169 obserwujących
2043 notki
4889k odsłon
1082 odsłony

Każdy, - byle nie Duda, bądź Trzaskowski!

Wykop Skomentuj77

UWAGA! Trudny przekaz, zarówno dla orędowników PiS, jak PO. Ale nie zrażajcie się Państwo już na wejściu, - i na spokojnie przeczytajcie proszę do końca. Dlaczego Was o to proszę? Bo zależy mi na tym, żebyśmy się po wyborach prezydenckich 2020 nie obudzili z ręką w nocniku i tą piosenką na ustach - vide: https://www.youtube.com/watch?v=_s4XutFKCA8 (polecam dźwięk na full i wersję pełnoekranową). Tak! Tak! Ciemno już! Nad Polską noc zapada głucha! - vide:     https://www.youtube.com/watch?v=FqHVgPQh9oU   

Pytacie Państwo, dlaczego tak uważam?

Przede wszystkim z tej przyczyny, że w razie wygranej, żaden z nich nie byłby prezydentem wszystkich Polaków, bo prawda jest taka, że Rafał Trzaskowski byłby prezydentem Platformy Obywatelskiej, szerzej Koalicji Obywatelskiej, - natomiast Andrzej Duda byłby prezydentem Prawa i sprawiedliwości, szerzej Zjednoczonej Prawicy.

A teraz przejdę do szczegółowego uzasadnienia tej tezy.

Od dłuższego czasu zastanawiałem się, dlaczego przez tyle lat na polskiej scenie politycznej nie wykształtowała się żadna nowa jakość polityczna, która położyłaby kres bratobójczej wojnie polsko polskiej między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska?

I doszedłem do wniosku, iż jest to pokłosie genialnej w swej prostocie komunistycznej sztuczki socjotechnicznej, o czym za chwilę, - polegające na okresowo przemiennym utwierdzaniu, raz jednej, raz drugiej połowy Polaków podzielonych na orędowników PiS-u i Platformy, - w poczuciu awansu społecznego. A mówiąc konkretnie, przemiennym umacnianiu raz jednej, raz drugiej połowy w przeświadczeniu, że jest awangardą narodu, która jest „lepsza” od „gorszej” reszty.

A teraz, celem historycznego uzasadnienia powyższego wniosku przytoczę wybrane fragmenty tego, co napisałem w styczniu 2011 w obszernym eseju pt. „Nabrani przez redaktora” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/271686,nabrani-przez-redaktora ,  pisząc ten tekst jak dziś widzę z błędnym przekonaniem, iż poruszone w nim problemy dotyczą tylko orędowników Platformy Obywatelskiej. 

Oto te fragmenty, cytuję:

„Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. To ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli bezideowy twór bez rodowodu (…).

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”.
Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit, ale proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez Adama Michnika wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. W tym przypadku, ten materiał ludzki został wykorzystany, trzeba przyznać sprytnie przez rzeczonego redaktora Gazety Wyborczej. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu.

O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych elit III RP.

 W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor Michnik wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I tu moim zdaniem leży tajemnica irracjonalnie wysokich notowań obecnie rządzącej partii, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego (bis).

Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka