214 obserwujących
2144 notki
3777k odsłon
  2201   13

O współżyciu z kozą. Sztuka dramatyczna

image

Fuerteventura. Puerto del Rosario - pomnik koziej rodziny. Żywicielki wyspy. 

Od dwóch dni na salonie istny wodospad notek dotyczących rolnictwa, a konkretnie hodowli bydła rogatego. Taki zalew tyczący jednego tematu bywa nudny, jednak z drugiej strony poruszania istotnych tematów w żaden sposób zakazać nie można. To oczywiste, wolność wypowiedzi to dobro nadrzędne. 

Przyznam się szczerze, że mimo powyższego stwierdzenia patrzę na to zjawisko z pewną zazdrością, bo też chciałbym dorzucić swoje trzy grosze. Niestety moja wiedza z zakresu hodowli rogacizny i rolnictwa w ogóle jest naprawdę żenująco niska. Moja fachowość ogranicza się do 100% pewności, że mleka nie produkuje się w mleczarni, a dobre jaja mogą pochodzić tylko od chłopa. I to prawdziwego, a nie takiego z Krakowa, jak obecny prezes PSL. Z niego to można pozyskać chyba tylko skórkę w paski. 

Notki hodowlane od Sasa do Lasa. Jedni wyrażają oburzenie drastycznością prezentacji, inni uważają że taka wiedza społeczeństwu się należy. Jeszcze inni, jak np. bloger Lchlip zajmujący się tematyką rolnictwa, uważa iż zaprezentowanie przez ministra Kamińskiego nieznanych w Polsce technik inseminacji, może spowodować zniechęcenie rolników z Podlasia do zatrudniania " bandosów " * z Afganistanu, Syrii i Iraku. Ja naprawdę nie wiem skąd w głowach - było nie było - ekspertów od rolnictwa lęgną się takie pomysły ? Skąd przypuszczenie, że chłop z Podlasia zatrudni robotnika rolnego z Afganistanu, a ów wyjdzie z motyką o wschodzie Słońca, na podlaski zagon ? No i jak tu nie kochać salonu i ekspertów od hodowli zwierząt parzystokopytnych. 

Dajmy zatem spokój temu szumowi, temu oburzeniu i z prawa i z lewa. My Polacy nie jesteśmy aż tak zacofani, by nie rozumieć problemów chłopaków dorastających na zboczach Hindukuszu. By jednak to zrozumieć, pojąć złożoność tematu potrzeba odrobiny wiedzy z zakresu światowej twórczości dramaturgicznej, trzeba odrobinę inetresować się teatrem i tym co w teatralnej trawie piszczy, lub może w tym kontekście właściwszym będzie użycie słowa " meeeczy " 

By to zrozumieć naprawdę nie trzeba być zapalonym teatromanem. 

W 2010 roku ( chyba ? ) teatr Krystyny Jandy miał w swoim repertuarze sztukę Edwarda Albee " Koza albo kim jest Sylwia ? " Zmarły w 2016 roku autor nie był dramaturgiem nieznanym, był  laureatem wielu nagród literackich i nagród za osiągnięcia w dziedzinie teatru. Znany jest  choćby ze sztuki " Kto się boi Wirginii Woolf ? " 

Sztuka " Koza albo kim jest Sylwia ? " opowiada historię uznanego architekta, człowieka sukcesu, męża pozostającego w szczęśliwym związku i ojca, którego syn okazuje się gejem. Już wiemy, że sztuka dotyczy społecznego tabu. 

Jednak prawdziwy figiel, to nie homoseksualizm syna tylko nieszczęśliwa miłość głównego bohatera. Podczas wypadów na wieś zadurzył się w tytułowej Sylwii i wydaje się być tym związkiem usatysfakcjonowany, nie zważając na to, że Sylwia jest kozą. Ja lubię teatr, pani od polskiego nas ganiała, więc polubiłem, potem byłem w teatrze niemal codziennie, bo zdaje się, że w teatrze pracowałem ? i uważam, że do naruszania społecznego tabu, do wstrząśnięcia widzem nie trzeba wcale angażować kozy, nawet o imieniu Sylwia. Kiedy jednak zapoznałem się z recenzjami uznałem, że jestem wiejskim ćmokiem, prymitywem, zakutym łbem, który kompletnie nie rozumie współczesnych czasów i problemów współczesnego człowieka. Bo wg recenzentów sztuka Edwarda Albee jest to wielki krok w dokonaniach światowej dramaturgii. Tyle tylko, że ja wiem jak się kupuje recenzje, wiem jak się zdobywa nagrody na festiwalach teatralnych. Nagród nie przyznaje się w zadymionym pomieszczeniu, gdzie toczą się burzliwe obrady jury. Och ! zgoła gdzie indziej się to odbywa. Dziś już nie ma świętości, dziś nawet literacki Nobel musi przejść specyficzną procedurę weryfikacyjną. Tak się plotkuje. U nas też dobrze nie jest, wystarczy wspomnieć Ignacego Karpowicza ( gimbaza nie myli z Krasickim ) laureata nagrody Nike, który przez zupełny przypadek dzielił łoże z sekretarzem nagrody Nike. No i weź tu dobrze pisz, a potem jeszcze dodatkowej ofiary wymagają. Tragedia grecka z kozłem w tle. 

Sztuka o Sylwii nie weszła do kanonów scen światowych, nie wiem ile razy kurtyna poszła w górę w teatrze Jandy. Największy sukces to oczywiście Broadway, gdzie odegrano ponad trzysta spektakli, stąd i prestiżowa nagroda dla sztuki, która pobiła rekord nim spadła z afisza. Najsłabiej było chyba w Kanadzie, gdzie po dwóch tygodniach cierpliwość widzów się wyczerpała. Trochę lepiej było w Sydney, gdzi grano " Sylwię " ponad miesiąc. Dlaczego tak się stało, dlaczego sztuka, która zdobyła uznanie nowojorskiej krytki nie poszła śladem Szekspira lub choćby Mrożka ? Ja tego nie rozumiałem, aż wylądowałem na Wyspach Kanaryjskich, gdzie zrozumiałem skomplikowaną duszę kóz, ich mentalność i taki rozrzut psychicznych stanów - prawie - jak u ludzi. Dramat Albee'ego jest płaski, jednowymiarowy. Mówi nam o cierpieniach architekta w związku z nieakceptowanymi przez społeczeństwo relacjami z kozą Sylwią. Pokazuje nam cierpienia żony zdradzonej z kozą, cierpienia syna architekta, którego homoseksualizm nie jest akceptowany. A gdzie tu są uczucia kozy zamordowanej przez zazdrosną żonę architekta ? Prawie jak u Słowackiego w " Balladynie " albo u Szekspira w " Otello " Zazdrość, urażona duma, pragnienie ślubu z Kirkorem. Cóż byłyby warte oba dramaty bez pełnego ukazania cierpień Desdemony i rozterek Balladyny. O kozie Sylwii nie wiemy nic, co czuje do architekta, czy seks z architektem ją satysfakcjonuje ? jej osobowość, pasje etc, etc. Nic i wreszcie - niewinna niczemu - zostaje zamordowana przez zazdosną żonę. Tragedia grecka.

Gdybym miał choć odrobinę talentu to dopisałbym do sztuki Albee'ego jeden akt. Wprowadziłbym do dramatu inne kozy, pokazał rywalizację między kozami o względy architekta. Być może wprowadziłbym wątek rywalizacji o względy Martina pomiędzy Sylwią, a jej córką. To teatralna klasyka takie zabiegi dramaturgiczne. Może kiedyś się za to zabiorę, bo chyba znam się trochę na kozach ich psychice i emocjach. A postaci scenicznych na Kanarach odnalazłem tyle, że obdzieliłbym Ajschylosa, Sofoklesa Słowackiego i Mrożka. Nam się wydaje, że są tylko kozy białe, rzadziej czarne i w większości beczą - Beeee ! A kiedy pytają się syna Robinsona Crusoe - który spędził z kozą 15 lat na bezludnej wyspie - jak się nazywa, to on niezmiennie odpowiada : Mieeeteeek ! Nic bardziej mylnego, ale żeeeeeby ! to zrozumieć trzeba spędzić dzień lub dwa na koziej farmie na Fuerteventurze. Cudnę są, a nazywają się, że każdy dramaturg kupiłby co najmniej cztery kozy na potrzeby własnej twórczości dramaturgicznej bez pytania o cenę. 

*bandosi - dawna nazwa wędrujących, najemnych robotników rolnych. 

image

Puisipana Morsipalda 

image

Puisipana Colorada

image

Negra 

image

Morisca Lapiada 

image

Lesbijki Frontiny 

image

Cana 

image

Sajona 

image

Morsipalda




Lubię to! Skomentuj136 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura