylko Nowaczyk ale również na przykład Dąbrowski upowszechniali tezę o prostym locie do TAWS 38. Samo badanie Instytutu Lotnictwa dostarcza informacji z różnych powodów ciekawych - na przykład, że WAT dostarczył niesymetryczny model (lewe skrzydło sklejane po przecięciu) oraz, że wielkość modelu ma wpływ na wyniki.
Niemal na każdej kartce książki pojawia się fragment brzmiący jak reportaż z oddziału psychiatrii sądowej więc równie dobrze notka mogłaby być dziesięć czy sto razy dłuższa, ale jak napisałem na początku - książka jest gotowym aktem oskarżenia.

Post scriptum
Jeżeli komuś przyjdzie do głowy, że kpię sobie z tragedii to niech najpierw sam sobie odpowie, dlaczego on sam, rodziny ofiar i pisowskie państwo przez kilkanaście lat wspierały nieuków, oszustów i pomyleńców rzekomo badających tę tragedię.


Komentarze
Pokaż komentarze (57)