Sędzia, który Legii nie lubi. Zimna wojna z gwizdkiem w tle

Sędzia Bartosz Frankowski. Fot. PZPN
Sędzia Bartosz Frankowski. Fot. PZPN
Wraz ze zmianą władz Polskiego Związku Piłki Nożnej i nastaniem ery Cezarego Kuleszy, w piłkarskiej centrali miało dojść do zmian. Nowy prezes miał się odciąć gruba kreską od tego, co było złe w trakcie dwóch kadencji swojego poprzednika Zbigniewa Bońka. I choć pierwsze jaskółki przemian już widać – zniesienie tabel w rozgrywkach dzieci, to trudno nie odnieść wrażenia, że, póki co, dla nowego szefa PZPN ważniejsze jest pozowanie do zdjęć z premierem i otwieranie sztucznych boisk, niż związkowa praca u podstaw.

Oczywiście skrajną naiwnością byłoby oczekiwanie, że po kilku tygodniach rządów Kulesza naprawi wszystko, co kulało za Bońka, ale w pewnych kwestiach liczyłem na zdecydowanie bardziej stanowczą reakcję barona z Białegostoku. Chodzi o kwestie sędziowskie w Ekstraklasie. Dla kogoś to błahostka, ale nawet najlepsze szkolenie (ponoć oczko w głowie nowego prezesa) będzie można w krzaki schować, jeśli przez błędy arbitrów młodzi ( i świetnie wyszkoleni) kandydaci na nowych Lewandowskich, będą tracić chęci do gry w piłkę i zrezygnują z uprawiania futbolu. Skąd te dramatyczne twierdzenia? 

Błąd na wejściu Kuleszy

Otóż, jestem przerażony, że Cezary Kulesza nie zaczął rządów od zmian w najbardziej skostniałej instytucji działającej pod egidą PZPN – Kolegium Sędziów. Co prawda, wraz z Bońkiem, odszedł uważany za tyrana i zamordystę przewodniczący tego gremium Zbigniew Przesmycki, ale co z tego, skoro na czele krajowych arbitrów stanął jego były zastępca Tomasz Mikulski. Stanął i stoi zamiast reagować i położyć kres zimnej wojnie, jaka od co najmniej roku toczy się pomiędzy Legią, a sędzią z Torunia Bartoszem Frankowskim. Warszawianie już w lutym ubiegłego roku wylosowali pismo do związku, by Frankowskiego nie wyznaczać do prowadzenia meczów ich drużyny.

Argumentowali, że gość fałszywie dmie w gwizdek i w każdym prowadzonym przez siebie spotkaniu Legii, ewidentnie krzywdzi zespół ze stolicy. Oczywiście nie może być tak, że kluby wybierają sobie sędziów, ale biorąc pod uwagę wizerunek ligi i fakt, że Bartosz Frankowski permanentnie myli się na niekorzyść Legii, prośba z Łazienkowskiej wydawała się uzasadniona. Tyle, że odbiła się od ściany.

W sobotę w meczu we Wrocławiu pomiędzy Śląskiem a Legią, oczywiście sędziowanym przez Frankowskiego, koszmarny błąd popełnił asystent arbitra z Torunia – Marcin Boniek, który najpierw zasygnalizował spalonego zawodnika Śląska, a po chwili, kiedy obrońcy z Warszawy stanęli jak słupy soli, opuścił chorągiewkę i akcja poszła dalej, a jej konsekwencją był zwycięski gol dla gospodarzy. 

Czytaj też:

Arbiter nie lubi Legii

Pewnie zaraz odezwą się obrońcy Frankowskiego, że trudno go winić za indolencję sędziego liniowego. Zgadza się, ale od tego jest głównym, by dobierać sobie współpracowników ze względu na ich umiejętności, a nie medialne nazwiska. No, a jeśli jeszcze dodamy, że pan Bartosz miał kłopoty ze wzrokiem, kiedy Wojciech Golla wyciął w polu karnym Tomasa Pekharta, to trudno oprzeć się wrażeniu, że sędzia zwyczajnie Legii nie lubi i każdą boiskową wątpliwość rozstrzyga na niekorzyść mistrzów Polski.

Bywa, nie wszyscy wszystkich muszą lubić, ale w takich sytuacjach oczekiwałbym zdecydowanej reakcji PZPN i KS, a tej brak. No bo po co Frankowski ma się męczyć z Legią, a Legia z Frankowskim, skoro można po prostu nie delegować go do prowadzenia meczów CWKS-u? Cicha wojenka pomiędzy sędzią a klubem ze stolicy, cieszy trzy czwarte piłkarskiej Polski. Wiadomo, że Legii nie lubi prawie nikt, dlatego w tym sporze sympatia kibiców jest po stronie Frankowskiego. Tyle, że tak jak teraz sędzia z Torunia postępuje z Legią, za chwilę arbiter Iksiński może sobie poczynać z Lechem, Wisłą, Cracovią czy Górnikiem Zabrze.

Były prezes PZPN i znakomity przed laty sędzia Michał Listkiewicz, który, swoja drogą, bardzo ceni Bartosza Frankowskiego, powiedział mi, że jeśli sędzia na boisku kieruje się sympatiami do danego klubu, to powinien natychmiast zawiesić gwizdek na kołku i zająć się czymkolwiek innym, byle nie prowadzeniem meczów.

Absolutnie, nie mam nic do pana Bartosza i nie namawiam go do zakończenia kariery, ale może byłoby lepiej dla jego komfortu i zdrowia psychicznego oraz dla atmosfery wokół Ekstraklasy, gdyby sam poprosił o nie przydzielanie mu do sędziowania Legii. Niech sędzia pokaże, że ma jaja i przyzna, że nie radzi sobie z presją przy okazji rozstrzygania spotkań ekipy Czesława Michniewicza. Niech ma odwagę przyznać się do błędu, skoro tej brakuje szefom związku. Bo włodarze PZPN widocznie wychodzą z założenia, że skoro nie mówi się o problemach, to ich nie ma. 

Piotr Dobrowolski

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport