Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
82 obserwujących
2425 notek
3072k odsłony
  4369   15

"Obrzydlistwa na talerzu rodem z PRL. Dziś już nikt tego nie je"

Czasami czytuję Dziennik Bałtycki w wersji internetowej. Na ogół przez przypadek; tak było i tym razem. Autor artykułu jedzenia z czasów PRL ewidentnie nie wspomina dobrze; podaje od razu konkretne przykłady. Ja akurat zupełnie się nie zgadzam, że wszystkie wymienione potrawy to rzeczywiście obrzydlistwa. Wręcz przeciwnie: z przyjemnością wracam pamięcią do niektórych. No bo co złego można powiedzieć na temat

- chleba z cukrem? Najmniej lubiłam pieczywo umoczone w wodzie, za to takie z masłem czy śmietaną - wspaniałe, szybkie danie, idealne dla dziecka w przerwie między graniem w gumę a podchodami. Rodzice mieli własną niewielką piekarnię, więc pieczywo było doskonałe, ale kupowałam też chleby i bułki gdzie indziej, i uważam, że jakością o niebo przewyższało to, co dziś można kupić za ciężkie pieniądze jako "pieczywo rzemieślnicze na zakwasie", które w jednym określeniu ma trzy kłamstwa;

- zupie mlecznej? Kasza manna z obowiązkowym dodatkiem soku malinowego albo wiśniowego, oczywiście domowego - boskie smak! Zupa dyniowa z kluseczkami i cynamonem, na słodko ... ech, dziś też ślinianki zaczynają pracować jak oszalałe ...

- kotletom z mortadeli? Tu faktycznie mam dylemat; bo choć smak takiego kotleta nie był zły, to oczywiście nie znam jego składu. Oryginał, czyli włoska mortadela, to niebywały smakołyk, który wolę od szynek czy polędwic, ale ta polska faktycznie mogła być dużo gorsza;

- parówkom w sosie chrzanowym lub pomidorowym? Autor przytacza przepis, rzekomo z czasów PRL, ale nie podaje jego źródła - i tu akurat pozwolę sobie na zdanie odrębne. Mam przyjaciółki zajmujące się profesjonalnie dietetyką, które w czasach PRL parówki polecały swoim pacjentom chorującym na serce oraz dzieciom. Podejrzewam, że psucie parówek zaczęło się jednak już po "transformacji ustrojowej", co dało się zauważyć w smaku, zapachu i konsystencji;

- wyrobom czekoladopodobnym? Rzeczywiście, ohyda, ale to efekt potężnego kryzysu żywnościowego już pod koniec PRL (bo PRL wcale nie był tworem jednorodnym na przestrzeni lat i koniecznie trzeba sobie z tego zdawać sprawę);

- zupie owocowej? wbrew obiegowemu przekonaniu, zupa owocowa to nie jest wynalazek PRL; robiły ją nasze babcie i prababcie. I wcale nie był to makaron z kompotem, tylko prawdziwy delikates z przecieranych owoców, śmietanki i przypraw, więc ktoś, kto się nie żywił domu, tylko w stołówce, po prostu wprowadza opinię publiczną w błąd;

- babce ziamniaczanej? autor pisze, że jest to potrawa bez smaku. No, pewnie on zajada się "plackiem po węgiersku" albo "po cygańsku" ... Babka ziemniaczana to faktycznie potrawa rodem z kuchni wiejskiej, ale to samo jest np. z pizzą czy ślimakami. Generalnie - pycha, i zaraziłam tą pasją również najmłodsze pokolenie;

- ozorkom w sosie chrzanowym? ... znów autor daje świadectwo swoim brakom intelektualnym: ozorki to potrawa przepyszna, wysoko ceniona przez smakoszy, doceniana np. przez Nelę Rubinstein. Inna wielka kucharka, Lucyna Ćwierczakiewiczowa, napisała, że cienko pokrojony ozór nadaje się nawet na najbardziej wytworne tartinki. Autorze - kulinaria to część historii i kultury, przestań wypisać brednie!;

- paście jajecznej? Otóż pasta jajeczna to potrawa prosta, ale smaczna i zdrowa. Najlepszy dowód, że można ją kupić jako gotowiec nie tylko w Polsce, ale w wielu krajach; znajoma młodzież zajada się kanapkami z pastę jajeczną i często woli ją niż wędlinę;

- ciepłym lodom? lubiłam, nie ukrywam. Podobnie jak większość dzieci. Faktycznie wyrób mało finezyjny, ale czy gorszy niż obecne słodycze? Szczerze wątpię. Przecież dzieci na ogół mają taki gust: słodki i mało wyrafinowany.


https://dziennikbaltycki.pl/obrzydlistwa-na-talerzu-rodem-z-prl-dzis-juz-nikt-tego-nie-je-290922/ga/c17-16910875/zd/61545435

Lubię to! Skomentuj110 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości