SquareWrestler SquareWrestler
84
BLOG

Zakute łby. Sezon II #2. Koalicja się nie rozpada. Ona się rozchodzi

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 0
Psy gryzą. Ale kiedy zaczynają gryźć się nawzajem po kostkach, warto sprawdzić, co dzieje się przy korycie. PSL patrzy na próg, Polska 2050 walczy o przetrwanie, Hołownia wraca do gry, a były poseł ludowców ostrzega dawnych kolegów, że „puszka Pandory” siedzi w jego głowie. Koalicja jeszcze się nie rozpada. Na razie każdy sprawdza, gdzie stoi jego własna szalupa.

Psy gryzą. Ale kiedy zaczynają gryźć się nawzajem po kostkach, warto sprawdzić, co dzieje się przy korycie.


Jeszcze siedzą przy jednym stole. Jeszcze głosują za tym samym rządem. Jeszcze na konferencjach mówią o odpowiedzialności, stabilności i wspólnym projekcie.


Ale kiedy przestać słuchać deklaracji i zacząć patrzeć na ruchy poszczególnych graczy, obraz robi się znacznie ciekawszy.


Polska 2050 walczy sama ze sobą.


Hołownia znowu szuka miejsca przy głównym stole.


PSL patrzy na próg wyborczy.


Kraków staje się pierwszym poligonem samodzielnej gry.


A były poseł ludowców wychodzi przed kamerę i ostrzega swoich dawnych kolegów:


nie otwierajcie puszki Pandory, bo puszka Pandory jest w mojej głowie.


To jeszcze nie jest rozpad koalicji.


To etap wcześniejszy.


Każdy zaczyna sprawdzać, gdzie stoi jego własna szalupa.


Umowa mówiła: konsensus


Kiedy powstawała obecna koalicja, zapisano w jej umowie, że decyzje mają zapadać w drodze konsensusu.


Ładnie.


Tyle że umowa opisuje sposób działania rządu.


Nie opisuje instynktu samozachowawczego partii, które patrzą na kolejne wybory i zaczynają liczyć, czy w ogóle się w nich utrzymają.


A liczby są brutalne.


W badaniu IBRiS przeprowadzonym 21–22 sierpnia Koalicja Obywatelska uzyskała 28,1 proc.


PSL — 3,5 proc.


Polska 2050 — 0,8 proc.


Zero przecinek osiem.


To już nie jest wynik, przy którym zastanawiasz się, jak wygrać wybory.


To jest wynik, przy którym zaczynasz się zastanawiać, jak politycznie przeżyć.


I wtedy zachowania, które osobno wyglądają jak zwykłe partyjne przepychanki, zaczynają układać się w logiczną całość.


Kraków. Pierwszy poligon


27 września odbędą się przedterminowe wybory prezydenta Krakowa.


Koalicja Obywatelska i PSL postawiły na Monikę Piątkowską.


Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz pokazali wspólną kandydatkę.


Polska 2050 nie poszła za nimi.


Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz krytykowała sposób ogłoszenia kandydatury, a ugrupowanie zdecydowało, że w pierwszej turze nie poprze żadnego kandydata.


I właśnie dlatego Kraków jest czymś więcej niż lokalnymi wyborami.


To pierwszy poważniejszy poligon, na którym można zobaczyć, ile naprawdę zostało ze wspólnego szyldu.


W Warszawie — koalicja.


W Krakowie — każdy liczy własne głosy.


A przecież do wyborów parlamentarnych jeszcze daleko.


Hołownia. Kameleon wraca do gry


Szymon Hołownia to przypadek osobny.


Odsunął się od kierowania Polską 2050.


Partią kieruje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.


Można było odnieść wrażenie, że były marszałek wycofuje się z pierwszej linii.


Tyle że polityczna próżnia długo pusta nie pozostaje.


Hołownia znowu jest w grze.


Wraca temat jego większej roli w klubie parlamentarnym. Wraca również temat wejścia do rządu.


I nie chodzi o byle stanowisko.


W medialnych doniesieniach pojawiła się funkcja wicepremiera, także w wariancie odpowiedzialności za bezpieczeństwo informacyjne państwa.


Sam Hołownia potwierdził otwartość na rozmowy, choć decyzji jeszcze nie ogłoszono.


Czyli człowiek, który odszedł od kierowania własną partią, może za chwilę wrócić do centrum jej parlamentarnej gry i jednocześnie wejść na wyższy poziom w rządzie.


Kameleon?


Trochę tak.


Ale można powiedzieć prościej.


Hołownia zobaczył wolną przestrzeń i próbuje ją zająć.


Bo kiedy własne ugrupowanie dostaje 0,8 proc., kończy się luksus spokojnego czekania.


Zaczyna się walka o przetrwanie.


A przy okazji robi się jeszcze ciekawiej, bo nie wszyscy w Polsce 2050 patrzą na ewentualny awans Hołowni z zachwytem.


Kiedy pojawił się temat stanowiska wicepremiera, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz mówiła nawet o „handelku stanowiskiem”.


To już nie jest tylko spór Polski 2050 z koalicjantami.


To zaczyna przypominać spór wewnątrz ugrupowania o to, kto będzie negocjował jego dalsze istnienie.


PSL. 3,5 procent realizmu


Ludowcy są w trochę lepszej sytuacji.


Ale „trochę lepszej” oznacza w tym przypadku 3,5 proc.


Czyli nadal poniżej progu.


Nic dziwnego, że regularnie wraca temat ponownego sklejenia politycznego projektu z Polską 2050.


Trzecia Droga miała być kiedyś świeżą alternatywą.


Dziś jej dawni uczestnicy mogą znowu potrzebować siebie nawzajem.


Nie dlatego, że nagle odkryli wielką wspólną ideę.


Tylko dlatego, że osobno mogą nie wejść do Sejmu.


I dokładnie w takim momencie do drzwi PSL puka przeszłość.


„Puszka Pandory to moja głowa”


Władysław Serafin.


Były poseł PSL.


Wieloletni człowiek środowiska ludowców.


I od razu jedno zastrzeżenie.


Nie zamierzam robić z niego kryształowego demaskatora.


Serafin sam ma ogromny bagaż.


W sierpniu został nieprawomocnie skazany na sześć lat więzienia w sprawie związanej ze SKOK Wołomin.


Wyrok nie jest prawomocny.


Ten kontekst jest fundamentalny.


Serafin może mieć własne rachunki do wyrównania.


Może działać z zemsty.


Może próbować budować własną linię obrony.


Może mówić prawdę.


Może mówić półprawdę.


Może mieszać jedno z drugim.


Ale właśnie dlatego jego wystąpienie jest tak ciekawe.


Bo on nie przychodzi z zewnątrz.


On był w środku.


I mówi do ludzi PSL:


„Nie otwierajcie puszki Pandory, bo moja głowa […] to jest puszka Pandory”.


Zapowiada nazwiska.


Zapowiada mechanizmy.


Wraca do Elewarru.


Mówi o ogromnych pieniądzach i interwencjonizmie rolnym.


Formułuje bardzo ciężkie zarzuty.


I tutaj trzeba postawić wyraźną kreskę:


Serafin na razie tego nie udowodnił.


Nie pokazał dokumentów pozwalających przyjąć jego oskarżenia jako fakt.


Ale to wcale nie znaczy, że jego słowa należy zignorować.


Bo najciekawsze nie jest jeszcze to, co powiedział.


Najciekawsze jest to, kto to powiedział.


Nie polityczny przeciwnik PSL.


Nie dziennikarz.


Nie internetowy komentator.


Były człowiek tego środowiska mówi swoim dawnym kolegom:


nie zaczynajcie ze mną, bo zacznę mówić.


I właśnie tutaj warto zatrzymać kamerę.


Nie zainteresował mnie Serafin dlatego, że uważam go za świętego.


Zainteresował mnie właśnie dlatego, że przez lata siedział przy tym stole.


Człowiek z zewnątrz może podejrzewać.


Człowiek ze środka może wiedzieć.


To nadal nie oznacza, że mówi prawdę.


Ale oznacza, że jeśli naprawdę zacznie publikować nazwiska, dokumenty, daty i mechanizmy, warto będzie sprawdzać każde jego zdanie.


Jedno po drugim.


Bez wiary.


Bez taryfy ulgowej.


Ale również bez odwracania wzroku.


Jeszcze się nie rozpadli


Donald Tusk nadal jest premierem.


Władysław Kosiniak-Kamysz nadal jest wicepremierem.


Polska 2050 nadal uczestniczy w rządzeniu.


Lewica również.


Większość parlamentarna nadal istnieje.


Dlatego pisanie dzisiaj, że koalicja się rozpadła, byłoby zwyczajnie nieprawdziwe.


Ale można powiedzieć coś innego.


Koalicja coraz mniej przypomina projekt ludzi idących w jednym kierunku, a coraz bardziej grupę graczy sprawdzających, kto gdzie znajdzie się po następnym rozdaniu.


Kraków — osobna gra.


Polska 2050 — walka o stery.


Hołownia — powrót do gry i rozmowy o nowej pozycji.


PSL — 3,5 proc.


Polska 2050 — 0,8 proc.


Dawni partnerzy mogą znowu potrzebować siebie nie po to, by wspólnie zwyciężyć, ale żeby wspólnie przeżyć.


A na dokładkę były człowiek PSL wychodzi przed kamerę i oznajmia, że puszka Pandory znajduje się w jego głowie.


Nie wiem, co w tej puszce jest.


Serafin tego jeszcze nie udowodnił.


Może tam być materiał poważny.


Może osobista zemsta.


Może jedno i drugie.


Ale właśnie takie momenty są w polityce najciekawsze.


Bo dopóki wszyscy płyną jednym statkiem, pilnują, żeby nikt nie zrobił dziury w burcie.


Problem zaczyna się wtedy, kiedy część załogi przestaje wierzyć, że statek dopłynie.


Wtedy przestaje się pilnować statku.


Zaczyna się pilnować własnej szalupy.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka