Polskie sklepy w Wielkiej Brytanii to zjawisko tak powszechne, że aż nie warte notki. Każdy kto był ten widział, a kto nie był ten będzie i zobaczy, wszystko zależy od czwartkowej decyzji Brytyjczyków. Sklepów jest taka mnogość, tak bogate zaopatrzenie, że z nabyciem dowolnego, polskiego produktu nie ma najmniejszych problemów. Mamy nawet Pewexy.

Mnogość asortymentowa bije na łeb markety angielskie. Anglicy jako zatwardziali pragmatycy uważają, że w sklepach ma być dwa rodzaje mąki : selfrising i zwykła, dwa rodzaje cukru : 0,5 kg i 1 kg, dwa rodzaje masła : naturalne i roślinne. Dwa rodzaje mleka : niebieskie i zielone ( niebieskie - pełne, zielone - chude ) i tak dalej. Polskie sklepy to inna para kaloszy, tu towar wylewa się wręcz na ulicę. Mamy wszystko: nostalgiczne konserwy tyrolskie, kętrzyńskie, legendarny paprykarz szczeciński, mielonki wieprzowe, pasztet podlaski. Nawet mleko " Łaciate " Majonezy wszystkie i chrzan " Polonez " Polskie chleby, słodycze w pełnym asortymencie, polskie ogórki i wiązki kopru z liściem chrzanu oraz główką czosnku. Wiadomo w jakim celu : małosolne czas zacząć. Wyroby wędliniarskie w komplecie : od kiełbasy zwyczajnej po kabanosy " Tarczyński " od polędwicy sopockiej, przez wędzonkę krotoszyńską do kindziuka... i słonina.

Ta słonina taka niezdrowa, sam tłuszcz i cholesterol, cichy zabójca. Iluż to zdrowych, w kwiecie wieku mężczyzn taka słonina wyprawiła na tamten świat częstując zawałem serca. Ta słonina taka dobra, taka smakowita. Te śnieżnobiałe plastry rzucone na patelnię tak pięknie się rumienią, kiedy zwiną się w uszka wyglądają jeszcze piękniej... nie ! nie ! jeszcze nie teraz, jeszcze chwilka, niech tłuszczyk złapie temperaturkę... teraz ! raz ! dwa ! trzy ! trzy jajeczka lądują na patelni, niektóre z podwójnym żółtkiem. Białko próbuje walczyć, nadyma się, pufa - nic z tego - jużeś w naszej mocy. Żółtko zachowuje się dostojniej, jest spokojne. Trzymamy nie za długo, pilnujemy by nie zrobić sadzonych typu " guzik " Na żółtku musi pozostać zauważalna, szklista błonka. To są prawdziwe, sadzone polskie jajka, na polskiej słoninie z polskiego sklepu. Do tego dwa ogórki małosolne, a jeśli nie sezon to kiszone. Taka jajecznica musi być jedzona z polskim chlebem pełnoziarnistym. Do chleba masła śmietankowego nie za grubo, tak 3 - 4 mm, to masło takie niezdrowe, iluż ono mężczyzn w kwiecie wieku przyprawiło o zawał serca. Masło naturalne to cichy zabójca. Te wszystkie śmiertelnie niezdrowe składniki do nabycia tylko w polskich sklepach. Gdyby nie było tych śmiertelnych zabójców na stole, tych wszystkich słonin, kiełbas, szynek, pasztetów i majonezów to w zasadzie możnaby umrzeć od razu nie czekając na " cichego zabójcę " Polskie sklepy są również popularne wśród Anglików, którzy zaczynają przekonywać się do polskich produktów. Przychodzi taki jeden i powiada
- Two Karpaki please
... i subiekt wie, że trzeba podać dwa piwa " Karpackie "
Nie wszystkie sklepy prowadzone są przez Polaków. Popularność sklepów sprawiła, że niektórzy muzułmanie, właściciele niewielkich corner shopów, przebranżawiają się, poszerzając w ten sposób bazę klientów o Polaków. Zwykle zatrudniają Polkę w charakterze asortymentowego doradcy i ekspedientkę jednocześnie. Uczą się naszych zwyczajów kulinarnych i przejmują nasze sklepowe know - how, co w oczywisty sposób zadaje kłam niektórym salonowym badaczom kultur, twierdzącym, że chrześcijanie stojący na niższym szczeblu cywilizacyjnej drabiny, przejmują obyczaje i styl życia muzułmanów, zakładając na głowę końskie czapraki. Nic podobnego, są jak widać sytuacje kiedy muzułmanin musi przejąć nasze obyczaje i sprowadzić do swojego sklepu słoninę wieprzową, bo niestety kozy i barany nie są na takim poziomie ewolucyjnym, aby produkowały słoninę.
PS. Dziś popełniam " świętokradztwo " jajecznica na czeskiej słoninie. Byliśmy w ostatni piątek z małżonką moją Zofią w czeskim sklepie i tytułem eksperymentu kupiłem połać czeskiej słoniny firmy " Krasno " z dopiskiem na opakowaniu "Klobasovnik " Zobaczymy czy jest krasna. Wygląda zachęcająco z tym obrazkiem lesera w kapeluszu leżącego pod drzewkiem kiełbasianym. Obym tylko nie zaczął śpiewać jak Karel Gott - albo nie daj Boże - jak Helena Vondrackova.



Komentarze
Pokaż komentarze (122)