echo24 echo24
189
BLOG

Niebojący się jutra – ludzie szczęśliwi chwilą

echo24 echo24 Rozmaitości Obserwuj notkę 28
Krzysztof Pasierbiewicz - "Epopeja helskiej balangi - GRUPA". Pisane w dwudziestą rocznicę wydania.

Motto: Ludzie zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym czasem.

Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie.

Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej, i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości.

Żyją, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli..

Paulo Coelho 

Są miejsca, do których człowiek wraca nie dlatego, że są najpiękniejsze na świecie, lecz dlatego, że pozostawił w nich najpiękniejszą wersję samego siebie. Dla mnie takim miejscem od zawsze była Jastarnia. Nie jako punkt na mapie Polski, ale jako stan ducha. Jako kraina, w której czas płynął inaczej, a ludzie wierzyli, że lato jest nie porą roku, lecz sposobem przeżywania życia.

Dzisiaj, gdy pełnia lata rozlewa się złotym światłem po plażach Półwyspu Helskiego, coraz częściej wracam myślami do tamtych ludzi. Do mojej legendarnej „Grupy”. Do ludzi, których największym majątkiem nie były pieniądze, lecz fantazja. Nie stanowiska, lecz osobowość. Nie majątek, lecz odwaga życia.

Byli dziećmi epoki, która na pozór odbierała wszystko. Polska Ludowa nie rozpieszczała obywateli ani wolnością, ani dobrobytem. Szarość codzienności próbowała wtłoczyć wszystkich w jednakowe mundurki myślenia. A jednak właśnie wtedy znaleźli się ludzie, którzy postanowili odpowiedzieć na tę szarzyznę… elegancją. Na bylejakość – humorem. Na ideologiczną powagę – śmiechem. Na zniewolenie – sztuką bawienia się.

To właśnie dlatego helska balanga nigdy nie była zwykłą zabawą. Była manifestem wolności. Nie politycznej. Ludzkiej.

Dzisiaj łatwo byłoby pomyśleć, że była to tylko beztroska grupa sybarytów uciekających od rzeczywistości. Nic bardziej mylnego. Oni nie uciekali od świata. Oni bronili przed nim najcenniejszej części człowieczeństwa. Bronili prawa do radości.

Bo człowiek pozbawiony śmiechu staje się łatwy do zniewolenia.

Dlatego każde lato w Jastarni było małym zwycięstwem nad ponurą codziennością.

Patrzę dzisiaj na współczesny świat i odnoszę wrażenie, że paradoksalnie żyje nam się wygodniej, lecz znacznie trudniej. Mamy smartfony, internet, samochody, samoloty, karty kredytowe, sztuczną inteligencję i tysiące udogodnień. Ale jednocześnie żyjemy w permanentnym lęku.

Boimy się inflacji. Boimy się wojen. Boimy się chorób. Boimy się przyszłości. Boimy się utraty pracy. Boimy się samotności. Boimy się starości.

Nigdy wcześniej człowiek nie posiadał tylu zabezpieczeń, a jednocześnie nie był tak przerażony jutrem.

Tamci ludzie byli pod tym względem zupełnie inni. Nie dlatego, że byli naiwni. Po prostu wiedzieli, iż życie zawsze pozostanie niepewne. Skoro więc nie sposób oswoić przyszłości, trzeba nauczyć się pięknie przeżywać teraźniejszość.

Nie oznaczało to lekkomyślności. Wręcz przeciwnie. Umieli cieszyć się chwilą właśnie dlatego, że doskonale rozumieli jej przemijalność. Może dlatego ich bale miały w sobie tyle elegancji. Może dlatego kobiety były tak piękne. Może dlatego mężczyźni nosili białe marynarki nawet wtedy, gdy nie było ich na nie stać. Może dlatego każda noc kończyła się wspólnym marszem po jeszcze ciepły chleb z piekarni.

Bo wszystko było rytuałem celebrowania życia. Nie konsumpcji. Życia.

Najbardziej fascynuje mnie jednak coś jeszcze.

Tamta „Grupa” potrafiła łączyć ludzi, których dzisiaj zapewne rozdzieliłyby media społecznościowe i telewizyjne studia polityczne.

Przy jednym stole siadali aktorzy, profesorowie, lekarze, przedsiębiorcy, rybacy, artyści, sportowcy i zwykli mieszkańcy Jastarni.

Nikt nikogo nie pytał, na kogo głosuje. Nie sprawdzano poglądów. Nie prowadzono politycznych lustracji. Liczyło się tylko jedno. Czy umiesz być człowiekiem.

To właśnie wydaje mi się największym dziedzictwem „Szkoły Helskiej”.

Nie sztuka organizowania wielkich balów. Nie słynne rejsy. Nie kultowe ogniska. Lecz zdolność budowania wspólnoty ludzi wolnych od wzajemnej nienawiści.

Może właśnie dlatego wspomnienia tamtych wakacji nie starzeją się mimo upływu dziesięcioleci. Bo nostalgia nie dotyczy miejsc. Dotyczy ludzi. I sposobu, w jaki umieli być razem.

Dzisiaj większości bohaterów tamtych lat już z nami nie ma.

Pozostały fotografie. Nazwiska. Anegdoty. Stare melodie. Zapach morza. I cienie ludzi spacerujących o świcie po jastarniańskiej plaży.

Ale wierzę, że coś jeszcze pozostało.

Przekonanie, iż prawdziwego szczęścia nie mierzy się liczbą posiadanych rzeczy, lecz liczbą chwil, które warto zapamiętać. Że człowiek bogaty to nie ten, który zgromadził najwięcej, ale ten, który najwięcej przeżył. Że największym luksusem nie jest jacht zacumowany w marinie, lecz przyjaciel siedzący obok przy stole. Że życie nie staje się piękne dlatego, iż trwa długo. Staje się piękne wtedy, gdy przeżywa się je z rozmachem, z humorem, z fantazją i z odwagą. Odwagą cieszenia się każdą chwilą. Bo jutra nikt z nas nie zna.

Tamci ludzie doskonale o tym wiedzieli. I właśnie dlatego byli szczęśliwi. Nie dlatego, że mieli więcej. Lecz dlatego, że mniej bali się przyszłości.

Może więc największą lekcją, jaką pozostawiła po sobie legendarna helska „Grupa”, jest przypomnienie prawdy dziś niemal zapomnianej: nie warto odkładać życia na później.

Bo najpiękniejsze lato naszego życia trwa zawsze tylko jeden sezon.

A kiedy po latach odwrócimy się za siebie, nie będziemy pamiętać cen w sklepach, politycznych awantur ani giełdowych notowań.

Zapamiętamy zapach morskiej bryzy. Śmiech przyjaciół. Wschód słońca oglądany po nieprzespanej nocy. I tę cudowną, niemal dziecięcą pewność, że choć świat nie jest doskonały, to przez jedną letnią noc można było uwierzyć, iż szczęście naprawdę istnieje. I że ma ono kolor bursztynu, smak jeszcze ciepłego chleba i zapach bałtyckiego wiatru.

To właśnie byli niebojący się jutra – ludzie szczęśliwi chwilą.

Jest jednak w tej opowieści pewien gorzki cień. W tamtych czasach nikt nie myślał o dokumentowaniu owego niezwykłego świata. Nie było telefonów komórkowych, kamer cyfrowych ani mediów społecznościowych. Nikt nie nagrywał tych spontanicznie rodzących się spektakli, błyskotliwych improwizacji, pojedynków na dowcip, ani aktorsko-oratorskich popisów najwybitniejszych ludzi polskiej sceny. Wszystko działo się tu i teraz – ulotne jak morska bryza.

Każde lato rodziło nowe anegdoty, nowe legendy i nowe arcydzieła inteligentnego humoru, które wraz ze świtem rozpływały się niczym ślady stóp na mokrym piasku. Te małe perełki sztuki słowa przepadły bezpowrotnie, zachowując się jedynie w pamięci nielicznych świadków.

I właśnie wtedy, po wielu latach, uświadomiłem sobie z niepokojem, że jeśli nikt nie opisze fenomenu helskiej „Grupy”, za jedno czy dwa pokolenia pamięć o niej zaginie bez śladu. Ogarnął mnie lęk, że świat może nigdy nie dowiedzieć się o tym niezwykłym zjawisku socjologicznym – o wspólnocie ludzi, których połączyły nie pieniądze, wpływy czy polityczne sympatie, lecz przyjaźń, poczucie humoru, umiłowanie wolności i odwaga cieszenia się życiem.

Chwyciłem więc za pióro i w 2006 roku wydałem własnym sumptem bibliofilską książkę „Epopeja helskiej balangi – GRUPA”, opowiadającą o tej niezwykłej ferajnie wagantów złączonych ponadczasową miłością do Mierzei Helskiej, nade wszystko jednak desperacką radością życia – na przekór szarzyźnie, sztampie i bylejakości minionej epoki.

Książkę tę promowałem w hotelu DOM ZDROJOWY w Jastarni - vide: https://www.youtube.com/watch?v=OWoy5NF1QIo 

Ku mojej wielkiej satysfakcji książka ta nie pozostała jedynie prywatnym wspomnieniem. Wydana w 2006 roku bibliofilska edycja „Epopei helskiej balangi – GRUPA” zakwalifikowała się do puli finałowej Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Książki CZAS, a w ramach tego prestiżowego festiwalu była prezentowana w wielu stolicach Unii Europejskiej. Odebrałem to nie jako osobisty sukces autora, lecz jako dowód, że historia helskiej „Grupy” ma wymiar znacznie szerszy niż tylko lokalna legenda. Jest świadectwem tego, że nawet w czasach zniewolenia można było ocalić godność, elegancję i radość życia, a przyjaźń potrafiła stać się najpiękniejszą formą wolności.

Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki, niezależny bloger)

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Rozmaitości