Kilka dni temu napisałam notkę pod wpływem słów Cheshire Cat, który – wbrew komunikatowi Naczelnej Prokuratury Wojskowej – twierdzi, że generał Błasik w dniu katastrofy, na pokładzie samolotu, wypił dwie lampki koniaku. Bloger próbował później – poniewczasie – rozmyć wymowę swojego komunikatu, istotnie wstrząsającego, twierdząc, że zarówno do ilości lampek, jak i rodzaju alkoholu, doszedł … drogą dedukcji, i ja w to nawet mogę uwierzyć, jeśli Cheshire Cat drogą dedukcji dojdzie do tego, ile i które książki czytałam między 17. a 19. marca i poda to na swoim blogu dziś do północy.
Napisałam notkę, opublikowałam ją, trochę nawet podyskutowałam, ale ciągle jednak gnębiło mnie coś dziwnego, a związanego ze słowami naszego kolegi. Nie twierdzę, że tyle dni potrzebowałam rozgryźć problem, bo oczywiście stało się to dużo szybciej, ale, niestety, źli ludzie zabrali mi internet (znowu), no i dopiero dziś mam okazję poruszyć temat na szerszej płaszczyźnie.
Zapewne ogromna większość z nas czytuje (stale lub choćby od czasu do czasu) notki blogera Free Your Mind. Ja to czyniłam już przed katastrofą smoleńską, a potem, oczywiście, kontynuowałam to zajęcie. Otóż FYM (nie od razu po katastrofie, tylko trochę później) podchwycił pomysł rzucony od niechcenia przez Aspirynę, a potem przez nią porzucony: hipotezę, że katastrofa w rzeczywistości zdarzyła się gdzie indziej, a pokazywana w tv i na zdjęciach polana to tylko miejsce wielkiej, upiornej, inscenizacji. Hipoteza, skrótowo zwana „teorią dwóch miejsc” (potem – jeszcze bardziej skrótowo – 2M) lub też maskirowką.
Ponieważ wersja oficjalna niedługo po katastrofie okazała się być mocno naciągana, a blog FYM-a okazał się być źródłem całej masy informacji, z konieczności zapoznawałam się też z postępami „blogerskiego śledztwa”, choć sama w nim nie uczestniczyłam … prawie aż do słynnego dnia, gdy coś tam wymknęło się spod kontroli. Nie moja sprawa, nie moja broszka. Potem to już w ogóle przestałam do FYM-a zaglądać w innym celu, niż weryfikacja pewnych szczegółów, stąd wiem, że hipoteza 2M ma się mocno, a nawet jakby ewoluowała, przy okazji pochłaniając umysły mniej odpornych osób. Znów mniejsza!
Otóż po słowach Cheshire Cat uderzyło mnie, że przecież to nie jest odosobniony przypadek, gdy ktoś z taką pewnością siebie zdradza szczegóły z pokładu Tu 154 M – szczegóły, które NIE MAJĄ POTWIERDZENIA W WERSJI OFICJALNEJ. Szczególnie często pojawiają się dwa elementy: „pijaństwo na pokładzie” (vide: poseł Palikot) i „telefon do brata” (tu specjalistą jest były prezydent Wałęsa).
Traktujemy te wrzutki niczym niczym kłamstwa podyktowane złą wolą, ale – czy do końca słusznie? … Czy takie nasilenie opowieści i ich, że tak powiem, konkretność (bloger wie, że to były dwie lampki; Palikot wie, że na pokładzie było pijaństwo, a Lech Wałęsa, że telefon był właśnie do brata …. Oczywiście, zakrawa to na teorię spiskową, ale … może rzeczywiście FYM w jakiś sposób wpadł na trop tajemnicy? Jeśli dołożymy do kompletu informację o trzech osobach, które – rzekomo - przeżyły katastrofę, a co podały media, to sytuacja zaczyna wyglądać rzeczywiście zastanawiająco.
Trzeba sobie bowiem powiedzieć twardo jedno: gdyby te pogłoski nie miały pokrycia w rzeczywistości, to ktoś – bo ja wiem? … - rodzina, przyjaciele, prokuratura … - z pewnością jakoś by zareagował na kłamliwe insynuacje, rozsiewane przez osoby bynajmniej nie anonimowe – nieprawdaż? ….
Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, to – niestety – fakt, że osoby publiczne bezkarnie obrażały pamięć śp. Prezydenta, Generała Błasika, kapitana Protasiuka … może wskazywać na fakt, że ktoś, coś, gdzieś … coś wie.
Jeszcze twardziej – jeśli prawdą jest, że „pijaństwo”, że „telefon do brata”, że „dwie lampki koniaku”, to znaczy, że stenogramy, które nam przedstawiono, są fałszywe.
Czy kiedyś się tego dowiemy? ...



Komentarze
Pokaż komentarze (62)