28 obserwujących
272 notki
300k odsłon
3680 odsłon

Jak Bowie zwiódł swych interpretatorów

Wykop Skomentuj23

Trzeci album Davida Bowiego The Man Who Sold the World (Człowiek, który przechytrzył świat) ukazał się w listopadzie 1970 roku w USA, a w kwietniu 1971 w Wielkiej Brytanii. Płytę z tytułowym przebojem o niejasnej wymowie uznano za wyraźny zwrot młodego wokalisty i kompozytora w stronę hard-rocka.

Tekst The Man Who Sold the World, tytułowego utworu z trzeciego studyjnego albumu Davida Bowiego, niełatwo zrozumieć, a jeszcze trudniej przełożyć. Z kilku powodów, najmniej może z powodów czysto językowych, głównie raczej za względu na charakterystyczny dla tego twórcy sposób pisania, a może trafniej byłoby powiedzieć: konstruowania swych tekstów. Te bowiem Bowie przede wszystkim dopasowywał do rytmicznej struktury kompozycji, co nie znaczy, że artyście jakoś szczególnie zależało na ich absolutnej regularności.

Nie, słowa miały jedynie dać się sprawnie wyśpiewać, wybrzmieć należycie i ułatwić wykreowanie klimatu utworu. Wbrew pozorom jednak, zawarty w nich przekaz – choć bywało, że nieoczywisty przy pierwszym słuchaniu – też był dla Bowiego ważny. Ale stosowane często niedoprecyzowane sensy, momenty narracyjnej nieciągłości, wreszcie pewna językowa i gramatyczna dezynwoltura sprawiały, że to, co śpiewał, często było odbierane przez fanów w kategoriach wypowiedzi quasi-poetyckich.

*
Główne wątki myślowe w tekstach Bowiego, zwykle konsekwentnie prowadzone, za sprawą ornamentyki oraz narracyjnych osobliwości kojarzą się raczej z nowoczesną, niełatwą do interpretacji poezją niż z tradycyjnymi, pisanymi po Bożemu, słowami piosenek. Rozwichrzoną wyobraźnię autora, niejasne, bo mroczne i wieloznaczne obrazy wzmagające poczucie dziwności istnienia albo przynajmniej zadumy nad egzystencjalną tajemnicą – wszystko to, można znaleźć właśnie w Człowieku, który przechytrzył świat.

The Man Who Sold the World

We passed upon the stair,
We spoke of was and when
Although I wasn't there,
He said I was his friend

Which came as some surprise
I spoke into his eyes
I thought you died alone,
A long-long time ago

Oh, no, not me
I never lost control
You're face to face
With the man who sold the world

I laughed and shook his hand,
And made my way back home
I searched for form and land,
For years and years I roamed

I gazed a gazely stare
At all the millions here
We must have died alone,
A long-long time ago

Who knows? Not me
We never lost control
You're face to face
With the man who sold the world

Who knows? Not me
We never lost control
You're face to face
With the man who sold the world


Już pierwsze słowa piosenki – “Minęliśmy się u szczytu schodów” – budzą zastanowienie, rodzą pytania. Z kim minął się narrator, choć go tam wcale, jak zapewnia (Although I wasn’t there ), nie było. Dlaczego jego rozmówca, skłonny do rozmowy o rzeczach przeszłych oraz ich datowania, nazwał narratora swoim przyjacielem. Zaskoczony tym wyznaniem autor tekstu/Bowie rewanżuje się dziwną, skierowaną tamtemu prosto w oczy konstatacją: „Myślałem, że już od dawna nie żyjesz”. Zresztą kolokwializm: od wieków, też by tutaj pasował.

*
Ale status rozmówców oraz ich wzajemna relacja nie są bynajmniej jedyną zagadką w tej opowieści. Narzuca się też pytanie o schody: że prowadzą w górę, wiadomo, ale jak wysoko. Czy też może, jak chcieli starożytni, „droga w górę i w dół jest jedna i ta sama”. Przywoływano również początek wiersza Antigonish Hughesa Mearnsa, z roku 1922, tym chętniej że początkowo album miał nosić tytuł Metrobolist, będący cokolwiek niezdarnym językowo nawiązaniem do Metropolis Fritza Langa. A podobieństwa obu tekstów wręcz się narzucały.

Last night I saw upon the stair
A little man who wasn’t there
He wasn’t there again today
Oh, how I wish he’d go away.

     Hughes Mearns, Antigonish

Spopularyzowany wśród Anglosasów (m.in. przez nagranie orkiestry Glenna Millera) wiersz Mearnsa traktował, najpierw serio, potem coraz bardziej ironicznie o nawiedzonym domu w niewielkim kanadyjskim mieście Antigonish, znanym z najstarszych poza Szkocją imprez propagujących w sezonie wiosenno-letnim szkocką i celtycką kulturę tradycyjną. Człowiek, niekoniecznie mały, który pojawia się i znika u szczytu schodów, to figura dobrze zadomowiona w kulturze anglosaskiej, choćby dlatego że zwykle dość strome schody, które prowadzą do sypialni na górze, do pokojów dzieci, na facjatkę czy do pokojów gościnnych to był brytyjski mieszkaniowy standard. Postać demonicznego karła, tyle że przeniesiona do Wenecji, pojawia się np. w nakręconym w 1973 roku filmie Nicolasa Roega Don’t look now  (Nie oglądaj się teraz ).

Interpretatorzy są na ogół zgodni, że tekst Bowiego opowiada o spotkaniu narratora z sobowtórem, którego status egzystencjalny pozostaje dość niejasny. Pytanie, czy to jest duch czy projekcja, czy rozmowa z alter ego, a może jakaś próba dotarcia do nieujawnionej dotąd części swojej osobowości. Zresztą w wywiadzie telewizyjnym z pierwszej połowy lat 90. artysta przychylił się właśnie do tej trzeciej, najbardziej ambitnej wykładni.

*
Nie mniej zagadkowy wydaje się tytuł piosenki, który ostatecznie awansował do rangi miana całej płyty. Analogon nazwy jednego z rozlicznych utworów z gatunku fantastyki naukowej Roberta A. Heinleina, który w roku 1950 wydał nowelę The Man Who Sold the Moon, jest z pewnością językowo lepszy od neologizmu, który z głośnym filmem Langa mogły kojarzyć tylko niszowe środowiska ambitnych kinomanów, nie mówiąc już o nieporównywalnie większej po roku 1969 marketingowej sile przebicia tematyki kosmicznej oraz znaczącej pozycji Heinleina w kulturze popularnej tamtej epoki.

Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura