wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
87 obserwujących
143 notki
344k odsłony
  4040   3

Gaude Mater Polonia. Jak długo jesteśmy?

O początkach Polski wiemy niewiele. W europejskich dziejach zjawiła się nagle i już jako bardzo poważne państwo. Na tyle istotne, że za jego monarchę można było wydawać księżniczki z rodu Karola Wielkiego i wschodnich cesarzy. Co więcej zjawiła się w formie kraju bardzo silnie zintegrowanego, o mocnej tożsamości i niezwykłym jak na owe czasy poczuciu wspólnoty. I to na szczęście zostało. Bo choćby nie wiem co się działo, to Polak z Polakiem.... 

Zmagania historyków i przedstawicieli innych nauk z materią " początki państwa Piastów" nie dają zadowalających efektów w kwestii wyjaśnienia, kto, kiedy, z kim i za co, przygotował ten wielki wybuch. Teorii jest masa, źródeł pisanych prawie wcale, dających się zweryfikować wiadomości tyle co kot napłakał, a więc błądzimy. Jedno tylko jest pewne, w połowie X w. pojawiło się na mapie Europy państwo szczególne i piszę to bez żadnej narodowej megalomanii. Tą szczególność nawet teraz da się łatwo poczuć, zwłaszcza tam gdzie jeszcze ludzie pracują przy świetle słonecznym.

Gdyby wszelkie badania genezy naszego państwa rozpocząć od złapania w garść jakiegoś śladu tej szczególności i potraktować go jako początek rozważań, to może udałoby się ująć sprawę panoramicznie, z uwzględnieniem dorobku wielu nauk i wypracować wspólny zbiór pojęć, dających obraz może nie werystyczny, ale jakąś dającą się obronić na gruncie naukowym impresję o tym kim byli ci, dzięki którym jesteśmy tym, kim jesteśmy. A tego, że w konsekwencji przeżywamy swoją polskość intensywnie, wstydzić się nie powinniśmy. Przeciwnie.

Można znaleźć na YT nagranie z Filharmonii Narodowej, gdy chór zaczyna śpiewać hymn "Gaude Mater Polonia" i po chwili wszyscy spontanicznie wstają. Niezwykły obraz, bo oto dzieło pierwszego znanego polskiego poety, napisane w obcym języku, chwyta za gardło i daje świadectwo czegoś niezwykłego. Oto dowiadujemy się , że w połowie XIII w., w czasie dla Polski wyjątkowo paskudnym, po strasznym najeździe tatarskim i rozpadnięciu się piastowskiego dziedzictwa na dziesiątki kawałków, istniało pojęcie Matki Polski, na dodatek szczęśliwej swoimi synami. Ujmijmy to i obejrzyjmy. Weźmy pod szkiełko i oko, bo w duszy już zagrało.

Jak długo rodzą się takie abstrakty? Sądzę, że przez stulecia, albo dłużej. To nie może być 200 - 300 lat, zwłaszcza w czasach gdy nie ma komunikacji, literatury i spisanej historii. A jednak istniała rzesza ludzi myślących tak samo i to nie o kwestiach materialnych, a o Ojczyźnie.  Wincenty z Kielczy tylko to "pojęcie" ubrał w język poezji - bo taka jest rola poetów, nazywanie tego co inni przeczuwają. Nie był jedyny bo przecież niewiele wcześniejszy jego imiennik, zwany Kadłubkiem, podobne emocje przekazuje w formie prozy historycznej. Dodajmy, że pisanej z pozycji, które według dzisiejszej nomenklatury zostałyby uznane za skrajnie nacjonalistyczne. A więc u zarania dziejów mamy już wykształconych ludzi o wysokim stopniu przeżywania swojej narodowej tożsamości. Tacy nie rodzą się na kamieniu. Trzeba setek lat. Dlaczego setek? Bo pewne procesy historyczne, psychologiczne i socjologiczne zachodzą powoli, niezauważalnie z punktu widzenia pojedynczego ludzkiego życia - i trzeba wielu pokoleń, żeby zaowocowały takimi ludźmi jak dwaj wzmiankowani Wincentowie.

A zatem musiały się zacząć znacznie wcześniej niż za Mieszka i jego znanych trzech protoplastów. O tych wiemy od Galla. Od Kadłubka zdaje się niewiele możemy się dowiedzieć, bo fantazjował. Szkoda bo zrozumiałą warstwą bajek przykrył to co mogłoby dać klasyczne historyczne pojęcia. Wiemy bowiem, że w drugiej połowie IX w. na ziemiach stanowiących piastowską kolebkę, czyli w Wielkopolsce i na Kujawach nastąpił boom inwestycyjny, o skali wskazującej na wyjątkową sprawność i zasobność jego autorów. Jak do tego doszło, nie wiemy, choć zdaje się, że większość historyków jako oczywistą ekonomiczną przesłankę widzi tu wielki handel niewolnikami. 

W ujęciu panoramicznym, używającym pojęć z różnych dziedzin - to wyjątkowy nonsens. Po pierwsze - nigdy nikomu nie udało się zbudować państwowości na depopulacji, a wywożenie niewolników taką oznaczało. Do budowy i zasiedlenia grodów potrzebni są ludzie, może nawet bardziej niż arabskie dirhemy, bo w przypadku braku rąk do pracy jej wartość gwałtownie rośnie. Oczywiście niewolników można zdobywać atakując sąsiadów, ale to naraża na odwet i dewastuje otoczenie, co sprawia, że nie da się integrować z "kolebką" ziem ościennych, a w przypadku państwa Piastów z takim procesem mieliśmy do czynienia. Co więcej - horda napadająca na innych dla handlu niewolnikami, nie tworzy organizmów państwowych, nic jej bowiem nie integruje terytorialnie i społecznie. Mogli być Wilkowie, czyli Lutycy, nazywani srogimi, bo pewnie taką hordą byli, ale ślad po nich nie pozostał, podobnie jak po krymskich Tatarach i innych ordach. A przy tym taka gromada nie przyjmowałaby religii zakazującej handlu ludźmi. Taki krok byłby wyjątkowo nonsensowny. Oczywiście sprzedawanie i kupowanie ludzi było pewnie istotnym elementem gospodarki, jak podówczas wszędzie, ale nie mogło mieć czynnika decydującego. Zresztą wiemy, że tego typu transakcje w zasadzie ustały już za pierwszych Piastów - a zatem musieliby zbankrutować w wyniku ich zaniechania, a tak się przecież nie stało.

Lubię to! Skomentuj274 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura