wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
58 obserwujących
86 notek
205k odsłon
1264 odsłony

Książę Józef w Raszynie. O potrzebie odwagi.

Wykop Skomentuj59

Tej rocznicy nie świętujemy, nie chcemy o niej pamiętać i corocznie mija niezauważona. 18 listopada 1794r. w Radoszycach koło Końskich skapitulowały ostatnie polskie oddziały Insurekcji Kościuszkowskiej, pieczętując tym samym ostateczny upadek Rzeczpospolitej. "Wczesnym rankiem 18 listopada, porzuciwszy nie dopalone ogniska, luźne grupy żołnierzy wyruszyły w ostatnią drogę, ku wsi Jakimowice, oddalonej o pół mili od Radoszyc. Maszerujące bez dowódców wojsko pragnęło choćby jeszcze na chwilę oddalić zbliżający się nieuchronnie koniec powstania .Pochodowi obdartych i wycieńczonych postaci towarzyszyły: gwałtowny wiatr i zadymka śnieżna ......."

Nie było z nimi Stanisława Augusta Poniatowskiego, ostatniego króla, który pozostał w Warszawie. Stolicę opuścił 5 stycznia 1795r. i udał się do Grodna. Tu 25 listopada 1795r. złożył koronę. Wczoraj minęło 225 od tego tragicznego momentu. Jak zakładali w swoim traktacie zaborcy, Polska nigdy już nie miała powrócić na mapy. Tak się na szczęście nie stało i niemały wkład w odrodzenie narodu , a potem państwa wniósł Książę Józef Poniatowski, bratanek Stanisława Augusta.

W czasie Insurekcji walczył dzielnie, choć nazwisko i pokrewieństwo ze znienawidzonym królem, a także innym stryjem, Michałem, ostatnim prymasem Rzeczpospolitej, po którym odziedziczył pałac w Jabłonnej, nie zyskiwały Księciu sympatii. Po upadku kraju zajął się regulowaniem skomplikowanych kwestii spadkowych, po obu stryjach, a także niekończącymi się zabawami. Młodzież z Pałacu pod Blachą, pod wodzą Józefa Poniatowskiego urządziła permanentny  festyn w pruskiej podówczas Warszawie, ku rozpaczy patriotów i z życzliwym przyzwoleniem władz zaborczych. Zdawało się, że wszelki duch narodowy z tych ludzi uleciał, a Polska jest na zawsze zgubiona. Minie kilka lat i ci kosmopolityczni utracjusze tłumnie zaludnią szeregi napoleońskie składając wielką daninę krwi.

Gdy Napoleon w kilka dni zdmuchnął potęgę pruską, co stworzyło pole dla traktatu w Tylży i utworzenia Księstwa Warszawskiego, na czele jego siły zbrojnej, ku zaskoczeniu i oburzeniu opinii publicznej , Cesarz postawił Józefa Poniatowskiego. Nosiciela zhańbionego nazwiska, nie cieszącego się żadnym autorytetem i nie mogącego się nawet w tym względzie równać z Janem Henrykiem Dąbrowskim. Ten ostatni, niechętny Księciu i urażony w swoich ambicjach, pozostał jednak wiernym, choć nieżyczliwym podkomendnym. Inaczej niż generał Józef Zajączek, jawnie bojkotujący Poniatowskiego i zachowujący się wobec niego wręcz obelżywie.

Moment próby nastąpił bardzo szybko. W kwietniu 1809r. młode Księstwo zostało zaatakowane przez zaborcę, z którym Polacy nie walczyli, bo urywał sowite kęski z ciała Rzeczpospolitej z typową dla Habsburgów sprawnością szakala. Cel Austriaków był jasny - szybkie zajęcie Warszawy, do której daleko nie mieli, bo granica biegła na Pilicy. Armia Habsburgów przekroczyła rzeką pod Nowym Miastem i 19 kwietnia dotarła w okolice Raszyna, gdzie zastąpiły jej drogę wojska Księstwa Warszawskiego, dowodzone przez Józefa Poniatowskiego, wspierane przez nieliczny kontyngent saski i świetnego francuskiego artylerzystę, młodego generała Pelletier.

To była pierwsza samodzielna bitwa odrodzonej polskiej siły zbrojnej. 32 tysiącom Austriaków, Książę mógł przeciwstawić ledwie 14 tysięcy żołnierzy, głównie świeżego zaciągu. Polacy walczyli z niesamowitą zaciętością, głównie 8 pułk piechoty, którego dowódca, żołnierz, poeta, filozof, pułkownik Cyprian Godebski zmarł po bitwie w wyniku licznych ran. Ciężkiej kontuzji doznał szef sztabu, generał Fiszer, bez przerwy pchający przerzedzone szyki do kontrataków. 

W tym trudnym momencie, gdy Polacy utracili Falenty, zupełnie zrównane z ziemią, na placu pojawił się Książę Józef. Momentalnie zaakceptował plan kontrataku zaproponowany przez generała Sokolnickiego, zsiadł z konia, chwycił karabin i krzycząc "za mną bracia", z nieodłączną fajeczką w ustach uderzył na Austriaków, z furią, która ostatecznie złamała ich szyki i ducha walki.

Jak zaświadcza Fryderyk Skarbek, ludność Warszawy oblepiła wszystkie kościelne wieże obserwując bitwę, która wieczorem wygasła. Po odejściu Sasów, wezwanych przez Napoleona, Poniatowskiemu zostało 10 tysięcy zdolnych do boju żołnierzy. O utrzymaniu Warszawy nie było mowy. I tu nastąpił chyba najtrudniejszy moment w życiu tego dzielnego człowieka. Osobistej odwagi nigdy mu nie brakowało, tu jedna potrzeba było odwagi wodza i odwagi obywatela odpowiedzialnego za los kraju. Poniatowski zdecydował się oddać Austriakom Stolicę. Trudno było opisać furię tłumu. W wycofujących się żołnierzy rzucano czym się da, Księcia lżono w niewybredny sposób. Zniósł to i okazało się, że miał rację.

Warunki oddania miasta były korzystne. Ranni po wyleczeniu mogli wrócić do swoich jednostek. Na Pradze pozostał polski oddział z kilkoma armatami i Książę zagroził, że jeśli Austriacy pogwałcą umowę, zakazującą im wykorzystywania Warszawy do celów militarnych, to rozkaże bombardować miasto, przy czym zacznie od swojego "Pałacu pod Blachą".

Armia przeszła na prawy brzeg Wisły rozpoczynając tam kampanię będącą pasmem nieprzerwanych sukcesów. Odwaga przyniosła ogromny zysk, a Księciu utorowała drogę na Wawel. Bóg mu powierzył honor Polaków i Jemu go w końcu oddał, dzięki czemu nikt nie śmie podnieść ręki na słynny pomnik dłuta Thorvaldsena.

Często przejeżdżam przez okolice Raszyna. Wiele się zmieniło, ale stawy i rozległe bagna pozostały. Istnieje też owa grobla w Falentach, z kamienną kolumną przypominającą o bitwie. Nie ma już tylko takich ludzi. Odważnych i potrafiących unieść ciężar odpowiedzialności. Wrażliwi na szepty tłumu, na opinie celebrytów, na pohukiwania pseudodziennikarzy stracili dar prawidłowego oceniania sytuacji i stanowczego powiedzenia w odpowiednim momencie " za mną bracia". Bez odwagi nie można być politykiem. Dlatego nie mamy polityków, tylko stado gęgaczy. 

A świat zawsze był i będzie taki sam. Chcesz zwyciężyć, to nie możesz chować odwagi, choćbyś miał wszystkich przeciw sobie. Bo wiele jest prawdy w tym starym przysłowiu, że lepszy funt złota niż cetnar ołowiu i kilku śmiałych zawsze rozgoni zdziecinniałą tłuszczę. Powinni o tym pamiętać ci wszyscy politycy, którzy na prawdę nie chcą powtórzenia abdykacji ostatniego polskiego króla. Przy czym w o ile są lepszej sytuacji, niż ci ostatni żołnierze z Radoszyc.



Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura