40 obserwujących
315 notek
353k odsłony
826 odsłon

Nietoperze, ludzie i baśń Andersena

#prawo-cytatu
#prawo-cytatu
Wykop Skomentuj35

Pierwszą ofiarą każdej wojny, także hybrydowej, jest prawda.

Wcześniej ludzie i zwierzęta to były dwa odrębne światy. Wprawdzie pochodzące z jednego źródła (zależnie od opcji światopoglądowej: Boska kreacja albo Buch-bach i samo się zrobiło), ale zasadniczo do siebie nieprzywiedlne. Niesprowadzalne. Najczęściej wręcz groźne dla siebie i wrogie, a niekiedy przyjazne, bo oswojone, udomowione... Światy tylko raz w roku zdolne do spotkania, do międzygatunkowej komunikacji w odświętną Wigilijną noc.

Dopiero od drugiej połowy dwudziestego wieku coś się zaczęło tutaj zmieniać. Pojawił się jakiś ponadgatunkowy most... Z jednej strony, ubóstwienie chowanych w domu ulubieńców: urządzanie im przyjęć, psi fryzjerzy, konkursy piękności, psie cmentarze, uwzględnianie w testamentach, a świecie najbardziej odjechanym (inaczej: najbardziej postępowym) nawet adopcje czy transgatunkowe śluby. To już był poważny sygnał, że coś idzie nie tak. Niestety został zlekceważony.

Z drugiej strony, wirusy wcześniej groźne wyłącznie dla zwierząt, nagle zaatakowały ludzi. HIV, SARS, MERS, dziwne odzwierzęce odmiany wirusów grypy. Dlaczego tak się dzieje? Co się właściwie stało? Odpowiedź, która najczęściej pada, jest bulwersująco prosta. Ot, wirus wziął i przeskoczył na człowieka. Np. na hemofilityków, czy homoseksualistów z Haiti (HIV) albo np. na czarnoskórych mieszkańców Afryki Zachodniej (Ebolavirus). Takie niezwyczajnie wybredne te wirusy, jakby przejawiały jakieś szczególne preferencje.

Wuhan: opowieści z mchu i paproci
Pojawienie się najnowszego wirusa, który rozszalał się w chińskim Wuhan, nieco później we włoskiej Lombardii, a wnet rozprzestrzenił się po całym świecie, skwitowano krótko: wszystko przez te mokre targowiska (wet markets), które oferują żywe zwierzęta. Nieszczęście miała spowodować zupa z rudawki wielkiej (Pterous giganteus), taki tradycyjny przysmak Chińczyków, a egzemplarz feralnego nietoperza pochodzący z miejscowego, skądinąd dość znanego w laboratorium, miał zostać wyniesiony na zewnątrz i sprzedany pokątnie przez nieuczciwego pracownika.  Gdyby to działo się gdzieś indziej, nie w Chinach, do tego w Chinach trzymanych twardą ręką partii, co więcej w kraju przeżywającym akurat okres niespotykanej prosperity...

Prócz tego, że wyjaśnienie zabrzmiało niewiarygodnie, to również pozostawało w sprzeczności z inną wykładnią zdarzeń, bo równolegle tłumaczono przecież, że ów przeskok wirusa z rudawki na człowieka został zapośredniczony przez łuskowca i węża... Warto przypomnieć, że te pierwsze koncepty, serwowane milionom odbiorców światowych mediów na chybcika skopiowały podstawę fabularną wcześniejszego o blisko dekadę filmu Stevena Soderbergha Contagion – epidemia strachu (2011). Hollywoodzka sekwencja: nietoperz => odchody => świnia => skaleczony palec hodowcy, dobra w sam raz, by dostarczyć porcji grozy podczas seansu w kinie, miała teraz zastąpić rzetelne próby odpowiedzi na pytanie: czym w istocie jest i skąd się naprawdę wziął wirus SARS-CoV-2?

Nie jest przecież tajemnicą fakt, że w tzw. poważnych państwach, kryjące się pod różnymi nazwami instytuty badawcze raczej niż naukowe od wielu dekad pracują nad bronią biologiczną, znacznie bardziej przydatną w czasach, gdy retoryka politycznych gołębi wzięła górę nad retoryką jastrzębi. Dziś każda wojna jest be, nawet obronna. Co innego misja pokojowa lub choćby stabilizacyjna, a szczególnie interwencja humanitarna, chronienie mniejszości, przywracanie lub zaprowadzanie demokracji, bądź obywatelskie nieposłuszeństwo zielonych ludzików, którzy w niezbędne akcesoria zaopatrzyli się za rogiem, w sklepie z militariami... Długo by wyliczać.

Tak, współczesna moda na walkę o pokój oraz demokrację liberalną mocno utrudnia, a na niektórych obszarach praktycznie uniemożliwia prowadzenie klasycznej wojny gorącej środkami jej właściwymi. Pozostają działania hybrydowe, które destabilizują wrogie państwa z użyciem narzędzi propagandowych, informacyjnych, albo za sprawą dywersji elektronicznej i/lub presji gospodarczo-finansowej, wreszcie (to już w ostateczności) poprzez stosowanie oręża o charakterze biologicznym. Znamienne, że im częściej niekonwencjonalne formy zwalczania wroga wchodzą w grę, tym mniej się o nich mówi.

Owe sprzeczne, nieprzemyślane opowieści z mchu i paproci miały jedną wspólną wadę: zrzucając odpowiedzialność za powstanie nowego groźnego wirusa na przypadek, krytykowały pośrednio rzesze eksperymentatorów/badaczy w poważnych krajach, którym udało się zmarnotrawić niemałe przecież budżety zatrudniających ich placówek bez widocznych efektów. A tu jeden pazerny i nieuczciwy pracownik z personelu pomocniczego laboratorium w Wuhan, wspomagany tylko przez los, doprowadził do ujawnienia się wrednego patogenu.

Kalifornia: Kristian G. Andersen i inni
Wirusy mutują, to elementarz. Czy koronowirus SARS-CoV-2 jest rzeczywiście rezultatem niewymuszonej adaptacyjnej ewolucji, jak sugerowałaby to powielana przez media głównego nurtu opowieść o pysznym, ale zdradliwym rosołku z nietoperza? Naukowcy, w każdym razie ci, których głos daje się usłyszeć poza sferą wyspecjalizowanej debaty oraz łamów ściśle naukowych periodyków, dają w tej sprawie mocno różniące się odpowiedzi. Cóż, ludzkie poznanie jest procesem, a rzetelna wiedza powstaje dopiero w sporach wynikających z błędów i ograniczeń ludzi, którzy się tym zajmują. Poza tym, ludzie nauki też realizują nieraz dziwne interesy i... bywa, że kłamią. Dość pamiętać o cyklicznym sporze o wyższości masła nad margaryną lub odwrotnie.

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości