To nie są te same sprawy.
Nie mają tego samego mechanizmu, tych samych beneficjentów ani tego samego statusu prawnego.
Ale jest wspólny mianownik, którego coraz trudniej nie zauważać.
Zmieniają się spółki, programy, urzędy i kwoty. Wraca natomiast ten sam polityczny ośrodek władzy.
Donald Tusk był premierem, gdy działało Amber Gold i gdy przeprowadzano kluczowe transakcje Polnordu. Jest premierem, gdy państwo pod jego rządem rozlicza KPO i realizuje gigantyczne zobowiązanie w ramach SAFE.
W dwóch kluczowych historiach powraca także Roman Giertych — za każdym razem w innej roli.
To nie jest dowód wspólnego planu.
To pytanie o państwo, w którym wiedza zadziwiająco często kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność.
PAŃSTWO, KTÓRE WIE PO KAWAŁKU
W Polsce wielkie afery rzadko kończą się hukiem.
Znacznie częściej kończą się protokołem.
Najpierw ruszają pieniądze.
Potem pojawiają się urzędy, służby, prokuratorzy, komisje i eksperci.
Każdy widział fragment.
Nikt nie widział całości.
Jeden nie pamięta.
Drugi nie był właściwy.
Trzeci przekazał dokument dalej.
Czwarty nie miał wystarczających podstaw.
Piąty działał zgodnie z procedurą.
Na końcu zostają poszkodowani, akcjonariusze albo podatnicy.
Pieniądze są już gdzie indziej.
Odpowiedzialność bezpiecznie leży w segregatorze.
AMBER GOLD. WIEDZIELI, ŻE TO LIPA
Amber Gold działało od 2009 do 2012 roku.
Niemal 19 tysięcy klientów straciło prawie 851 milionów złotych. Firma przyjmowała pieniądze pod obietnicą inwestowania w złoto, choć nie miała zezwolenia na prowadzenie działalności bankowej.
Sygnały alarmowe pojawiły się bardzo wcześnie.
Komisja Nadzoru Finansowego zawiadomiła prokuraturę już w grudniu 2009 roku.
W styczniu 2010 roku odmówiono wszczęcia śledztwa.
Dopiero po zażaleniu KNF sprawą ponownie zajęły się organy ścigania.
Procedury trwały.
Pieniądze płynęły.
Reklamy przyciągały kolejnych klientów.
Jak podawały media, powołując się na komisję śledczą, 24 maja 2012 roku do premiera Donalda Tuska miała trafić notatka ABW, w której Amber Gold opisano jako piramidę finansową, a środki klientów jako kierowane do OLT Express.
Kilka miesięcy później konstrukcja się zawaliła.
Najbardziej pamiętne zdanie padło jednak dopiero przed komisją śledczą.
Michał Tusk, który pracował dla OLT Express, powiedział:
„Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa”.
Trzeba uczciwie dodać: tłumaczył, że chodziło o podejrzenia, a nie wiedzę o popełnieniu przestępstwa.
I właśnie dlatego to zdanie jest tak mocne.
KNF wiedziała wystarczająco dużo, żeby alarmować prokuraturę.
ABW wiedziała wystarczająco dużo, żeby ostrzegać premiera.
Premier i jego syn mieli wystarczająco dużo podejrzeń, żeby prywatnie mówić o „lipie”.
A tysiące obywateli nadal wpłacały pieniądze.
Państwo wiedziało po kawałku.
Obywatele stracili wszystko w całości.
POLNORD. WIELKI BIZNES W TRZYNASTU METRACH
Mniej więcej w tym samym okresie rozgrywała się zupełnie inna historia.
Nie piramida finansowa.
Nie tysiące drobnych klientów.
Giełdowa spółka, kancelarie, wierzytelności i dziesiątki milionów złotych.
Na przełomie 2010 i 2011 roku Sebastian J., pseudonim „Foka”, wieloletni ochroniarz, kierowca i współpracownik Romana Giertycha, zakłada dwie spółki: New Industry i TG.
Jak wynika z danych KRS i uzasadnienia umorzenia opisywanego przez WP, każda miała po 5 tys. zł kapitału, a siedzibą był wynajęty od żony „Foki” 13-metrowy pokój w mieszkaniu w Błoniu.
Nie ma wielkiego biura.
Nie ma rozbudowanej kadry.
Nie ma poważnego majątku.
Jest za to wielki biznes.
Obie spółki podpisują umowy na obsługę prawną z kancelarią Romana Giertycha.
Kilka dni później Prokom Investments przenosi na nie sporne wierzytelności wobec warszawskiego MPWiK, wyceniane na blisko 73 miliony złotych.
Spółki z kapitałem po 5 tysięcy zobowiązują się zapłacić Prokomowi 51 milionów.
Skąd miały wziąć takie pieniądze?
Najwyraźniej pytanie nie przeszkodziło w przeprowadzeniu operacji.
19 kwietnia 2011 roku Polnord kupił od New Industry i TG te same wierzytelności za łącznie 58 milionów złotych.
Wierzytelności przeszły więc przez dwie mikroskopijne spółki i zamieniły się w realne pieniądze wypłacone przez giełdowego dewelopera.
A teraz najciekawsze.
Jak wynika z uzasadnienia umorzenia cytowanego przez WP, kancelaria Romana Giertycha obsługiwała Prokom, Polnord, New Industry i TG.
Wszystkie cztery strony transakcji.
Z opisywanego przez media uzasadnienia wynikało również, że Giertych był informowany mailowo o przygotowywanych operacjach, a kancelaria otrzymywała za swoją pracę wynagrodzenie.
To nie jest dowód popełnienia przestępstwa.
Jest jednak wystarczającym powodem, żeby zapytać o zakres wiedzy prawnika, możliwy konflikt interesów i granicę pomiędzy przygotowaniem dokumentów a współtworzeniem konstrukcji umożliwiającej przepływ pieniędzy.
Według ostatecznej oceny prokuratury Roman Giertych kluczowych decyzji nie podejmował.
Wykonywał czynności prawne.
Mózgiem operacji mieli być biznesmen Ryszard K. oraz „Foka”.
I tutaj historia zaczyna przypominać groteskę.
Znany mecenas, były wicepremier, człowiek od lat obracający się wśród najbogatszych Polaków miał być wykonawcą bez samodzielności decyzyjnej.
A człowiek prowadzący wielomilionowy biznes?
Ochroniarz i kierowca.
Z trzynastometrowego pokoju.
Wygodny człowiek do wszystkiego.
Jeszcze wygodniejszy do odpowiedzialności.
PROKURATOR CZYTA, GIERTYCH ŚPI
Tutaj trzeba napisać również coś niewygodnego dla drugiej strony.
Śledztwo prowadzone za rządów PiS zostało poprowadzone w sposób, który sam dał Giertychowi jeden z najmocniejszych argumentów w obronie.
W październiku 2020 roku został zatrzymany przez CBA.
Podczas czynności zasłabł i trafił do szpitala.
Następnego dnia sporządzono protokół, według którego prokurator odczytywał mu zarzuty, choć jednocześnie odnotowano, że podejrzany śpi i nie ma z nim kontaktu.
Sąd uznał później zatrzymanie, doprowadzenie i przeszukanie za niezasadne i nielegalne.
Sądy rozpatrujące wniosek o areszt wskazywały również, że przedstawiony materiał nie dawał wymaganego wysokiego prawdopodobieństwa popełnienia zarzucanych czynów.
To nie był wyrok uniewinniający.
Ale była to poważna kompromitacja prokuratury.
PiS dostał do ręki skomplikowaną sprawę finansową i zamiast chirurgii użył młotka.
W efekcie symbolem sprawy nie zostały wielomilionowe przepływy.
Został nim prokurator czytający zarzuty śpiącemu człowiekowi.
Prezent dla Giertycha zapakowany przez jego przeciwników.
Tyle że kompromitacja prokuratury nie kasuje pytań o pieniądze.
Nie wyjaśnia, jak spółki „Foki” dostały dostęp do wielomilionowej operacji.
Nie odpowiada, dlaczego jedna kancelaria obsługiwała wszystkie jej strony.
Nie tłumaczy dalszych przepływów finansowych.
Można jednocześnie uznać działania prokuratury PiS za nieudolne i domagać się wyjaśnienia mechanizmu Polnordu.
Jedno nie unieważnia drugiego.
ZMIENIA SIĘ WŁADZA. ZMIENIA SIĘ OCENA
Po zmianie rządu zmienił się prokurator prowadzący sprawę.
W styczniu 2025 roku postępowanie wobec Romana Giertycha prawomocnie umorzono.
Uznano, że nie ma dowodów jego świadomego udziału w przestępstwie, a jego rola ograniczała się do zawodowej obsługi prawnej.
To rozstrzygnięcie należy przyjąć do wiadomości.
Ale prawomocne umorzenie nie oznacza zakazu zadawania pytań.
Jak opisali dziennikarze WP, Money.pl i DGP, w sprawie pojawił się też trop przelewów z podmiotu z Liechtensteinu, przez który do kancelarii miało trafić ok. 900 tys. zł. Według tych publikacji nie przesłuchano kluczowych osób związanych z zagraniczną strukturą i nie wystąpiono do Liechtensteinu o dokumenty.
To nadal nie jest dowód winy Giertycha.
Ale jeżeli istotny trop nie został sprawdzony przed wydaniem korzystnej dla niego decyzji, opinia publiczna ma prawo zapytać:
dlaczego?
Zwłaszcza że politycznego kalendarza wymazać się nie da.
Kluczowa transakcja Polnordu odbyła się w 2011 roku.
Premierem był Donald Tusk.
Wątek Romana Giertycha prawomocnie umorzono za kolejnego rządu Donalda Tuska.
Giertych był już wtedy posłem klubu Koalicji Obywatelskiej.
Nie ma dowodu, że Donald Tusk polecił prokuraturze umorzenie tej sprawy.
Takiego twierdzenia tutaj nie stawiam.
Ale właśnie dlatego interes państwa wymagałby, aby decyzja została wyjaśniona tak dokładnie, żeby polityczne podejrzenia rozbijały się o dokumenty.
Tym bardziej że sama sprawa się nie skończyła.
Pod koniec sierpnia 2026 roku Prokuratura Regionalna w Lublinie potwierdzała dalsze prowadzenie śledztwa, w którym status podejrzanych zachowywało osiem osób, między innymi Ryszard K. i Sebastian J. „Foka”.
Giertych z własnego wątku wyszedł.
Ludzie stojący obok niego nadal pozostają.
KIERUNEK: ITALIA. KALENDARZ TEŻ MA ZNACZENIE
Jest jeszcze jeden szczegół tej historii.
Roman Giertych przez kilka lat mieszkał we Włoszech.
Nie pojawił się w Polsce nawet podczas kampanii parlamentarnej 2023 roku.
15 października odbyły się wybory.
Giertych zdobył mandat z listy Koalicji Obywatelskiej.
7 listopada zapowiedział powrót do kraju.
13 listopada złożył ślubowanie poselskie.
Donald Tusk nie był jeszcze wtedy premierem. Jego rząd został zaprzysiężony miesiąc później.
Nie ma więc sensu pisać, że Giertych „wrócił za rządów Tuska”.
Chronologia jest jednak ciekawsza bez takiego uproszczenia.
Przez lata Włochy.
Potem wybory i zmiana parlamentarnej większości.
Powrót do Polski.
Mandat posła KO.
Donald Tusk ponownie zostaje premierem.
A kilkanaście miesięcy później wątek Giertycha w sprawie Polnordu zostaje prawomocnie umorzony.
Każde z tych wydarzeń osobno ma swoje wyjaśnienie.
Przypadek?
Być może.
Tylko tych przypadków w tej historii robi się coraz więcej.
GIERTYCH PRZY DWÓCH STOŁACH
I tutaj Amber Gold spotyka się z Polnordem.
Nie poprzez jeden mechanizm finansowy.
Nie poprzez wspólną aferę.
Poprzez polityczne otoczenie i powracające nazwiska.
Roman Giertych nie uczestniczył w mechanizmie finansowym Amber Gold.
Nie ma podstaw, żeby mu coś takiego przypisywać.
Pojawił się później jako pełnomocnik Michała i Donalda Tusków przed komisją śledczą.
To legalna rola adwokata.
Ale zestawienie pozostaje interesujące.
W Polnordzie jego kancelaria obsługiwała wszystkie strony kluczowej transakcji.
W Amber Gold Giertych siedział przy stole komisji jako pełnomocnik Tusków.
Raz blisko pieniędzy.
Drugi raz blisko politycznej odpowiedzialności.
Dziś jest posłem klubu KO.
Nie dowodzi to istnienia jednego układu przestępczego.
Pokazuje natomiast, dlaczego słowa „przypadek”, „nie wiedziałem” i „nie podejmowałem decyzji” nie powinny zamykać dyskusji.
Powinny ją otwierać.
CI SAMI? NIE. TEN SAM OŚRODEK WŁADZY
I właśnie dlatego tych historii nie warto rozdzielać.
Amber Gold, Polnord, KPO i SAFE nie są jedną aferą.
Nie mają tych samych beneficjentów.
Nie mają nawet tego samego charakteru prawnego.
SAFE nie jest aferą w ogóle.
Ale jest wspólny mianownik.
Zmieniają się nazwy spółek, programów, urzędów i procedur.
Zmieniają się role poszczególnych ludzi.
Wraca natomiast ten sam polityczny ośrodek władzy.
Przy Amber Gold premierem był Donald Tusk.
Gdy przeprowadzano kluczową transakcję Polnordu — premierem był Donald Tusk.
Gdy za kolejnego rządu Tuska umorzono wątek Romana Giertycha, Giertych był już posłem klubu KO.
KPO HoReCa realizowane jest pod rządami Donalda Tuska.
SAFE również jest realizowane przez państwo kierowane przez jego rząd.
To nie dowodzi wspólnego planu.
Ale sprawia, że pytanie o powtarzalność mechanizmu nie jest już wyłącznie historyczne.
Bo kiedy przy kolejnych wielkich pieniądzach wraca ten sam polityczny ośrodek, obywatel ma prawo zapytać:
ile razy można usłyszeć „nie wiedzieliśmy”, zanim „nie wiedzieliśmy” samo stanie się problemem władzy?
KPO. W KPO NIE MA LIPY. JEST REGULAMIN
I tutaj dochodzimy do współczesności.
KPO HoReCa nie jest drugim Amber Gold ani drugim Polnordem.
Nie ma podstaw, żeby pisać o masowym rozkradzeniu tych środków.
Ale pokazuje ciekawą ewolucję mechanizmu.
Tutaj nie trzeba już mówić:
„nie wiedziałem”.
Można powiedzieć:
„wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem”.
Według PARP zawarto 3005 umów o wartości około 1,2 miliarda złotych. Po medialnej burzy wokół części finansowanych inwestycji ruszyły kontrole. Weryfikacja 250 projektów realizowanych przez jednego z operatorów nie wykazała nieprawidłowości merytorycznych; w 40 przypadkach stwierdzono uchybienia formalne.
I właśnie to jest najciekawsze.
A jeśli kontrowersyjny wydatek rzeczywiście był zgodny z zasadami?
Wtedy problemem nie musi być beneficjent.
Problemem mogą być zasady.
Absurd nie zawsze musi łamać prawo.
Czasami wystarczy ubrać go w regulamin, formularz, pieczątkę i podpis eksperta.
Przedsiębiorca prawidłowo złożył wniosek.
Ekspert prawidłowo ocenił.
Operator prawidłowo podpisał.
PARP nadzorowała operatora.
Ministerstwo nadzorowało PARP.
Wszyscy wykonali swoją procedurę.
Procedura natomiast nie ponosi odpowiedzialności.
OD „LIPY” DO REGULAMINU
Amber Gold miało ostrzeżenia.
Polnord miał wielomilionowe transakcje i uczestników, których zakres wiedzy oraz odpowiedzialności ustalano przez lata.
KPO ma regulamin, ekspertów, operatorów i nadzór.
Scenografia się zmienia.
Pytanie pozostaje to samo.
Kto wiedział?
A zaraz potem:
kto odpowiada?
I dokładnie w tym miejscu odpowiedzialność zaczyna rozpadać się na kawałki.
Każdy odpowiada za fragment.
Nikt za całość.
A pieniądze?
Pieniądze jako jedyne zawsze wiedzą, dokąd mają trafić.
SAFE. TERAZ STAWKA JEST INNA
I właśnie w tym momencie pojawia się SAFE.
Polska podpisała umowę na 43,7 mld euro pożyczki — podkreślam: pożyczki zwrotnej, nie dotacji — z instrumentu SAFE.
Polski plan inwestycyjny obejmuje prawie 140 projektów.
Pod koniec maja Agencja Uzbrojenia i Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni podpisały 62 umowy finansowane z SAFE o łącznej wartości około 120 miliardów złotych.
Czyli test już trwa.
I tutaj uczciwość wymaga powiedzenia jednej rzeczy bardzo wyraźnie.
SAFE nie jest aferą.
Nie ma podstaw, żeby twierdzić, że pieniądze zostaną źle wydane.
Polska potrzebuje ogromnych nakładów na bezpieczeństwo.
Ale SAFE jest testem.
Testem jawności.
Testem nadzoru.
Testem odpowiedzialności.
I to testem przeprowadzanym na państwie, którego wcześniejszy bilans wielkich pieniędzy nie daje obywatelowi powodu do bezwarunkowego zaufania.
Jest przy tym jeszcze jeden świeży szczegół.
2 września, dzień przed powstaniem tej wersji tekstu, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że prezydencki projekt Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, realizujący koncepcję „Polskiego SAFE 0%”, nie zostanie skierowany pod obrady Sejmu.
Czarzasty nazwał projekt „bublem prawnym”, wskazując na wątpliwości konstytucyjne i negatywną opinię Europejskiego Banku Centralnego.
Jednocześnie do sejmowej „zamrażarki” — jak sam określił swoją decyzję — trafiły także prezydencki projekt „Tani prąd –33%” oraz projekt dotyczący przywrócenia prawa do sądu.
Można zgadzać się z argumentami marszałka albo je odrzucać.
Ale polityczny obraz jest osobliwy.
Państwo zaciąga 43,7 miliarda euro oprocentowanej pożyczki i już podpisuje finansowane z niej kontrakty.
Alternatywny projekt nazwany „SAFE 0%” nie dostanie nawet debaty na sali plenarnej.
I znów decyzja zapada wcześniej niż publiczna dyskusja.
43,7 miliarda euro to nie prezent.
To nie dotacja.
To zobowiązanie.
Pieniądze trzeba będzie oddać.
Także wtedy, gdy polityków podpisujących dzisiejsze dokumenty dawno nie będzie już w rządzie.
Część rachunku przypadnie ludziom, którzy dzisiaj są dziećmi.
Dlatego „proszę nam zaufać” nie wystarczy.
Za każdą dużą decyzją powinno stać nazwisko.
Za nazwiskiem dokument.
Za dokumentem podpis.
A za podpisem odpowiedzialność.
Nie ministerstwo.
Nie agencja.
Nie bank.
Nie operator.
Nie procedura.
Człowiek.
PAŃSTWO WYGODNEJ NIEWIEDZY
Nie twierdzę, że Donald Tusk ukradł pieniądze klientów Amber Gold.
Nie twierdzę, że Roman Giertych wyprowadził pieniądze z Polnordu. Jego wątek został prawomocnie umorzony.
Nie twierdzę, że KPO HoReCa było wielkim programem przestępczym.
Nie twierdzę też, że SAFE stanie się aferą.
Twierdzę coś innego.
Polityczny obraz kolejnych historii jest niepokojąco znajomy.
W Amber Gold pojawiały się ostrzeżenia, ale państwo nie zatrzymało mechanizmu na czas.
W Polnordzie przez lata ustalano, kto wiedział, kto decydował i kto tylko wykonywał czynności.
Przy KPO państwo zaczęło sprawdzać własny system po publicznej burzy, a część najbardziej krytykowanych projektów mogła być po prostu zgodna z zasadami.
Przy SAFE podpisano już dziesiątki umów za około 120 miliardów złotych.
Alternatywny prezydencki projekt dotyczący finansowania obronności nie trafi nawet pod obrady Sejmu.
A polityczne centrum władzy znów jest znajome.
Donald Tusk wtedy.
Donald Tusk dziś.
Nie dowodzi to przestępstwa.
Ale odpowiedzialność polityczna nie zaczyna się dopiero w momencie postawienia zarzutów.
Zaczyna się tam, gdzie państwo bierze od obywateli mandat do podejmowania decyzji za miliardy.
Dlatego tym razem warto zadawać pytania przed faktem.
Kto wybiera?
Kto zatwierdza?
Kto podpisuje?
Kto kontroluje?
I kto odpowiada?
Bo scenariusz zawsze wygląda tak samo.
Najpierw ruszają pieniądze.
Potem budzą się kontrole.
Na końcu zostaje protokół, że nikt nie wiedział wystarczająco dużo.
ŹRÓDŁA I MATERIAŁY
WP — uzasadnienie umorzenia wątku Romana Giertycha w sprawie Polnordu.
Money.pl — mechanizm Polnordu i trop przelewów z Liechtensteinu.
„Dziennik Gazeta Prawna” — przelewy i czynności, których według publikacji nie wykonano przed umorzeniem.
PAP — orzeczenia dotyczące zatrzymania Romana Giertycha.
Zero.pl — stan śledztwa Polnordu pod koniec sierpnia 2026 roku.
PAP — historia Amber Gold, liczba klientów i wysokość strat.
Prokuratura Krajowa — zawiadomienie KNF w sprawie Amber Gold.
PAP — zeznania Michała Tuska przed komisją śledczą.
WP i oficjalne dane Sejmu — pobyt Romana Giertycha we Włoszech, zapowiedź powrotu do Polski oraz ślubowanie poselskie w listopadzie 2023 roku.
PARP — dane dotyczące programu KPO HoReCa.
Polskie Radio Rzeszów/PAP — wyniki kontroli projektów HoReCa.
Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Obrony Narodowej — umowa SAFE, polski plan inwestycyjny oraz kontrakty finansowane z programu.
Kancelaria Prezydenta RP — projekt Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych „Polski SAFE 0%” oraz projekt „Tani prąd –33%”.
Wypowiedź marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z 2 września 2026 roku — decyzja o nieskierowaniu trzech prezydenckich projektów pod obrady Sejmu.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)