166 obserwujących
1844 notki
4433k odsłony
7165 odsłon

Teraz już wiem, czemu nasi purpuraci ignorują papieża Franciszka

Metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski, fot. PAP wideo
Metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski, fot. PAP wideo
Wykop Skomentuj177

Portal internetowy Salon24 news – vide: https://www.salon24.pl/newsroom/974328,zamiast-czerwonej-przyszla-teczowa-zaraza-oburzenie-na-kazanie-abp-jedraszewskiego informuje :

"Zamiast czerwonej przyszła tęczowa zaraza". Oburzenie na kazanie abp. Jędraszewskiego. W ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski wygłosił kazanie w bazylice Mariackiej w Krakowie. Nawiązał w nim m.in. do toczących się obecnie sporów światopoglądowych o ideologię LGBT. - Pamięć powstańczych czynów każe nam czcić bohaterów, mieć poczucie zobowiązania, które płynie z tamtych sześćdziesięciu trzech tragicznych dni i powtarzać za Zbigniewem Herbertem: "Bądź wierny, idź" - powiedział abp Jędraszewski. Wspominając bohaterstwo powstańców, mówił: - Jesteśmy strażnikami pamięci o tamtych ludziach (…) To, co się wtedy wydarzyło, wyznaczyło dla nas święty czas pamięci, która zobowiązuje. Metropolita krakowski podkreślił, że to z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska. - Trzeba było długo na nią czekać (…) Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa - stwierdził…

Wypowiedzi abpa Jędraszewskiego nie będę komentował, bo się wstydzę, jako Polak, jako krakowianin, jako obywatel Rzeczpospolitej, a przede wszystkim, jako katolik, który jak nakazuje Dekalog stroni od nienawiści.

Ale za to coś Państwu opowiem.

Powrócę tedy do szczęsnego czasu festiwalu radości młodych katolików, którzy w latem roku 2016 przybyli do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży z najodleglejszych zakątków naszego globu w sile blisko trzech milionów rozmodlonych „pięknych dwudziestoletnich”. Nigdy nie zapomnę tych zwołanych do Krakowa przez papieża Franciszka dziewczyn i chłopców demonstrujących dumnie flagami wszystkich narodowości świata swą katolicką wiarę. Pięknych! Kolorowo odzianych! Uśmiechniętych! Rozśpiewanych! Radosnych! 

Szczególnie zapadła mi w pamięć noc, kiedy zrobiłem obchód otwartych krakowskich kościołów zwykle o tej porze na cztery spusty pozamykanych. I bez wahania powiem, że był to najpiękniejszy w moim życiu spacer. W drodze do domu zajrzałem do Sanktuarium Matki Bożej Pani Krakowa przy ulicy Karmelickiej, gdzie jest kaplica Matki Boskiej Piaskowej. Wstąpiłem, bo zawsze tam zachodzę jak wracam z południowej kawy w mieście, gdyż do tej Parafii należało nasze III Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie, a matka Boska Pisakowa była naszą patronką. Chodziłem do Niej także w trudnych chwilach, - jak mi było ciężko.

Odkąd sięgam pamięcią w kościele tym panowała atmosfera śmiertelnej powagi i dzwoniącej w uszach ciszy, której naruszenie, jak mi się zawsze zdawało byłoby śmiertelnym grzechem. Ale, gdy wszedłem do środka pomyślałem w pierwszej chwili, że to chyba jakiś mirażowy sen nocy letniej. Bowiem ów zwykle posępny kościół okazał się miejscem spontanicznej eucharystycznej celebry fantazyjnie odzianych młodych ludzi rozmodlonych w śpiewie i tańcu. W kościele rozbrzmiewała egzotyczna muzyka, a przed ołtarzem spostrzegłem tańczącą grupę nastolatków o wszystkich kolorach skóry, klaszczące w rytm bębnów zakonnice i rozanielonych mnichów. Wszystko bajecznie kolorowe i radością promieniujące. Ale nie wszyscy tańczyli. Część klęczała w kościelnych ławach modląc się w głębokiej zadumie i o dziwo nie przeszkadzało im wcale, że o krok dalej odbywa się taneczne misterium. Słowem, obecni w kościele młodzi ludzie łączyli się z Bogiem podług swych duchowych potrzeb. Kościół był, jak nigdy rozświetlony i tak piękny, że dech mi zaparło, a Matka Boska Piaskowa z dzieciątkiem na ręku, zwykle pogrążona w półmroku i smutna, zdała się uśmiechać do tańczących, a ja dopiero wtenczas dostrzegłem, jaka ona piękna!

Gdy wróciłem do domu kończyło się właśnie spotkanie młodzieży z papieżem Franciszkiem na krakowskich Błoniach, a że mieszkam opodal słyszałem przez otwarte okno odgłosy Mszy Świętej odprawianej dla dwu milionów kochających Boga dziewcząt i chłopców. Wracająca z Błoń młodzież wlała się na moją ulicę, jak wartka rzeka szumiąca wszystkimi językami świata, a ja stojąc w oknie machałem im polską flagą. Oni zaś odmachiwali narodowymi sztandarami z najbardziej egzotycznych zakątków kuli ziemskiej wołając do mnie entuzjastycznie: Alleluja!, Polska!, Poland!, Pologne!, Polen!…

I wtedy z telewizora dobiegły mnie retransmitowane słowa wygłoszonej do młodych katolików homilii papieża Franciszka o hierarchii wartości, których nie odważę się powtórzyć, bo tak pięknie mówił, - normalnie, bez patosu i zadęcia, po ludzku, od serca. Czuło się, że Franciszek odnalazł kod komunikowania się z młodym pokoleniem, które porozumiewa się w języku dla ludzi sędziwych niezrozumiałym, a co ważniejsze, że On kocha ich wszystkich bez wyjątku. Franciszek mówił tak, jak chcą młodzi, a więc zwięźle, na temat i zgodnie z formami porozumiewania się, jakie oni preferują. Bez marudzenia, pouczania, moralizowania, dołującej martyrologii, - krótko, migawkowo, a momentami, jak na papieża wręcz nieprzystojnie wesoło, bądź ostro. Franciszek mówił, że jak patrzy na tę radośnie rozmodloną młodzież z całego świata, to On, namiestnik Chrystusa "chce się od nich uczyć radosnej kultury modlitwy".

Wykop Skomentuj177
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo