Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
132 obserwujących 1311 notek 2550092 odsłony
echo24, 17 maja 2017 r.

W co się bawić, gdy prawnicy robią nas w capa ciurkiem?

1123 30 0 A A A


Motto muzyczne: https://www.youtube.com/watch?v=jJX_orowbzk

Po wyborach 2015 profesor prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Zimmermann urażony do żywego, że miast ktoś z profesorskich celebrytów Wydziału Prawa i Administracji UJ, prezydentem został jego doktorant Andrzej Duda popadł w zawistną frustrację. Już wtedy, całą serią wypowiedzi publicznych prof. Zimmermann ucierał fatalną opinię o nowym Prezydencie, z czego teraz, przyznaję sprytnie i dowcipnie czerpią pełnymi garściami twórcy sensacyjnego serialu „Ucho Prezesa”, cytuję za Zimmermannem wybrane kwiatuszki: „Andrzej, bo byliśmy zaprzyjaźnieni, nie zmieni przecież swojego charakteru, nie pozbawi się kompleksów, jak choćby niemożności uniezależnienia się od pewnych osób, chęci podporządkowywania się im. Jeśli Andrzej Duda przejdzie do historii, to raczej, jako bezwolny prezydent Polski, bo ma taki charakter, że kiedy przyjdzie mu o czymś rozstrzygać, woli komuś ustąpić, nie chce lub nie umie wiązać się odpowiedzialnością. Czy taki ktoś może być prezydentem? Dobrym prezydentem? Nie…”, - tyle cytatów.

Po tych enuncjacjach (Sic!) profesora prawa Wszechnicy Jagiellońskiej nie wytrzymałem i w notce pt. „Etos profesora w świetle naruszania tajemnicy sakramentalnej” – vide: http://salonowcy.salon24.pl/713445,etos-profesora-w-swietle-naruszania-tajemnicy-sakramentalnej napisałem, że jako nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem uważam wypowiedzi prof. Jana Zimmermanna za gorsząco nieodpowiedzialne, gdyż moim zdaniem promotor, który puszcza doktorat, a później w kilku wywiadach z rzędu szkaluje swego doktoranta jest człowiekiem emocjonalnie niedojrzałym, a jego z gruntu nieetyczne postępowanie motywowane powodami politycznymi świadczy o degradacji statusu profesora uniwersyteckiego.

Dlaczego tak uważam? Bo wiem z własnego doświadczenia, iż trwająca zwykle kilka lat ścisła współpraca doktoranta z promotorem stwarza z czasem wzajemną płaszczyznę niepowszednio bliskiej zażyłości i porozumienia między rzeczonymi nie tylko na niwie naukowej, lecz także w płaszczyźnie wzajemnego zaufania. Bowiem w naukach humanistycznych celem osiągnięcia maksimum doskonałości procesu dysertacyjnego doktorant musi się bez reszty otworzyć przed swoim promotorem, nie tylko, jako naukowiec, lecz także, jako człowiek z wszystkimi jego zaletami i wadami, co z kolei zobowiązuje promotora do bezwzględnej dyskrecji, co można śmiało porównać z obowiązkiem dotrzymywania kapłańskiej tajemnicy spowiedzi.

I nie trzeba było długo czekać, na kolejny dowód, że niektórym uniwersyteckim profesorom prawa polityka odbiera rozum, którym okazało się zbojkotowanie obrony doktorskiej Bogu ducha winnego młodego człowieka, którego promotorem jest prof. Lech Morawski. Bojkot dokonany przez grupę kilku akademickich szaleńców pałających patologiczną nienawiścią do swego kolegi, który sprzeniewierzył się rygorowi poprawności politycznej popierając władzę Prawa i Sprawiedliwości.

Lecz chociaż jestem blogerem prawicowym, muszę sprawiedliwie przyznać, że prof. Morawski chcąc się przypodobać partii Jarosława Kaczyńskiego delikatnie mówiąc przegiął i na sympozjum oksfordzkim chlapnął coś, czego w zgodzie z etyką profesorską nie da się obronić, choć rozumiem, że profesorowi Morawskiemu chodziło bardziej o zepsucie moralne pewnych środowisk, niż o korupcję sensu stricto. Ale słowo się rzekło i lewackie konie poszły po betonie. Wszakże dla porządku przypomnę, że jak prezes TK prof. Andrzej Rzepliński wzywał publicznie Polaków do wyjścia na ulicę, konie lewackie położyły po sobie uszy i siedziały cicho, jak myszy pod miotłą.

Słowem życie coraz częściej pokazuje, że znakomita większość naszych uniwersyteckich profesorów prawa służąc swoim politycznym mocodawcom bezustannie się wymądrza w mediach, że tylko oni mają monopol na rację, gdyż, jak nikt inny znają stosowne paragrafy konstytucyjne, cywile i karne. I zapewne znają, ale pożal się Boże prawnicza uniwersytecka „elita” na śmierć zapomniała o bezwzględnym obowiązku przestrzegania najważniejszego kodeksu, jakim jest kodeks etyczny pracownika nauki. I przepraszam za wyrażenie, ale choć, jak już wspomniałem prof. Morawski na sympozjum oksfordzkim chlapnął coś, czego z punktu widzenia etyki w nauce nie da się obronić, to toruński bojkot obrony doktorskiej doktoranta prof. Morawskiego jest objawem intelektualnej „menopauzy” toruńskich legalistów najwyraźniej wchodzących w okres moralno etycznego przekwitania, czego objawami są w tym przypadku napady afektowanej histerii odbierającej zdolność racjonalnego postrzegania rzeczywistości – patrz dzisiejsze rozpaczliwe sięgnięcie przez TVN24 po posiłki w osobie jak widać dozgonnego przewodniczącego Komitetu ds. Etyki w Nauce Polskiej Akademii Nauk, emerytowanego profesora Wszechnicy Jagiellońskiej Jana Hertricha-Woleńskiego, pamiętającego jeszcze wczesne zaranie epoki dinozaurów, lewackiego aktywisty o pezetpeerowskim rodowodzie i filozoficznego guru prawników jagiellońskich, którego na zorganizowanym w marcu 2014 przez UJ Kongresie Kultury Akademickiej skarciła nawet bynajmniej nie prawicowa ministra Lena Kolarska-Bobińska – czytaj: „Ministra Kolarska-Bobińska karci jagiellońskich jajogłowych” - http://salonowcy.salon24.pl/575693,ministra-kolarska-bobinska-karci-jagiellonskich-jajoglowych.

Opublikowano: 17.05.2017 18:52.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Armaniak " W tym wypadku już nie ma żartów, jedna błędna decyzja ,może zniszczyć...
  • @detoxic Na obecną chwilę niewiele wymyślimy i trzeba czekać na rozwój wypadków.
  • @Armaniak "Zmiany muszą być radykalne. Żadne tam lelum polelum , bo tego oczekuje...

Tematy w dziale Polityka