Istoty stosunków feudalnych nie da się zrozumieć bez zejścia na ich najniższy poziom, czyli do sfer, z których rycerstwo, szlachta, arystokracja - jak zwał, tak zwał - czerpały swoją moc. A zatem do poziomu ziemi i tego co z niej wyrasta, a przede wszystkim dzięki komu wyrasta. W Polsce symbolem degeneracji ustroju feudalnego jest nieodmiennie określenie "chłop pańszczyźniany", symbolizujące kogoś na kształt niewolnika, pozbawionego wszelkich praw, batem, kijem, dybami i "gąsiorem" zmuszonego do zalewania pańskiego pola potem, łzami i krwią - żeby coś na nim wyrosło.
Pańszczyzna ostatecznie zniknęła z naszego krajobrazu wiejskiego w 1864r., ale choć to ledwie dwa długie ludzkie życia temu, to już nie wiemy czym w rzeczywistości była, a przy tym nie potrafimy zareagować, gdy wraca. Tyle, że nie na prowincji, ale w wielkich miastach wypchanych szklanymi wieżami, gdzie rodzi się nowa klasa społeczna - korporacjuszy zależnych. Nie ważne przy tym jak się nazywają, bo ich status zbliża się do tego, jaki był udziałem warstwy kmiecej w państwach feudalnych.
Wbrew naszym wyobrażeniom "chłop pańszczyźniany" należał do wiejskiej elity. W dzisiejszej nomenklaturze byłby to po prostu przedsiębiorca rolny, którego prawa były systematycznie ograniczane, przez zwyczaj, przez ustawodawstwo, a często i samowolę szlachty. W istocie bowiem pozycję chłopa pańszczyźnianego określał układ, którego rdzeniem była jednak wzajemność. Właściciel ziemi wydzielał rolnikowi dokładnie oznaczoną działkę, najczęściej z chałupą, zwaną "osadą". Osada miała służyć zaspokajaniu potrzeb kmiecia i jego rodziny, z niej się utrzymywał, pobierał pożytki, a nadwyżki mógł sprzedawać. Aby to było możliwe musiał mieć "załogę", czyli inwentarz służący prowadzeniu gospodarstwa rolnego, na który składały się zabudowania, sprzęty, zwierzęta, a nawet ludzie, bo gospodarz mógł zatrudniać parobków. W zamian za te korzyści, chłop musiał świadczyć na rzecz właściciela własną pracę w gospodarstwie ( folwarku ) pana, albo oddawać mu część plonów, czyli oddzielać ziarno na "osyp" do ziemiańskiego spichlerza. Tak z grubsza wyglądały stosunki pańszczyźniane. Ta szczególna forma dwustronnego zobowiązania nie była jednak umową, bo chłop nie miał przy jej zawieraniu żadnej autonomii woli, nie mógł się nawet bez zgody pana ze swojej "osady" oddalić. Faktem jest jednak, że z kolei ziemianin nie miał swobody rugowania "osadźców". W tej sytuacji w stosunkach wiejskich u schyłku Rzeczypospolitej wytworzył się układ, w którym mniej więcej połowa gruntów rolnych była eksploatowana w ramach pańskiej gospodarki folwarcznej, druga zaś stanowiła osady kmiece. Z tym, że cały areał obrabiali chłopi. Łatwo zatem wyliczyć, że obciążenie warstwy kmiecej na rzecz ziemian wynosiło ok. 50% wartości pracy. Do tego dochodziły różne monopole przyznane szlachcie, ze szczególnie wyniszczającą "propinacją". Chłop płacił też dziesięcinę "snopkową" i daniny publiczne, czyli łącznie dźwigał ciężary na poziomie zapewne wyższym niż 70% tego, co wytwarzał.
Katastrofa Rzeczpospolitej była zatem w wielkiej części skutkiem tak nieefektywnego systemu gospodarki rolnej, wpychającego ogromne masy ludu, w skrajną nędzę. Przy tym pamiętać trzeba, że status chłopa nie był chroniony przez władzę publiczną, bo stan kmiecy podlegał sądownictwu patrymonialnemu, sprawowanemu przez zależną od panów feudalnych kastę.
Po rozbiorach sytuacja z wolna zaczęła się poprawiać, głównie dzięki Napoleonowi i konstytucji Księstwa Warszawskiego, wprowadzającej wolność osobistą wszystkich stanów bez wyjątku. To było impulsem do rozpoczęcia reform na wsi, które przebiegały z różnym skutkiem i natężeniem. Najwydajniej i z jak najlepszymi dla polskich włościan efektami, działały władze pruskie, już w 1812r. inicjując wielką reformę stosunków rolnych, która skutkowała budową kwitnącego rolnictwa w Wielkopolsce, na Pomorzu, a częściowo także Śląsku. Z różnych przyczyn sprawy szły opornie w Królestwie Polskim, choć i tu w wielu miejscach doszło do oczynszowania chłopów ( w dobrach narodowych już w 1815r. więcej niż połowa gospodarzy świadczyła czynsz, a nie rentę odrobkową ). Pięknym przykładem zbawiennych skutków oczynszowania było Księstwo Łowickie, a także włości Stanisława Staszica pod Hrubieszowem.
Najtragiczniej przedstawiała się sytuacja w Galicji i innych częściach zaboru austriackiego. Ostatecznie doprowadziło to do najbardziej wstrząsającego wydarzenia w porozbiorowych dziejach Polski, czyli "rabacji", a potem do stanu jaki Stanisław Szczepanowski opisał w swojej słynnej książce, poświęconej galicyjskiej nędzy.
W tej chwili stosunki pańszczyźniane wracają dzięki Unii Europejskiej i polskiej klasie próżniaczej, licznej jak nigdy w narodowych dziejach. Co jest "osadą", co "załogą", a co "osypem" lub pańszczyzną, to każdy przytomny człowiek wie, po minucie namysłu. Swobodę działalności polscy przedsiębiorcy różnych branż, mają zapewnioną na takim poziomie, na jakim mieli ją wiejscy "osadźcy", czyli mogą bez przeszkód wylewać krew, pot i łzy, żeby "panowie szlachta" i ich nieodłączni sojusznicy od propinacji, mogli się dobrze bawić na szczytach "czarodziejskich gór", albo na "tajemniczych wyspach".
I jak słusznie mawia Jarosław Kaczyński - jak ktoś w tych warunkach nie umie prowadzić przedsiębiorstwa, to niech się zajmie czym innym. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, gdy tego typu mędrcom, będzie można powiedzieć, że jak ktoś nie umie zajmować się polityką, bez dojenia publicznej kasy, to niech się weźmie do uczciwej pracy.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)