Jak, po tak aż zawiesistym od możliwych tez tytule, nie zabrnąć w zbyt powierzchowne podsumowanie zjawiska, chcąc zaledwie zasygnalizować jego podstępną naturę?
Gdzie szukać przyczyn niezrozumiałego pielęgnowania tej narodowej boreliozy? Bardziej w kleszczach, czy bardziej w żywicielach? W zadawaniu udręk czy w radości z bycia udręczanym, z bezsensownego umartwiania się?
Tradycja wysysających z innych krew kleszczy jest długa, próżno bowiem szukać w historii okresów, w których jakaś grupa lepszych cwaniaków nie żerowała na mniej gramotnych innych współokupantach planety. Jednym z najsilniejszych imperatywów człowieka jest panowanie nad drugim człowiekiem i zgromadzenie większej niż on ilości dóbr. Jest tylko jedna korporacja na świecie, której znakomicie się to udaje od prawie 2000 lat. Sukces zawdzięcza imponująco prowadzonej akcji reklamowej. Od kołyski po trumnę z klientem. Spróbujmy odizolować w jakimś społeczeństwie dzieci i młodzież od religijnych absurdów a możemy być pewni, że działająca na tym terenie placówka firmy zanotuje klasyczną plajtę.
Dumne obnoszenie się z cierpieniem i płacenie za psychiczne razy i cięgi zyskuje się więc drogą transakcji. Cały ten zestaw kompleksów i wmówień będzie wobec tego towarem. W ten sposób poważną chorobę społeczną o nazwie nerwica eklezjogenna człowiek sobie kupuje. Za swoje niewolnictwo i metodyczne okaleczanie (duchowe) płaci. Jeśli można w tej sytuacji w ogóle mówić o świadomości, to jest to na pewno wybór.
Ale niestety nie dotyczący już samych chorych, ale skoncentrowany na innych i za innych. To jest istota przenoszenia tej choroby. Najgroźniej kąsającym kleszczem okazuje się rodzic. Rodzina, bliscy znajomi rodziców. To oni kupują ją od osobistych kumpli Pana Boga swoim dzieciom, tak samo jak ich rodzice im ją kiedyś kupili. I dopóki znerwicowani eklezjalnie Polacy nie będą się kierować prostym przesłaniem, które w stosunku do swoich dzieciaków praktykował choćby Frank Zappa (trzymaj swoje dzieci tak daleko jak tylko można od kościoła) tym wolniej będzie się ta nasza poddańcza tożsamość narodowa zmieniać.
Z okazji nastania nowego świętego od rodziny, świętego, który niczym kleszcz wbija się tą swoją watykańską świętością w polską rodzinę, w trosce o narodową tożsamość przypominam o tym ukąszeniu rodzicielskim, które w przyszłości przyjmie postać jednostki chorobowej o nazwie nerwica eklezjogenna.
A które to ukąszenie taki rodzic nazywa później mętnie spuścizną...
Inne tematy w dziale Społeczeństwo