197 obserwujących
2530 notek
5667k odsłon
  957   2

Komentarz do tekstu redaktora Łukasza Warzechy, - przerażonego polityką PiS

Motto I: Dzisiejszą Polskę dałoby się porównać do rzeki, która, owszem, gdzieś płynie, ale powoli, niechętnie, a jej meandryczny nurt wciąż tworzy jakieś zatoki, rozlewiska, martwe wody - i nie może popłynąć do przodu, nie może, wśród rozlewisk, znaleźć swojej drogi, doliny, którą popłynie w przyszłość (Jarosław Rymkiewicz)

Motto II: Po to ma się dorobek, czy to naukowy, czy to artystyczny, czy to publicystyczny, czy to blogerski, - żeby z niego w stosownych momentach korzystać (Krzysztof Pasierbiewicz, Echo24)

A teraz do rzeczy.

Portal internetowy Salon24, - vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1166663,warzecha-sledze-polityke-i-gospodarke-od-lat-po-raz-pierwszy-jestem-naprawde-przerazony informuje:

Obserwuję polską politykę i gospodarkę od wielu lat. I powiem szczerze, że pierwszy raz – i nie ma tu przesady – jestem autentycznie przerażony perspektywą najbliższych kilku lat. Sygnałów alarmowych jest bardzo wiele. I wygląda to tak, że one dzwonią, a my sobie płyniemy jakby się nic nie działo – mówi Salonowi24 Łukasz Warzecha, publicysta „Do Rzeczy” i Onet.pl. …

Mój komentarz:

W ramach komentarza do słów redaktora Warzechy, który moim zdaniem nieco za późno się obudził, przypomnę Państwu, co między innymi, już blisko dwa lata temu pisałem w notce pt. „WIELKI PRZEGRANY ”, vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1014719,wielki-przegrany , za co mnie wtedy pisowscy ortodoksi dosłownie zlinczowali  w komentarzach, nazywając mnie zdrajcą narodowym, płatnym trollem, siedzącym okrakiem na barykadzie agentem Platformy Obywatelskiej, alkoholikiem, renegatem, psycholem…, - innych epitetów nie wymieniam, bo się wstydzę.

Oto, co między innymi już wtedy pisałem.

Paradoksalnie, Jarosław Kaczyński najsilniejszy był wtedy, kiedy Polską zarządzała Platforma Obywatelska oraz jej butni politycy i politrucy. Wtenczas siłą Jarosława była walka oko za oko ząb za ząb dziennikarskimi wygami: Olejnik, Kolendą-Zaleską, Lisem, Żakowskim, Wołkiem, Szostkiewiczem, Paradowską, Kuczyńskim… Jego waleczność objawiała się wtedy w boju polemicznym z lizusami z tytułami profesora: Kuźniarem, Markowskim, Krzemińskim, Czapińskim, Śpiewakiem, Nałęczem…  Jego fighterski charakter uwidaczniał się także w politycznej bijatyce z wojownikami Platformy: Tuskiem, Palikotem, Niesiołowskim, Nowakiem, Sikorskim, Grupińskim, Olszewskim... To był prawdziwy Kaczyński, pełen żaru i chęci do walki, który raz tylko się zachwiał, jak na niego spadła seria brudnych ciosów w splot słoneczny od tandemu do mokrej roboty Miller – Anodina.

Gazeta Wyborcza wybijała wtenczas tłustą czcionką nagłówki: „Już nigdy nie wróci na deski”. „Kaczyński na zawsze skończony”.  A ten znienawidzony przez post-komunistów „kurdupel z wiecznie rozwiązaną sznurówką” odradzał się każdorazowo jak Feniks z popiołów w pełni gotowy do walki. To wtedy zrodziło się porywające lud pisowski hasło: „Ja-ros-ław! Pol-skę zbaw!”.

Wówczas wielu Polakom się zdało, iż narodził nowy Piłsudski, albo jak mówią słowa kolędy: „zbawiciel i polskiej duszy pocieszyciel”, a ów mit konsekwentnie wszczepiali w polskie mózgi purpuraci skupieni wokół toruńskiego redemptorysty.

Dlaczego mit?

Bo, jak pokazało życie, niezniszczalność naczelnika Jarosława wynikała nie tyle z jego „boskiej strony mocy”, co ze słabości rządzącej wtenczas „Platformy Obywatelskiej”, która tak się rozdokazywała, iż zaczęła zwijać państwo, - a jesienią 2015 zdegustowani renegacką postawą Platformy Polacy powierzyli władzę Prawu i Sprawiedliwości, na domiar złego z przewagą sejmową.

Dlaczego na domiar złego?

Bo ta przewaga sejmowa Prawa i Sprawiedliwości odebrała Jarosławowi Kaczyńskiemu zdolność racjonalnego postrzegania rzeczywistości do tego stopnia, iż w walce o polskie dusze postawił nierozważnie na dwie zgubne dla niego karty.

Pierwszą z nich był nie do końca zrównoważony polski Robespierre niejaki Antoni Macierewicz, który tragedię smoleńską rozegrał w możliwie najgorszy sposób, gdyż wraz ze swoją dyletancką Komisją Smoleńską tę narodową apokalipsę doszczętnie ośmieszył, zaś nieodpowiedzialną amatorszczyznę tej Komisji dostrzegli nawet najzagorzalsi pisowscy ortodoksi. Na domiar złego Jarosław Kaczyński dał się panu Antoniemu wpuścić w tragifarsę coraz bardziej żałosnych miesięcznic smoleńskich. A kiedy Jarosław się zorientował, iż te miesięcznice zaczynają przypominać demonstracje Aborygenów australijskich i zakończył te siupy, - było już za późno, bo od PiS-u odwróciła się pierwsza fala Polaków racjonalnie myślących.

Drugą feralną kartą pana Prezesa był polski Rasputin vel Butapren, - patrz zdjęcie tytułowe, czyli bawiący się Polakami i Polską, w każdym calu anty-medialny i strusiowato nielotny satyr marszałek profesor Terlecki, który swą bezczelną butą skutecznie od PiS-u odstraszył resztę rozsądnie myślących Polaków, stając się pośmiewiskiem kręgów dziennikarskich.

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka