wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
114 obserwujących
170 notek
430k odsłon
  1610   14

O bajońskich sumach i berlińskich pożyczkach, czyli droga do wywłaszczenia

Określenie "bajońskie sumy" zrosło się z polszczyzną, stanowiąc w niej synonim kwot tak wielkich, że niemal abstrakcyjnych, a w każdym razie bajecznych. Gdy zadajemy sobie trud ustalenia  skąd pojawiło się w naszym potocznym języku, to ludowa mądrość: "dobry zwyczaj nie pożyczaj", staje się dosadnym opisem rzeczywistości. Gdyby "Frankowicze" zetknęli się kiedykolwiek z genezą "sum bajońskich", to być może nigdy nie wpadliby w dławiące ich kłopoty.

Mechanizm zniewolenia i wywłaszczenia , wspieranego przez celową politykę kół rządowych i stymulowanych przez nie prywatnych hochsztaplerów to żaden wymysł naszego wieku. Na ziemiach polskich to mechanizm brutalnie przetestowany i cynicznie wykorzystany jako broń finansowa o potężnej sile rażenia, podcinająca ekonomiczne przesłanki bytu narodowego.

Trzeci rozbiór Polski całe nasze obecne terytorium oddał dwóm monarchiom niemieckim. W stosunku do swojego potencjału i rozmiarów, najbardziej obłowiły się Prusy, główny inicjator likwidacji Rzeczpospolitej. W łapy Hohenzollernów wpadła także Warszawa - główny ośrodek życia polskiego i to właśnie miasto stołeczne stało się widownią prowadzonej z premedytacją akcji ekonomicznego niszczenia polskości, zainicjowanej przez władze pruskie, w formie wydanej Polakom wojny ekonomicznej.

Świadomym świadkiem i sprawozdawcą tych wydarzeń był Fryderyk Hrabia Skarbek, ojciec polskiej ekonomii politycznej, świetnie zorientowany w realiach gospodarczych, a przy tym osobiście dotknięty całą procedurą. Ojciec Fryderyka - Kacper, stracił w jej wyniku prawie cały majątek, a tylko zasobność matki, pochodzącej z bogatej rodziny toruńskich bankierów - Fenglerów, uratowała byt tego niezwykłego człowieka. Dzięki różnym niesamowitym splotom wypadków, guwerner Fryderyka Skarbka - Mikołaj Chopin, spotkał w Żelazowej Woli krewną Skarbków Justynę Teklę Krzyżanowską, ale to temat na inną opowieść. 

Podopieczny Mikołaja Chopina uwiecznił swojego wychowawcę w "Pamiętnikach Seglasa" - świetnej panoramie pruskiej Warszawy, danej z perspektywy francuskiego guwernera. I co w niej widzimy?

Jeden wielki bal, którego centrum jest Pałac Pod Blachą z jego głównym lokatorem, Księciem Józefem Poniatowskim, urządzającym niekończące się festyny, przejazdy do pałacu w Jabłonnie, który odziedziczył po stryju - Prymasie Michale, nocne parady, rauty, fety, teatry i "muzyki". Trwoniono w nich setki tysięcy, zatapiając wspomnienie Rzeczpospolitej. Aż dziw, że prominentni uczestnicy tych imprez niedługo staną się bohaterami Raszyna i innych pól bitewnych. Na razie jednak trwonią pruskie kredyty. Stać ich. Dlaczego?

Prusy trzymały się na uboczu europejskich wojen, konsumując wielką koniunkturę na produkowane przez nie towary, głównie żywność i inne produkty gospodarki rolnej i leśnej. Ceny były wysokie, a towaru nie brakło, bo w wielkiej ilości produkowały je majątki nowych polskich poddanych. Ci zarabiali krocie, część trwoniąc, część inwestując w zakup nowych nieruchomości, ale na znanej nam zasadzie lewarowania. 

Warszawa zaroiła się od masy szemranych typów, załatwiających owe kredyty za sute prowizje, a strumień pieniędzy uruchomiony w Berlinie i Królewcu wciąż płynął. Prusy były dość dobrze zorganizowanym państwem, z raczkującym systemem emerytalnym. Renty wdowie i sieroce były zarządzane przez państwo i między innymi te środki rzucono na polski rynek. Ziemianie pożyczali bez opamiętania , zastawiając majątki. Sprzyjała temu konstrukcja pruskiej hipoteki, odmiennie niż znana polskiej szlachcie, uzależniona nie od wartości nieruchomości wynikającej z rejestrów gruntowych, czyli "szacowania", a od wartości rynkowej. Ta zaś błyskawicznie rosła, bo koniunktura i wzmożona akcja kredytowa wywołały wielki popyt na nieruchomości rolne i leśne, co wiązało się z gwałtownym wzrostem cen. W kilka lat pruskie banki i kasy państwowe stały się faktycznymi właścicielami polskich nieruchomości, a zadłużeni ziemianie byli zakładnikami sztucznej koniunktury, która przecież nie mogła trwać wiecznie.

Prusacy weszli w lukę spowodowaną wielką plajtą polskich banków z 1793r., która pociągnęła za sobą straty szacowane na astronomiczną kwotę 250 milionów ówczesnych złotych. Nowi władcy i zależni od nich faktorzy, zasypali tę lukę górą gotówki, ustanawiając zabezpieczenia hipoteczne na polskich nieruchomościach. Ta polityka miała charakter państwowy i zmierzała wprost do wywłaszczenia żywiołu narodowego z wszelkiej poważnej własności. 

Cios spadł nagle, bo Prusacy rzucili wyzwanie Napoleonowi. "Bóg Wojny" przewrócił całą monarchię Hohenzollernów jednym kopnięciem, strącając ich do roli żebrzącego wasala. Dla Polaków był to polityczny dar niebios, opłacony jednak katastrofą gospodarczą. Na mocy traktatu w Tylży Napoleon przejął wszystkie wierzytelności pruskie wobec Polaków mieszkających na terytorium utworzonego właśnie Księstwa Warszawskiego. Francuski system blokady kontynentalnej załamał jednak zbyt na produkowane w polskich majątkach towary, czyniąc większość tych wierzytelności nieściągalnymi. Bonaparte, żywiący wojnę bezwzględną eksploatacją zdobytych krajów, wymusił na rządzie Księstwa Warszawskiego odkupienie tych należności za gotówkę, z dyskontem wprawdzie, ale na tyle nieistotnym w danych okolicznościach, że postawił kraj w obliczu finansowej ruiny. Łaskawie zgodził się na raty. Konwencja regulująca kwestie wykupu długów polskich ziemian od Napoleona została zawarta w Bajonnie. Dotyczyła zawrotnej kwoty oszacowanej na 40 milionów franków, którą Cesarz zbył za 20 milionów gotówką. Pozornie dał upust 50%, tyle że za wierzytelności nieściągalne. Zawiesił tym samym tak ogromny ciężar na szyi Księstwa, że nie było go w stanie udźwignąć, nawet za cenę bezwzględnej eksploatacji podatkowej.

Historia owych "sum bajońskich" trwała jeszcze do czasów Królestwa Kongresowego i dopiero geniusz Franciszka Ksawerego Druckiego - Lubeckiego pozwolił ją zakończyć w godziwy dla Polaków sposób, ale to temat na odrębną notkę.

Wniosek jest jeden. W polityce międzynarodowej każdy grosz jest instrumentem, a każde przyjęte zobowiązanie rysą na suwerenności, zwłaszcza jeśli się pożycza w Berlinie, albo z jego pośrednictwem. I dlatego pamiętajmy o "sumach bajońskich".

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka