nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
449
BLOG

Nerwica eklezjogenna po polsku – uraz czaszkowo mózgowy

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 12

 

Jem sobie ciasteczko i czytam, jak pewien gorliwy katolik egzorcyzmował mamusię. Troszeczkę za skutecznie. Wraz ze Złym wypędził też z mamusi jakiegokolwiek ducha. W tym tego dobrego, katolickiego. Pomagała mu siostra i nic w tym dziwnego, mamusia zapewne i o jej formację duchową zatroszczyła się równie starannie. Stworzyła katolików prawie doskonałych, niecofających się przed Złym w jakimkolwiek wypadku i jakiejkolwiek odmianie. Może tylko nieco za eksplozywnych. Poza tym wszystko w porządku. Codzienne uczestniczenie rodzeństwa w mszach, ołtarzyk w każdym pomieszczeniu, krycyfiksy, woda święcona. Słowem pełna eklezja. Oż cholera, ufajdałem sobie klawiaturę czekoladą. I nic w tym dziwnego, tak się kończy klepanie w klawiaturę z ciasteczkiem w łapie.  

Ale do rzeczy, bo tyle się ciśnie pytań w związku z tym aktem wiary, że trzeba się skoncentrować na rzeczach najważniejszych, nie na jakimś wyrwanym z kontekstu, albo skrajnie marginalnym incydencie.

W trakcie zgłębiania tematu demonologii, egzorcyzmów i całej reszty radosnej twórczości tych tzw. bożych człowieków, dowiedziałem się, że funkcjonuje taki twór, jak instytucja psychologii chrześcijańskiej. Pominę chwilowo kuriozalność zjawiska, chciałbym natomiast w kontekście zatłuczenia na śmierć własnej matki usłyszeć teraz takiego mądrego specjalistę. Patrzę specjalnie we Frondę i nic. O głupich antyklerykałach, o wędzonce, gejach, masturbacji, kondominium, Tusku jest, a o wypędzeniu złego ducha z mamuni, która do chrztu trzymała i do pierwszej komuni ubrała ni ma...

Nie ma żadnego "psychologa chrześcijańskiego", nie ma Redaktora pełniącego rolę Michnika na Frondzie, nie ma nawet słowa o tym skutecznym wypędzeniu z rodzicielki ducha. Nie będę krył, że szczególnie liczyłem właśnie na Redaktora. A już szczególnie apetyt podostrzył mi jego artykuł o nadużywaniu przemocy w rodzinie. Załatwił go zgrabnie,  a przynajmniej wydawało mu się, że załatwił, przypomnieniem Pawki Morozowa. Antyrodzinny totalitaryzm, rzekł jeszcze w tym swoim lobbowaniu za przyzwoleniem na fizyczne wymuszanie posłuszeństwa w rodzinie, i że jak się kradnie babci drobne, to po chrześcijańsku należy się w pysk. Skoro wszyscy ci zwykle natrętni agitatorzy pochowali się, zgrubną odpowiedź względem zagadnienia będę musiał wyrzeźbić sam...

Krewkim synusiowi i córusi zabrakło na pewno fachowości w odpędzaniu Złego, ale nie zabrakło głębokiej wiary wyniesionej z domu oraz wzorców egzekwowania swoich oczekiwań, dostosowywania otaczającego ich świata do świata zbudowanego w ich wnętrzach. Świata jak najbardziej katolickiego. Świata, w którego zakamarkach czają się już prawdziwe demony, a nie te łajdacko wymyślone przez pana księdza. Nie zabrakło im też tego największego demona, ukrytego w postaci poważnej choroby społecznej, której w żadnym razie nie powinni się tykać ani ci, którzy tą swoją prymitywną katechizacją najpierw robią człowiekowi z mózgu móżdżek, ani wystarczająco już egzotycznie brzmiący chrześcijańscy psycholodzy, ani tym bardziej chrześcijańscy intelektualiści... Tak wygląda końcowe stadium nerwicy eklezjogennej. Nie u mnie. Ja sobie zajadam ciasteczko, zamiast zabijać w mamusi demony.

 

 

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo