wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
131 obserwujących
231 notek
598k odsłon
  3384   12

Iran, czyli jakie Trójmorze?

Najpoczytniejszy i zapewne najlepiej poinformowany polski pisarz wszechczasów, czyli Ferdynand Antoni Ossendowski, w "Iskrach spod młota" postawił tezę, że światem rządzi sojusz Biblii i dolara. Wprawdzie od czasu opublikowania tego zbioru wiele się zmieniło, ale chyba nie w zakresie objętym tym twierdzeniem. Reformacja, nieprzypadkowo zwróciła się ku Staremu Testamentowi, z jego etyką interesu. Tam się transakcje handlowe zawiera z samym Panem Bogiem, a prawo i sprawiedliwość to tylko konieczność literalnego wykonania postanowień umowy, wyinterpretowanych "po naszemu".

W świecie wielkiego kapitału i wielkich nim obrotów, ten system wartości jest o niebo skuteczniejszy niż chrześcijańska etyka poświęcenia i kto wie, czy nie największy  z tym problem mamy my. Polacy. Przełomowy dla świata i dla Rzeczpospolitej rok 1717 zapoczątkował dla nas czasy głównie ponure, w których ze swoim naturalnym dążeniem do słuszności radziliśmy sobie słabo, z rzadka i niechętnie biorąc do garści kości i umiejąc je rzucić tak, aby wygrać. Byliśmy raczej niesieni nurtem dziejów, niż mieliśmy jakikolwiek wpływ na jego moc i kierunek, i tylko jakaś niezwykła żywotność, powoduje, że wciąż siedzimy przy stole pokrytym zielonym suknem.

Siedzimy i co? Doczekaliśmy kolejnego wielkiego rozdania, gdy zastygłe płyty tektoniczne geopolityki znów się ze sobą zderzyły i choć nie bardzo chcemy, bo przecież ciepła woda w kranie wciąż jest i jeszcze mamy czym za nią zapłacić, to zagrać musimy, wiedząc przy tym, że wszyscy najpoważniejsi gracze to bezwzględni szulerzy.

To co najbardziej w tej chwili irytuje, w postawie decydentów i szerszej publiczności, da się zamknąć jednym pięknym polskim słowem - POWIERZCHOWNOŚĆ. Wiadomo, że nasza myśl państwowa po strasznych cięciach i zagładach wyrasta z piaszczystej gleby VI klasy, sprowadzając definicję naszej racji stanu do perspektywy brzydkiej panny bez posagu, ale tak dalej się nie da. Jeśli Polska ma być państwem poważnym, to musi się w końcu nauczyć poprawnie definiować swoje cele i znajdować środki do ich realizacji. A państwem niepoważnym Polska być nie może.

Ostatnie lata szczególnie mocno dały nam odczuć działanie dziejowego fatum, czyli ścisłego sojuszu Niemiec i Rosji, w którym oba te kraje realizują bezwzględnie swoje interesy imperialne, fakt że nieco innymi metodami, ale nieodmiennie naszym kosztem. I ten sznur owinięty wokół naszej szyi , którego końce zgodnie trzymały łapy Berlina i Moskwy, musimy definitywnie zerwać.

Wydaje się, że lepszej okazji niż teraz, możemy już nie doczekać. Ciężko pobita gospodarczo i propagandowo Rosja, której armia na dodatek straciła wiarygodność militarną, będzie się dramatycznie zwijać, zostawiając pustą przestrzeń w najmniej oczekiwanych, a strategicznie ważnych miejscach. Skompromitowane Niemcy będą musiały ochłonąć i stworzyć nowe ramy propagandowe dla swojej bezwzględnej agresji, maskujące jej cele i ukrywające środki pod innymi szyldami niż "Nordstream" i "Gazprom".

Mamy chwilę na złapanie tchu i musimy skończyć z intelektualnym lenistwem polegającym na powyklinaniu na wrażych Moskali, przypięciu na chwilę husarskich skrzydeł , odcięciu się od azjatyckiej dziczy, po to aby za chwilę wrócić pod kopniaki jej europejskiej, albo amerykańskiej mutacji. Przezornie zapominając przy tym, że cywilizowany stan Kolorado właśnie zalegalizował aborcję aż do momentu porodu.

W okresie pełnej desperacji związanej z rozgniataniem nas przez oś Paryż - Berlin - Moskwa jacyś mądrzy ludzie przypomnieli sobie, że w czasach dla Polski krytycznych jakiś sojusznik z południa pozwalał na rozerwanie tej śmiertelnej obręczy, czego doświadczył choćby Władysław Łokietek, nieoczekiwanie zostawszy teściem najpotężniejszego monarchy ówczesnej Europy - Karola Roberta, króla Węgier. A zatem ruszyliśmy tym tropem, rzucając ideę Trójmorza, mającą zebrać w kułak mniejsze kraje między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem, tworząc tym samym moc zdolną odeprzeć roszczenia gigantów. Kierunek dobry, ale nie do końca.

Trójmorze - tak, ale Adriatyk musi być zastąpiony Morzem Kaspijskim. Sojusz, który chcemy stworzyć nie może być zbieraniną golasów i musi się opierać na realnej sile, a tę da tylko pozyskanie partnerów na tyle słabych, aby nie byli w stanie go zdominować, ale na tyle mocnych, aby wnieśli czynnik stabilności, trwałości i zasobności, zmieniający układ sił. Trójmorze zakończone Adriatykiem nie zmienia istoty rzeczy. Trójmorze zakończone Iranem - zmienia wszystko.

Lubimy poruszać się po szlakach utartych, drogach wygodnych i oczywistych. Wąskie i zarośnięte ścieżki kuszą nielicznych, choć mogą doprowadzić do efektów niezwykłych. Prawdopodobnie Irańczycy są genetycznie najbliżej z nami spokrewnieni. Pierwszy polski badacz Sanskrytu - Walenty Skorochód - Majewski ( od dawna zbieram się aby poświęcić mu notkę, ale jakoś nie wychodzi ), był niemiłosiernie wykpiwany i sekowany. Cały niemal majątek wydał na publikowanie własnych prac udowadniających ścisłe związki polszczyzny z Sanskrytem i choć teraz uznajemy je za oczywiste, to w początkach wieku XIX w. podobne koncepcje wzbudzały co najwyżej politowanie. Skorochód - Majewskiemu zabroniono wygłaszania odczytów w ramach Warszawskiego Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a prace w większości poszły na przemiał. Nie lepszy los spotkał innego wielkiego badacza naszych aryjskich korzeni - Ignacego Pietraszewskiego, jak dotąd jedynego polskiego tłumacza Awesty, czyli świętej księgi Zoroastryzmu, której pierwsza część nosi tytuł "Jasna".

Kaukaz i Morze Kaspijskie to teren absolutnie kluczowy dla nowego układu światowego. Region tak starożytny i tajemniczy, jak tylko sobie można wyobrazić. Z przykutym do skały Prometeuszem, Kolchida ze "Złotym Runem" , a także źródło potęgi Medów, szczegółowo opisane przez Herodota, doskonale wiedzącego, że to morze bezodpływowe, nie związane z żadnym oceanem. I zapewne nieprzypadkowo nasza kolebka.

Ścieżką irańską niewielu w historii myśli polskiej podążało. Wspomniani dwaj, plus zupełny ewenement - Tadeusz Miciński. Mamy też skromne relacje Ossendowskiego, Goetla ( "Przez płonący wschód" ) i trochę wspomnień tych, których cudem wyrwano "nieludzkiej ziemi". Za komuny mieliśmy tam sporo niezłych kontaktów, głównie dzięki branży budowlanej. Teraz cisza. Biblia i dolar nie pozwalają się zbliżyć.

A jednak próbować musimy, bo Rosja się cofnie odsłaniając miękkie podbrzusze Europy w tym właśnie miejscu. Są tacy, którzy wiedzą, o co idzie gra, bo nieprzypadkowo Hitler obsesyjnie uderzał w tym kierunku, a niewiele osób przy tym wie, że straceńczy opór 6 armii w Stalingradzie uratował Niemców od jeszcze większej klęski, w postaci odcięcia sił próbujących zdobyć Baku i zatykających hitlerowskie flagi na Elbrusie. Niemcy wiedzieli gdzie leży klucz do Europy. Właśnie znowu leży na glebie.

C.D.N.



Lubię to! Skomentuj193 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka