Poniżej cały wywiad z Izabellą Sariusz Skąpską. Przeczytajcie teraz, bo za kilka godzin znajdziecie się na mszy w waszych kościołach i nie będziecie mieli do tego głowy. Poklęczycie, połkniecie swoje komunikanty, odklepiecie swoje pacierze i wrócicie robić swoją propagandę. Czym będzie bardziej łajdacka, tym będziecie z siebie bardziej zadowoleni. Za tydzień znowu pójdziecie do spowiedzi, by sąsiedzi widzieli, że połykacie wasz komunikant z należytą godnością i dumą. Smacznego.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
"...Dla niego słowo "ekshumacja" znaczyło tyle co najgorsze barbarzyństwo, jakiego człowiek może się dopuścić wobec pozostałości drugiego człowieka. I miałoby się to stać jego udziałem! Z Izabellą Sariusz-Skąpską* rozmawia Małgorzata Skowrońska.
Małgorzata Skowrońska: Ma pani wątpliwości, kogo pochowała w rodzinnym grobowcu w 2010 r.?
Izabella Sariusz-Skąpska: Ciało mojego Ojca znaleziono w tylnej części, tej najmniej zniszczonej w katastrofie tupolewa. Był zidentyfikowany jako jedna z pierwszych 14 ofiar, co nie jest bez znaczenia dla naszej świadomości, kto spoczywa w tym grobie. To bliscy go rozpoznali.
Są rodziny, które jednak mają wątpliwości.
- To niech one ustawią się jako pierwsze do ekshumacyjnej kolejki, a nas zostawią w spokoju.
Prokuratura twierdzi, że ekshumacje są konieczne. Zgodnie z prawem o zgodę nie muszą prosić rodzin.
- Każde prawo ma literę i ducha. Podczas czerwcowego spotkana z Prokuraturą Krajową nie przedstawiono nam żadnego sensownego argumentu na rzecz ekshumacji. Usłyszeliśmy zdania brzmiące surową literą prawa o konieczności otwierania grobów i niemożności odstąpienia od tego aktu. Jestem prawnuczką adwokata i wnuczką prokuratora. Myślę, że gdyby dziś żyli, potrafiliby wśród zapisów prawa znaleźć takie, które przeczyłyby tej kategoryczności.
Nie przekonały pani słowa prokuratorów, że trzeba wykonać badania szczątków ofiar tomografem komputerowym, toksykologiczne, DNA.
- Prokuratura twierdzi, że potrzebuje dowodów. Najważniejsze dowody to wrak, którego w Polsce nie ma, i czarne skrzynki, których oryginały są w Moskwie. Teraz dołączyły do nich ciała! W tym momencie każdy, kto stracił kogokolwiek z bliskich, musi poczuć moralny sprzeciw.
Ciągle krążą plotki o zamianie ciał.
- To znaczy: wykopmy wszystkich i ułóżmy sobie pasjansa, zobaczymy, kto do kogo pasuje? Czy nikt nie pomyślał o tym, że w tak małym samolocie - bo to jest mały samolot - ci ludzie siedzieli blisko i można się spodziewać śladów i mikrośladów? I czy naprawdę potrzebujemy do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej wiedzy, w jakim tempie umierali, jeśli wszystko trwało sześć sekund? A tego m.in. prokuratura chce się dowiedzieć.
Nagle, po tylu latach, ciało najukochańszej dla mnie osoby staje się dowodem w sprawie, jak telefony komórkowe mojego Ojca czy laptop, z którym leciał do Smoleńska? Jeśli po jednej stronie jest nasza żałoba i szczątki naszego Taty, a po drugiej stanowisko prokuratury, to ja tu nie widzę równowagi. Uważam, że prawo moralne jest po stronie mojej Mamy, Siostry i mojej. Cywilizacja zaczyna się tam, gdzie pochówki. Człowiek zaczął się wtedy, gdy po raz pierwszy zakopał swojego bliskiego i postawił na jego grobie jakiś symbol. Wykształciliśmy całą kulturę zbudowaną na pamięci i szacunku wobec przodków. I nagle to przestaje być ważne?
Na spotkaniu z prokuraturą nie usłyszała pani niczego, co uzasadniałoby ekshumację?
- Usłyszeliśmy mnóstwo przerażających szczegółów na temat tego, jak - według prokuratury - Rosjanie traktowali ciała ofiar. Wręcz epatowano nas tymi informacjami.
Po co?
- Żeby nami wstrząsnąć? Żeby nas urobić? Żebyśmy nie protestowali? Nie wiem. Kilka tygodni wcześniej przedstawiciele mojej rodziny byli na spotkaniu z prokuratorem i wtedy po raz kolejny w tym śledztwie usłyszeliśmy zapewnienie, że nie ma żadnych wątpliwości co do identyfikacji w przypadku naszego Ojca. Zatem niepotrzebna jest ekshumacja. Tymczasem na zbiorowym spotkaniu prokuratura mówi coś zupełnie innego. Oto nie wie, na co ci ludzie umarli i w jakiej kolejności, i musi robić wszystko od nowa. Co się stało w ciągu kilku tygodni, że prokuratorzy nagle zmieniają zdanie?
Polityka?
- Ale jak daleko można się w niej posunąć? Przecież połowa mnie to mój Ojciec. Dla mnie to operacja na moim ciele. Słowo "ekshumacja" poznałam pewnie wcześniej niż rówieśnicy. W naszym domu oznaczało ono rok 1943 i nazistowskie znalezisko dołów śmierci w Katyniu, ich pospieszne przekopywanie i - co ważne - powtórne byle jakie pochówki ciał, wśród których znajdował się mój Dziadek. A potem, kiedy ze Smoleńska ustąpili Niemcy, przyszli Sowieci i dokonali kolejnej ekshumacji. Dla mojego Ojca słowo "ekshumacja" to był synonim najgorszego barbarzyństwa, jakiego człowiek może się dopuścić wobec pozostałości drugiego człowieka. I dziś miałoby się to stać jego udziałem!
Izabella Sariusz-Skąpska: Ciało mojego Ojca znaleziono w tylnej części, tej najmniej zniszczonej w katastrofie tupolewa. Był zidentyfikowany jako jedna z pierwszych 14 ofiar, co nie jest bez znaczenia dla naszej świadomości, kto spoczywa w tym grobie. To bliscy go rozpoznali.
Są rodziny, które jednak mają wątpliwości.
- To niech one ustawią się jako pierwsze do ekshumacyjnej kolejki, a nas zostawią w spokoju.
Prokuratura twierdzi, że ekshumacje są konieczne. Zgodnie z prawem o zgodę nie muszą prosić rodzin.
- Każde prawo ma literę i ducha. Podczas czerwcowego spotkana z Prokuraturą Krajową nie przedstawiono nam żadnego sensownego argumentu na rzecz ekshumacji. Usłyszeliśmy zdania brzmiące surową literą prawa o konieczności otwierania grobów i niemożności odstąpienia od tego aktu. Jestem prawnuczką adwokata i wnuczką prokuratora. Myślę, że gdyby dziś żyli, potrafiliby wśród zapisów prawa znaleźć takie, które przeczyłyby tej kategoryczności.
Nie przekonały pani słowa prokuratorów, że trzeba wykonać badania szczątków ofiar tomografem komputerowym, toksykologiczne, DNA.
- Prokuratura twierdzi, że potrzebuje dowodów. Najważniejsze dowody to wrak, którego w Polsce nie ma, i czarne skrzynki, których oryginały są w Moskwie. Teraz dołączyły do nich ciała! W tym momencie każdy, kto stracił kogokolwiek z bliskich, musi poczuć moralny sprzeciw.
Ciągle krążą plotki o zamianie ciał.
- To znaczy: wykopmy wszystkich i ułóżmy sobie pasjansa, zobaczymy, kto do kogo pasuje? Czy nikt nie pomyślał o tym, że w tak małym samolocie - bo to jest mały samolot - ci ludzie siedzieli blisko i można się spodziewać śladów i mikrośladów? I czy naprawdę potrzebujemy do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej wiedzy, w jakim tempie umierali, jeśli wszystko trwało sześć sekund? A tego m.in. prokuratura chce się dowiedzieć.
Nagle, po tylu latach, ciało najukochańszej dla mnie osoby staje się dowodem w sprawie, jak telefony komórkowe mojego Ojca czy laptop, z którym leciał do Smoleńska? Jeśli po jednej stronie jest nasza żałoba i szczątki naszego Taty, a po drugiej stanowisko prokuratury, to ja tu nie widzę równowagi. Uważam, że prawo moralne jest po stronie mojej Mamy, Siostry i mojej. Cywilizacja zaczyna się tam, gdzie pochówki. Człowiek zaczął się wtedy, gdy po raz pierwszy zakopał swojego bliskiego i postawił na jego grobie jakiś symbol. Wykształciliśmy całą kulturę zbudowaną na pamięci i szacunku wobec przodków. I nagle to przestaje być ważne?
Na spotkaniu z prokuraturą nie usłyszała pani niczego, co uzasadniałoby ekshumację?
- Usłyszeliśmy mnóstwo przerażających szczegółów na temat tego, jak - według prokuratury - Rosjanie traktowali ciała ofiar. Wręcz epatowano nas tymi informacjami.
Po co?
- Żeby nami wstrząsnąć? Żeby nas urobić? Żebyśmy nie protestowali? Nie wiem. Kilka tygodni wcześniej przedstawiciele mojej rodziny byli na spotkaniu z prokuratorem i wtedy po raz kolejny w tym śledztwie usłyszeliśmy zapewnienie, że nie ma żadnych wątpliwości co do identyfikacji w przypadku naszego Ojca. Zatem niepotrzebna jest ekshumacja. Tymczasem na zbiorowym spotkaniu prokuratura mówi coś zupełnie innego. Oto nie wie, na co ci ludzie umarli i w jakiej kolejności, i musi robić wszystko od nowa. Co się stało w ciągu kilku tygodni, że prokuratorzy nagle zmieniają zdanie?
Polityka?
- Ale jak daleko można się w niej posunąć? Przecież połowa mnie to mój Ojciec. Dla mnie to operacja na moim ciele. Słowo "ekshumacja" poznałam pewnie wcześniej niż rówieśnicy. W naszym domu oznaczało ono rok 1943 i nazistowskie znalezisko dołów śmierci w Katyniu, ich pospieszne przekopywanie i - co ważne - powtórne byle jakie pochówki ciał, wśród których znajdował się mój Dziadek. A potem, kiedy ze Smoleńska ustąpili Niemcy, przyszli Sowieci i dokonali kolejnej ekshumacji. Dla mojego Ojca słowo "ekshumacja" to był synonim najgorszego barbarzyństwa, jakiego człowiek może się dopuścić wobec pozostałości drugiego człowieka. I dziś miałoby się to stać jego udziałem!



Komentarze
Pokaż komentarze (59)