"Zonda” to ciepły i suchy wiatr. W Andach - więc argentyński jak sam Messi. W Kalifornii wieje już pod nazwą Diablo Winds. Jednym słowem: najzwyklejszy pod słońcem, nasz swojski halny.
Założycielem i właścicielem Zondakrypto był Polak, którego oficjalnie już nie ma, choć nowi właściciele, w ramach osobliwej ciekawostki, zapewniają, że fizycznie jednak jest. Gruntownie oskubany i dobrze ponoć schowany. Co trochę zgrzyta, bo taki golas powinien być nowym właścicielom tej piramidy finansowej raczej kompletnie niepotrzebny. Delikatnie mówiąc.
Nowi właściciele z Messim mają niewiele wspólnego. Za to z drużyną Jarka Kaczyńskiego jakby znacznie więcej. I to poczynając od posłów i polityków, przez pisowskich dziennikarzy i ich media, aż po ludzi lojalnych PiS-owi w służbach.
Pytanie więc brzmi: kto jest nowym właścicielem tego upadłego interesu?
Tomasz Sakiewicz metaforycznie, a przy tym szelmowsko, odbija piłeczkę: Donald Tusk.
I jest to odpowiedź niezwykle ciekawa. Być może nawet znacznie więcej mówiąca, niż właściciel Republiki chciał powiedzieć. Bezwiednie bowiem zdradza, że Zondakrypto znalazła się już w rękach ludzi polityki, wykluczając tym samym "ludzi z miasta", też mających przecież chrapkę na ten biznes. Jakże to wymowne w świetle oddelegowania do sprawy byłych funkcjonariuszy służb.
Dlatego ja panu Sakiewiczowi w pewien sposób wierzę. Zwłaszcza że przecież osobiście - na Ibizie czy też w Monako - miał okazję temat zgłębiać.
Jedno w tej sprawie wydaje się już natomiast przesądzone. Ani PiS, ani pan Sakiewicz na tej spekulacyjnej piramidzie i zapewne pralni brudnych pieniędzy nie zarobią już raczej ani jednej żywej złotóweczki. Mało tego: żadnego ochłapu politycznego złota już z tego nie wyszarpią.
I nie o żaden zegarek tu chodzi.
Chodzi raczej o znacznie poważniejsze pytanie: kto naprawdę przejął firmę pana Suszka i co stało się przy tym z interesami dziesiątek tysięcy Polaków?
Chronologia wydarzeń rodzi bowiem pytania, których nie da się tak po prostu zbyć wzruszeniem ramion. Prawowity właściciel zniknął z firmy chwilę przed pojawieniem się w niej ludzi związanych z PiS-em.
Oczywiście: zupełny przypadek. I wina Tuska. Tak już po prostu jest, że ludzie czasem znikają, a Tusk wciąż skubany zniknąć nie chce.
Natomiast nad wyraz sprzyjające Zondakrypto prezydenckie weto pozostaje już prywatną, wewnętrzną sprawą PiS-u i Konfederacji.
Niech więc się do wyborów tym swoim wetem troskliwie opiekują. Naprawdę żadna to nawet aferka. Wyjątkowo zgrabnie brzmią też tłumaczenia rzecznika Bochenka, że nic kompletnie nie wiedzieli, ponieważ na Ibizę jeździli ponoć za swoje, tudzież partyjne.
I jeszcze tylko link do strony, gdzie bez problemu mogą samodzielnie kupować te swoje wymarzone zegarki.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)