Zatoka Conwy
Zatoka Conwy
Siukum Balala Siukum Balala
1361
BLOG

Socjalizm vs Kapitalizm

Siukum Balala Siukum Balala Społeczeństwo Obserwuj notkę 55

Jestem człowiekiem  stosunkowo jeszcze młodym, Winston Churchill w moim wieku był dużo starszy. Choć jestem młody, to nie wiem jakim sposobem, ale udało mi się żyć w dwóch systemach gospodarczo - społecznych. A jeden z nich udało mi się nawet przeżyć. Choć kiedy widzę spauperyzowanych umysłowo ludzi podążających  na barykady za właścicielami Jaguarów i Volv ( samochód taki w deklinacji, nie mylić z Werwolfem ) to nie wiem kto kogo przeżył i kto kogo przeżyje. Życie w dwóch systemach musi przywieść człowieka do momentu, w którym zacznie się  owe systemy porównywać.

Taka chwila naszła mnie, kiedy z małżonką moją Zofią spacerowałem brukowanymi uliczkami, uroczego walijskiego miasteczka Conwy. Co lepsze, socjalizm - nawet z ludzką twarzą - w jaki wierzono w rodzinie redaktora Michnika, czy podły, wyzyskujący wszystko i wszystkich kapitalizm ? Konkluzja oczywista, wystarczyło rozejrzeć się wokół, tylko dureń może mieć wątpliwości. Dlatego łaskawie dając socjalizmowi z ludzką twarzą handicap, jako materiał do porównań wziąłem tylko jeden aspekt życia, jeden element. Sprawy kwaterunkowe.

No i z owych rozważań wyszło mi, że socjalizm z ludzką twarzą był dużo lepszy. Sprawy kwaterunkowe, również łaskawie potraktowałem w sposób specyficzny. Bo czym jest demokracja i wolność ? w dużym uproszczeniu demokracja i wolność polega na tym, że żyjemy jak chcemy, robimy co chcemy, sami sobie urządzamy najbliższą nam sferę i nikomu nic do tego. I taki był socjalizm, nie wsadzał nosa w dziedziny, w którch był słaby. Nie masz kwaterunku ? to twoja sprawa. Masz kwaterunek, u teściów ? zuch. Żyjecie w 12 osób na 20 m2 ? zuchy. Wasza sprawa, nam nic do tego, byle meldunek był. Zainteresowanych źródłami historycznymi odsyłam do filmu Stanisława Barei " Nie ma róży bez ognia "

Kapitalizm był inny, był wredny i wsadzał nos w nie swoje sprawy, dyktował jak i w jakich warunkach mamy mieszkać. Choć stwierdzić trzeba  - dając kapitalizmowi jakiś tam handicap - że i on na początku nie wsadzał nosa w nie swoje sprawy i pozwalał ludziom żyć bardzo różnie, w warunkach bardzo różnych, a nawet urągających. Tak było do roku 1832 kiedy to  w Manchesterze wybuchła epidemia cholery, która uderzyła jednakowo i w kapitalistów i w socjalistów i w proletariuszy, którzy samochód Volvo mogli znać jedynie ze snów, o ile w ogóle się obudzili i mogli sobie przypomnieć co im się sniło.

Cholera uświadomiła wszystkim, że tak dalej być nie może, że w mieście, w którym mieszkało 20 lat wcześniej 15 tysięcy mieszkańców nie może mieszkać 200 tysięcy ludzi, że potrzebne są wodociągi, kanalizacja, bądź zorganizowany wywóz nieczystości. Bo z braku higieny i z koncentracji 100 tysięcy ludzi na 5 km2 brały się epidemie nie tylko cholery. W większosci miast Europy powstaje miejska, wodociągowo - kanalizacyjna infrastruktura, której z wielką korzyścią dla zdrowia używamy do dziś. To z tego czasu pochodzi i warszawska sieć zaprojektowana i wykonana przez brytyjskich inżynierów, braci Lindleyów, synów tego Lindleya. Potem parlamenty wprowadzają   prawa mające na celu poprawę warunków życia najbiedniejszych. Wreszcie w drugiej połowie XIX wieku pojawiają się charakterystyczne, angielskie osiedla robotnicze i jeszcze słynniejsze, nie do pomylenia z żadnym innym domem, Terrace house. Dziś standard tych szeregowców może śmieszyć, mogą śmieszyć ciasne izby i prawie pionowe schody. Jednak była to prawdziwa rewolucja w mieszkalnictwie ( nie lubię tego socjalistycznego słowa )  Pierwsze skanalizowane mieszkania, z osobną jadalnią i kuchnią  z living roomem, a co najważniejsze z osobnymi sypialniami dla dzieci i rodziców. Oczywiście nieodzowny kominek, który często - poprzez przewód kominowy - ogrzewał cały dom. Zaczął się " zimny wychów " Anglików, bo angielskie  domy, z pojedynczym oknem były jednak zimne. Dlatego odczuwanie zimna Anglika i Europejczyka z kontynentu jest inne. Nie powinien zatem nikogo dziwić widok Anglika idącego w sandałach, bermudach i t - shircie w mroźny poranek. Oni tak mają, zimny wychów.

Ofiarą tej rewolucji i nowego - bardziej humanitarnego - podejścia do zagadnień związanych z mieszkalnictwem, padł mieszkający w Conwy  rybak o nazwisku Robert Jones. Bycie rybakiem w Conwy to nie było jakieś nadzwyczaj trudne zajęcie, jeśli byliśmy zaopatrzeni w tabelę przypływów i odpływów morza. Uchodząca do Morza Irlandzkiego - poprzez zatokę Conwy - rzeka Conwy ma dziwną właściwość : wraz z odpływem bardzo przyspiesza, a z przypływem zaczyna płynąć w  odwrotnym kierunku, więc Robert Jones nie musiał specjalnie machać wiosłem. Wypływał z odpływem, a przypływał z przypływem. Szczęścia dopełniało i to, że miał bardzo blisko do pracy, bowiem jego dom stał nad samym brzegiem zatoki Conwy. Jedyny problem Roberta Jonesa polegał na tym, że był człowiekiem jak na swoją  epokę bardzo wysokim, mierzył ponad 190 cm i po powrocie z pubu nie mógł spać - jak każdy z nas - w poprzek domu. Dom Roberta był niewielki, raptem 3 metry wysokości i 1,8 metra szerokości, co uniemożliwiało spanie w poprzek. Poza tym pełny angielski standard, byłem widziałem, siedziałem przy kominku. Normalny mini - terrace house : living room, schody, bedroom na piętrze i miska jako bathroom. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba ? Wzrost Roberta Jonesa nie mógł ujść uwadze miejskich urzędników - kurdupli. Wiedzieć  musieli o tym, że Robert spać w poprzek w swoim własnym domu nie może i po kolejnej - jeszcze bardziej restrykcyjnej - nowelizacji Public Health Act uznali, że dom Roberta Jonesa kompletnie nie nadaje się na  mieszkanie dla przedstawiciela naszego gatunku. Nakazali wyprowadzkę, a po śmierci Jonesa rozbiórkę uroczego domku... i tu na wysokości zadania stanęli spadkobiercy Jonesa, którzy nie pozwolili ruszyć żadnej cegły i dachówki. Była to najbardziej dalekowzroczna decyzja krewniaków Robreta. Dziś do jego domu, w letni weekend ustawia się kolejka jak do mauzoleum Lenina, przemnożenie 1 funta ( dorośli ) i 50 pensów ( dzieci ) przez ilość osób daje wyobrażenie jaki dochody czerpie dziś rodzina Jonesów z faktu, że ich przodek miał najmniejszy domek w Conwy. Korzyści z wynajmu apartamentów czy innych penthausów wysiadają.

PS. Podobnych prześladowań ze strony niemieckich urzędników doświadczał i nasz rodak  Michał Drzymała - prekursor polskiego caravaningu - którego mobilne mieszkanie o powierzchni 20 m2 dla urzędnika lokalnej landratury było zbyt małe i niezbyt humanitarne. Ja zaś mieszkałem, z dwójką dzieci i małżonką moją Zofią , w mieszkaniu kwaterunkowym na 20 m2 i żaden landrat nie mógł nam podskoczyć, bo  socjalizm - w przeciwieństwie do kapitalizmu - się w mieszkania kwaterunkowe nie wtrącał po prostu, a co najważniejsze to wszyscy mieliśmy meldunek... i kropka.

Zobacz galerię zdjęć:

Schody do sypialni

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo