Nowa nienormalność
Nowa normalność, to nic innego jak nienormalność. Zresztą taka sama jaka jest teraz, tylko że nowa i jeszcze bardziej nienormalna.
9 obserwujących
6 notek
46k odsłon
2066 odsłon

Koniec początku czyli posłowie do Legendy o Potworze Koronawirusie

Freepik - pl.freepik.com/darmowe-zdjecie-wektory/szablon
Freepik - pl.freepik.com/darmowe-zdjecie-wektory/szablon
Wykop Skomentuj16

Dlatego patrząc na pandemię, musimy zdawać sobie sprawę, że to jest proces złożony, który ma swoją genezę i swoją dynamikę, ale nie jesteśmy w stanie - będąc w jej trakcie i w samym jej środku - określić, co jest dziełem przypadku, a co dziełem inżynierii społecznej. Mity społeczne, a nawet nasza pogłębiona wiedza tłumaczą nam status quo, ale nie gwałtowną zmianę. Dopiero z perspektywy czasu oraz przy posiadaniu dodatkowych informacji będzie można rzeczy badać. Dzisiaj jesteśmy skazani na podejrzenia i spekulacje.

Jeśli chodzi o formułowanie podejrzeń odnośnie „o co chodzi z tą całą pandemią”, to na szczęście nie jesteśmy zupełnie ślepi i głusi. Nie zaatakowali nas Marsjanie, tylko mamy do czynienia ciągle z tymi samymi aktorami, co wcześniej. Sęk w tym, że wielu z nich jest poprzebieranych i większość ludzi patrzy na przedstawienie kukiełkowe, ale nie widzi w ogóle aktorów pociągających za sznurki. Aby dostrzec, kto jest aktorem, warto sięgnąć do koncepcji prof. Bogusława Wolniewicza trójkąta sił występujących w sprzężeniu przeciwko suwerennym państwowym demokracjom, a dokładnie przeciwko każdej organicznej wspólnocie (LINK).

Generalnie chodzi o sprzężenie między plutokracją (międzynarodówka kapitałową), biurokracją (czyli szeroko pojętym aparatem urzędniczym) oraz lewactwem (tęczowe neolewactwo, kontynuacja międzynarodówki komunistycznej). Plutokrację z biurokracją wiąże korupcja oraz przyznawane przywileje. Biurokrację z lewactwem łączy antychrześcijaństwo, negowanie w ogóle ładu moralnego ukształtowanego przez chrześcijaństwo, w tym przeciwko wolności uniwersytetów, które są przecież dziełem średniowiecza. Te sfery mają być kontrolowane i zideologizowane. Wreszcie plutokrację z lewactwem łączy wstręt przeciwko jakiejkolwiek organicznej wspólnocie na czele z narodem. Wszystkie te trzy siły sprzęga dodatkowo sojusz antydemokratyczny, ponieważ demokracja to jawność życia publicznego, oraz kontrola społeczna nad działaniami i celami plutokracji, lewactwa i biurokracji. Siły te mają charakter ponadnarodowy.

Koncepcja prof. Wolniewicza wydaje się użyteczna, aczkolwiek trzeba tutaj na potrzeby naszej analizy uzupełnić mapę świata o komunistyczne Chiny, które mają cechy neocesarstwa czwartej dynastii, Rosję mającej charakter państwa będącego pod władaniem mafii, a także samo mocarstwo USA oraz zupełnie osobno rolę amerykańskiego wywiadu CIA, który może mieć dosłownie haki na każdego decydenta. Jakby nie patrzeć światem nie rządzi ani jedna siła, ani nie są to równoważące się interesy różnych państw. Oprócz oficjalnej mapy państw, związków i sojuszy czyli sfery oficjalnej, która jest jak najbardziej realna, są też interesy różnych sił, które mają swoje cele.

Zadając sobie pytanie „co się dzieje” skazani jesteśmy na stawianie hipotez. Podobnie jest z przewidywaniem konsekwencji uruchomienia procesów zmian i kryzysów społecznych. Nikt nie mógł przewidzieć, czym skończy się dojście Lenina, czy Hitlera do władzy, a wręcz można podejrzewać, że ci, którzy im w tym pomogli mieli zupełnie inne zamiary. Ale z drugiej strony, nikt nie mógł dokładnie przewidzieć, czym skończy się obalenie Saddama Husajna, ale po części akurat było to możliwe. Tak samo nikt, kto odpalił pandemię nie mógł zaplanować dokładnie tego, co się stanie, aczkolwiek mógł mieć zarysowanych kilka wariantów rozwoju zdarzeń. Bardziej można się obawiać, czy sama pandemia nie stanie się początkiem niekontrolowanej sekwencji konfliktów, kryzysów, niż zakładać, że nie zakładano, jakie będą konsekwencje jej „odpalenia”. 

Koniec pewnego początku

Ze wszystkich dotychczas napisanych części o Potworze Koronawirusie największym zainteresowaniem cieszy się „Fikcja pandemii”, która skupia się na faktach biologicznych i medycznych. Muszę jednak przyznać, że było to dla mnie część najłatwiejsza, ponieważ jest to wiedza na poziomie maturalnym. Wystarczył zdrowy rozsądek, oraz pewne podejrzenie wynikające nie z biologicznego, ale z socjologicznego zacięcia, że już w styczniu mieliśmy do czynienia z wykreowanym spektaklem. Zagadką od początku było natomiast dla mnie, dlaczego wszyscy ludzie w to bezdyskusyjnie wierzą i jak to możliwe, że lekarze, naukowcy, rządy zachowują się nieracjonalnie. Jest to bez wątpienia pewien fenomen związany na pewno z możliwościami nowych mediów, aktualną sytuacją geopolityczną i gospodarczą. Sam natomiast najbardziej cenię sobie część piątą, ponieważ przedstawiony konflikt wewnętrzny jest także moim udziałem. 

Ten dylemat wszechobowiązującej narracji o zagrożeniu, którego nie ma oraz związane z nim nieuchronne napięcie między sferą rozumną a sferą empiryczną specjalnie uwypukliłem, żeby pokazać, jak legenda w pewnym stopniu wygasa, a w jej miejsce wchodzi nowe wydarzenie medialne związane ogólnie z hasłem #blacklifematters. Nie oszukujmy się – w konfrontacji z rzeczywistością społeczną rozum musi przegrać, ponieważ nie jest on zdolny się dostosować. Naszą zewnętrzną – społeczną – powłoką jest Marucha, a rozum - czyli Gajowy – jest na wewnętrznej emigracji. Przeżycie pandemii oraz związana z tym trauma skłania ludzi raczej do tego, żeby iść przez życie dalej i o tym zapomnieć, niż wciąż analizować i do tego wracać. Rozum w tym wypadku jest źródłem zwątpienia w rzeczywistość, a zarazem nie potrafi sam stworzyć prostej alternatywnej narracji co się tak naprawdę stało (lub dzieje). Aby zredukować to napięcie, które wręcz może prowadzić do szaleństwa, ludzi wolą „nie myśleć”, „zapomnieć”, „nie wnikać”.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości