Animela Animela
758
BLOG

"Pomoc" dla frankowiczów: ciąg dalszy

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 28

Wklejam kolejną notkę, ponieważ chcę sprawę przedstawić jeszcze raz, tym razem od zupełnie innej strony - a sprawa jest, według mnie, zarówno ważna, jak i fascynująca choćby pod względem prawnym.

Po namyśle stwierdziłam, że podstawowy problem w porozumieniu się stanowi słownictwo - w tym przypadku "straty banku". Moi adwersarzy używają tego pojęcia w sensie potocznym, tak, jak na przykład (bez urazy - to nie aluzja, tylko dobitny przykład) złodziej, któremu sąd odebrał ukradziony przedmiot, skarży się żonie: "Ale jaka strata przez tego starego (…)!”.

Zamartwianie się tym, że w przypadku przewalutowania kredytów banki upadną, jest ogromną naiwnością. Banki upadną również wtedy, gdy frankowicze zbankrutują, co jest nieuniknione z prostego powodu: udzielając kredytu, bank bada zdolność kredytową, przy czym zawsze pozostawia pewien zapas. Na ogół, o ile mi wiadomo, ten zapas raczej nie był taki, by latami można było znosić obciążenie finansowe dwa razy większe, niż przewidziane. Sytuacje upadłości banków z powodu niewypłacalności kredytobiorców miały miejsce na początku kryzysu bankowego choćby w USA, gdzie domy były po prostu rozwalane. Polska kroczy dokładnie tą samą drogą, tyle, że kilka lat później.

Banki upadną również w przypadku, gdy frankowicze wygrają z nimi w sądzie – a moim zdaniem wygrają na pewno. Mają naprawdę mocne argumenty. Z tym, że w przypadku przegranej w sądzie dochodzą koszty procesowe, co będzie jeszcze bardziej dotkliwe finansowo, tyle, że przesunięte w czasie.

Jednym słowem – przewalutowanie jest opcją, która banków nie narazi na straty, natomiast może uratować przed bankructwem zarówno banki, jak i kredytobiorców – i banki świetnie sobie z tego zdają sprawę, tyle, że przez zwykłą bankowcom chciwość proponują ochłapy (zerowy Libor).

Prawo cywilne zna dwie instytucje, których ocena zawsze należy do sądów: jedna to „nadzwyczajna zmiana okoliczności”, a druga „korzystanie ze swego prawa w sposób, który nie powinien naruszać zasad współżycia społecznego”. Wydaje się, że sytuacja, w której rata kredytu wzrosła dwukrotnie, może zostać przez sąd oceniona jako spełniająca warunek pierwszy i naruszająca drugi. Zwłaszcza, że umowy bankowe były naszpikowane klauzulami niedozwolonymi lub takimi, które mogą za takie zostać uznane. Na przykład Millenium stosował zapis mówiący o tym, że kredyt spłacany będzie w równych ratach miesięcznych, które zawierają malejącą część odsetek oraz rosnącą część raty kapitałowej a także zapis mówiący o tym, że odsetki są naliczane za każdy dzień od aktualnego salda zadłużenia. Rozłożenie kapitału na rosnące raty powoduje, że z każdym kolejnym miesiącem aktualne saldo zadłużenia kredytobiorcy staje się większe niż byłoby w przypadku rozłożenia kapitału na równe raty. To umożliwia bankom sztuczne zawyżanie  kwoty odsetek, co powoduje nieuzasadniony wzrost ponoszonych przez kredytobiorców kosztów kredytów.

Nie wiem, czy ktoś już to wyłapał – jeśli nie, proszę uprzejmie się częstować i pisać do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeśli będzie potrzebne dodatkowe wyjaśnienie – służę uprzejmie na PW.

Podnoszone przez niektórych argument „chcieli cwaniaki zarobić, to niech teraz cierpią”, uważam za argument nie dość, że bardzo niskich lotów (co tu dużo mówić – typowo niewolnicza zawiść o to, że ktoś ma odrobinę nawet lepiej), to jeszcze bardzo głupi: na ogół bowiem wszyscy chcemy coś mieć taniej, niż drożej. Informuję również (bo przekaz medialny w tym względzie jest zakłamany), że nieprawdą jest, iż tylko osoby bogate zaciągały kredyt we franku. Częściowo oczywiście tak, ale również osoby o niskiej zdolności kredytowej w niektórych bankach łapały się na franki, a na złotówki właśnie nie – ze względu na niższe oprocentowanie właśnie, a bardzo często – rozłożenie rat na bardzo długi okres (30, czasem 40 lat, a słyszałam i o okresach nawet dłuższych). Trudno mieć pretensję do ludzi, że chcą mieszkać we własnym mieszkaniu, prawda?...

Należy również podkreślić, że przewalutowanie kredytu według kursu z dnia zawarcia umowy jest nie tylko opcją najsprawiedliwszą i ekonomicznie uzasadnioną dla obu zainteresowanych stron, ale również opcją zapewniającą stabilność spłat kredytu. Wydaje się czymś oczywistym, że rozsądnemu społeczeństwu powinno zależeć na tym, jak najmniej osób i instytucji bankrutowało – z oczywistych względów. Niby zawsze można mieć mnóstwo radości, że ci Kowalscy nie poradzili sobie ze spłatą kredytu i poszli do noclegowni, ale jednak jest to radość dość krótkowzroczna :)

Na koniec warto jeszcze dodać, że przewalutowanie na dzień zawarcia umowy nie musi koniecznie oznaczać, że spłata niższych rat „cofa się” do tego samego momentu. Bardzo rozsądnym wyjściem wydaje się, że spłata niższych rat nastąpiłaby od momentu np. wejścia w życie ustawy albo od dnia uwolnienia kursu franka – to jest rzecz dla ustawodawcy.

P.s. Lojalnie ostrzegam – każdy, kto będzie jojczyć, że „w takim razie ja chcę zwrotu za kredyt w złotówkach”, zostanie przeze mnie zbanowany i usunięty – zarówno z powodu głupoty, jak i nadmiernej złośliwości.


 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka