Nasza redakcja podobnie jak większość redakcji w kraju otrzymuje listy od czytelników, a jak nie otrzymuje to piszemy sami, zgodnie z pradawną tradycją Trybuny Ludu, której chlubne tradycje kontynuuje obecnie czerska żurnalistyka.
Po wczorajszej notce, w której opisaliśmy genezę i cele Komitetu Obrony Dojarki, dziś do redakcji nadszedł list z Koła Gospodyń Wiejskich z Suchowoli, poczta Krasnystaw podpisany przez panią Weronikę Golonko, bądź Golonkę... niewyraźnie napisane. Musze powiedzieć dziewczynom z działu " Listy od czytelników " by bardziej się przykładały i tak nie bazgrały. Otóż pyta pani Golonko, bądź Golonka czy w Wielkiej Brytanii po wyborach parlamentarnych przegranych przez torysów lub labourzystów również aktywizuje się ruch podobny do polskiego KOD - u. Nasza odpowiedź brzmi i " tak " i " nie "
Jeżeli wybory odbywają się w terminie zafiksowanym przez akt parlamentarny z 2011 roku, czyli w pierwszy czwartek maja to takie grupy nie aktywizują się. Brytyjczycy przeżywają jeszcze przedłużony weekend, który skończył się o północy w pierwszy poniedziałek maja i są w stanie podwyższonej ekscytacji w zwiazku z następnym, przedłużonym weekendem, który skończy się o północy w ostatni poniedziałek maja, więc nikt tu nie ma ochoty w takim okresie wybierać sie na barykady. Jeśli jednak wybory odbyłyby się z jakichś powodów na początku grudnia, np. z powodu jakiegos przesilenia gabinetowego, to takie grupy oczywiście uaktywniają się i przyjmuja nazwę KOP (Komitet Obrony Pugilaresów ) Geneza aktywizowania się KOP - ów jest tożsama z genezą powstania KOD - u : chodzi o ratowanie zawartości portfeli, z tą różnicą, że w przeciwieństwie do aktywistów KOD -u, którzy ratują cudze porfele, KOP - owcy dbają tylko i wyłącznie o swoje własne portfele. KOP nie realizuje również drugiego celu KOD - u, jakim jest przygotowywanie gruntu pod pucz supermarketów. KOP - owcom chodzi tylko i wyłącznie o kasę, są kompletnie bezideowi.
Brytyjczycy są nieprawdopodobnymi, patologicznymi wręcz shopoholikami, mają też fioła na punkcie obdarowywania się prezentami, kupionymi w ramach shopoholizmu. Sakramentalnym obowiązkiem Anglika jest również wkładanie do skrzynek sąsiadów życzeń bożonarodzeniowych. Najważniejszym świętem Anglika jest mecz futbolowy lokalnej drużyny, potem następne w hierarchii Boże Narodzenie, a może raczej drugi dzień świąt czyli Boxing day, który w zasadzie jest już chyba osobnym świętem, niewiązanym przez wielu z pierwszym dniem Bożego Narodzenia. Boxing Day to Boxing Day, jeden z najważniejszych dni w roku.
Organizowanie świąt i obdarowywanie się prezentami, przywiazanie do tradycji kosztuje niemało, dlatego statystyczny Brytyjczyk wydaje na święta i gifty nieprawdopodobną kwotę 440 funtów. Więcej niż o wiele zamożniejsi Niemcy, którzy wydają na swoje geschenki ok. 380 funtów. W tym roku wydadzą jeszcze mniej, bo część pieniędzy będą musieli przeznaczyc na zakup żywności halal, w tym roku Boże Narodzenie zbiegło sie z urodzinami proroka, a z tego co wiem sporo gości z krajów Lewantu zjechało latoś do Niemiec.
Nieodłącznym problemem Anglika w grudniu jest zdobycie owych brakujących do tygodniowki 440 funtów. Tygodniówka jest na styk : czynsz, rachunki, pub, inne rozrywki i w czwartek rano na koncie pokazuje się cyfra " 0 " A za pasem Boxing Day. Dlatego od początku grudnia aktywizuje się w Wielkiej Brytanii Komitet Obrony Pugilaresów, czyli coś w rodzaju narodowego frontu pracy, jakiś rodzaj szturmowych batalionów robotniczych, wszyscy chcą pracować, wszyscy chcą nadgodzin, wszyscy przemieniają się w Pstrowskich i Stachanowców, choć żaden z nich nie wie kim był Pstrowski i Stachanow. Gospodarka brytyjska w grudniu przypomina gospodarkę czasów wojny, a aktywność i gotowość świadczenia obowiązku pracy wskazuje, że mamy do czynienia z apogeum bombardowań Londynu podczas Bitwy o Anglię. Ten entuzjam do pracy wygasa z końcem grudnia.
W związku z tym, że i u mnie w pracy szaleją brygady Stachanowców zmuszony jestem zawiesić funkcjonowanie bloga do Wigilii. W pracy nie ma już nadgodzin, a notki mogę pisać jedynie w pracy, nie jestem nauczycielem żebym zabierał robotę do domu. Otrzymałem również jakieś urlopowe remanenty i wyjeżdżam do domu pracy twórczej dla pisarzy emigracyjnych w O' borrah pod Belfastem gdzie mam zamiar napisać opowieść wigilijną zatytułowaną " Ryszard sam w domu " Prosiłbym czytelników o jakies sugestie, w jakim społeczno - historycznym anturażu widzieliby Ryszarda, głównego bohatera tegorocznych opowieści wigilijnych.
Przez tych Stachanowców mam kompletną pustkę w głowie. Pocztę sprawdzam zawsze po śniadaniu, które w domu pracy twórczej jest zawsze o 9:00.
Do zobaczenia w Wigilię.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)