Tuż przed zatrzymaniem wmawiał jeszcze ludziom, że dzięki reprezentowaniu Boga jest w stanie im pomóc. A zarazem nie brak – dokładnie jak w przypadku ‘cudownego uzdrowiania’ przez JPII – ludzi gorliwie zaświadczających, że pomaga.
Dlaczego akurat przykład Wojtyły, a nie np. Kaszpirowskiego? To chyba dla większości oczywiste, ale jeśli np. komuś rozumowanie utrudnia nabożny stosunek do Wojtyły, nadmierny ciężar jego autorytetu, to temu właśnie śpieszę zakomunikować, że dokładnie to, co jemu owo rozumowanie zaburza – czyli wykluczające jakikolwiek obiektywizm czy zdolność racjonalnego myślenia wyznawanie kultu innego człowieka – to to samo również sprawia, że osobnicy pokroju ‘Bożego Człowieka’ mają zdecydowanie łatwiej.
Mówiąc prosto, im bardziej się karmi ludzi cudami i im większy autorytet legitymizuje cuda, tym łatwiej później również i pomniejszym szarlatanom cudami oszukiwać ludzi.
Hodowanie kalek psychicznych, które później nie potrafią obronić się przed pierwszym lepszym szpeniem od Boga, ma swoje doskonale identyfikowalne źródło. I niech żaden głąb nie próbuje nawet wypisywać, że „cud wojtyłowy” jest innym cudem od cudów Bożego Człowieka z Nowego Sącza.

Inne tematy w dziale Społeczeństwo