z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
52 obserwujących
341 notek
611k odsłon
4691 odsłon

Czy w Polsce istnieje inteligencja?

Wykop Skomentuj263

Dużo w ostatnim czasie przez Salon24 ( i nie tylko) przewinęło się notek, artykułów, felietonów i opinii na temat strajku nauczycieli. Siłą rozpędu wszystkie one - mniej lub bardziej - zahaczały o pojęcie inteligencji w Polsce: jej definicji, postrzeganiu i ocenie, nie tylko w kontekście politycznym. Żeby w ogóle rozmawiać o polskiej inteligencji, to ta inteligencja po prostu musi istnieć, a  oglądając "muzyczne wykony" niektórych nauczycieli śpiewających o prąciu, można mieć co do tego poważne wątpliwości. Oczywiście rozważania o polskiej inteligencji w kontekście kretyńskich występów kilku czy kilkunastu imbecyli, którzy przenigdy nie powinni byli zostać nauczycielami, byłoby błędnym uproszczeniem, ale pytanie czy inteligencka klasa społeczna w Polsce w ogóle istnieje, jest pytaniem całkowicie zasadnym. A jeżeli istnieje, to jaka jest jej kondycja i pozycja w społecznej hierarchii.

Żeby na te pytania odpowiedzieć inteligencję trzeba zdefiniować. W drugiej Rzeczpospolitej sprawa definicji była bardzo prosta, powszechnie przyjęta i akceptowana. W uproszczeniu można napisać, że inteligencję tworzyli Polacy o wyraźnie ponadprzeciętnym wykształceniu i żywym, krytycznym umyśle, wzbogacanym lekturą. To Polacy o wyższej kulturze osobistej, zakorzenionej w tradycji rodzinnej i narodowej oraz poczuwający się do współodpowiedzialności za losy Ojczyzny. To ludzie z poczuciem godności osobistej i narodowej, na ogół prawego charakteru, często zaangażowani ofiarnie w działalność społeczną i patriotyczną. Polski inteligent zajmował się pracą umysłową i działalnością edukacyjną, naukową, kulturalną, organizacyjną, administracyjną lub polityczną. W tym rozumieniu inteligentami byli także polscy lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy, wyżsi stopniem wojskowi oraz księża.


W dzisiejszej, głęboko podzielonej politycznie Polsce, posługiwanie się powyższą definicją jest mniej więcej tym samym, co posługiwanie się liczydłem w czasach totalnej komputeryzacji - nie da się. I chociaż dałoby się pewnie w każdej z tej grup zawodowych i dziś odnaleźć ludzi, który w pełni spełnialiby warunki tejże definicji, to ogólny wniosek dałoby się sformułować tyle dosadnie co prawdziwie - inteligencja w tradycyjnym rozumieniu z czasów II RP nie istnieje. Jedną z najważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, iż polska inteligencja została wymordowana w czasie ostatniej wojny światowej. Część pozostała też za granicą lub wyjechała tam zaraz po wojnie. Reszta była prześladowana i niszczona przez władze komunistyczne w kraju i za naszą wschodnią granicą. Ci, którzy przetrwali, stracili stanowiska, pozycję materialną i możliwości szerszej działalności. Także ich dzieci, następne patriotyczne młode pokolenie miało utrudniony dostęp do studiów, szerszej praktyki w służbie społecznej i awansu zawodowego. W powojennej Polsce warunkiem "inteligenckiej" kariery była  akceptacja narzuconej Polsce dyktatury sowiecko-partyjnej i czynne jej umacnianie, zaniechanie praktyk religijnych oraz przynależność do partii komunistycznej lub innych organizacji kolaboranckich. Wyższe osobiste walory moralne i intelektualne nie były przy tym wymagane, a nawet niekiedy źle widziane. W tym procesie stopniowo,  na wielu stanowiskach publicznych: w administracji, nauce, kulturze, sądownictwie i mediach zaczęli dominować ludzie o niejasnej przeszłości oraz wątpliwych kwalifikacjach moralnych i zawodowych, częstokroć pochodzenia żydowskiego, niewierzący karierowicze i kosmopolici. I tak przetrwali do końca "komuny" w Polsce, ale nie ma nic bardziej błędnego, niż pogląd twierdzący, iż koniec sowieckich wpływów oznaczał koniec komunistycznej inteligencji. Wręcz przeciwnie.


W okresie polskiej transformacji, w tzw. III RP, ważne stanowiska, role społeczne i pozycje majątkowe po karierowiczach-rodzicach zaczęły przejmować ich dzieci. Służyły temu kumoterskie, czyli "po znajomości" procedury awansowania tam, gdzie kiedyś była inteligencja. Przyjaźń polsko-radziecką dało się bezboleśnie zamienić na lukratywną przyjaźń z Unią Europejską, a społeczeństwo dało się omamić ideą liberalizmu, która deformuje mentalną strukturę Polaka i pozwala na  manipulowania jego myśleniem i postawą. Dlatego też w III RP postawiono na masową "produkcję" korpoludków - czyli ludzi, którzy teoretycznie posiadają wyższe wykształcenie i aspirują do roli inteligencji, ale faktycznie nie posiadają ku temu żadnych walorów. Powtarzam - żadnych! Dziś magistrów można wiązać w pęczki i sprzedawać na straganach jak powszechnie dostępną włoszczyznę. Owszem, oni są świetnie przygotowani zawodowo, ale w ich myśleniu funkcje alternatywnych koncepcji i szerokich horyzontów postrzegania Polski i świata są wyłączone, jeżeli nie zlikwidowane w sposób nieodwracalny. Podobnie rzecz się ma ze zdolnościami analizy i kojarzenia związków przyczynowo-skutkowych. Widoczny jest u tych ludzi brak wartości religijnych i patriotycznych. Typowy magister tego rodzaju wartości, w sensie intelektualnym, ma na poziomie pięciolatka. W Polsce są zatem całe armie ćwierćinteligentów - mylnie zdefiniowanych jak współczesna inteligencja.

Wykop Skomentuj263
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo