Tomasz Szymborski Tomasz Szymborski
150
BLOG

Patenty i wschodni wektor. Kto naprawdę zyska na likwidacji śląskiej fabryki?

Tomasz Szymborski Tomasz Szymborski Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 8
W lipcu władze państwowego Towarzystwa Finansowego „Silesia” (TFS) podjęły decyzję o likwidacji Fabryki Elementów Złącznych S.A. w Siemianowicach Śląskich. Od tego momentu do nazwy spółki dodano „w likwidacji”.

Z ustaleń wynika, że pod płaszczykiem nierentowności i przegranej walki z rynkiem chińskim i cenami energii, Skarb Państwa wyzbywa się nie tylko cennych terenów w sercu aglomeracji, ale także patentów. 

Co więcej, decyzja o uśmierceniu zakładu zapadła zaledwie kilka tygodni po tym, jak rządy w TFS objął Bartłomiej Babuśka – człowiek ze świetnymi kontaktami w Ukrainie, Konsul Honorowy tego kraju, publicznie nawołujący do transferu technologii na Wschód. Sprawdziłem, czy majątek po śląskim gigancie może paść łupem kapitału spoza Polski.

Gdy wjeżdża się do Siemianowic Śląskich od strony Katowic, tereny poprzemysłowe straszą zardzewiałymi konstrukcjami. Ale dla branży deweloperskiej i przemysłowej to „ziemia obiecana”. To tutaj znajduje się Fabryka Elementów Złącznych (FEZ) – zakład, który przez ponad 150 lat spajał produkowanymi śrubami, nitami i mocowaniami polską kolej, energetykę i górnictwo.

Teraz państwo wywiesza białą flagę. Po cichu uruchomiono procedurę likwidacyjną. Oficjalnie fabryka padła ofiarą kosztów energii, praw do emisji CO2 i dumpingu cenowego z Azji. Ale z naszego śledztwa wynika, że obraz ten jest mocno niepełny. Dotarliśmy do drugiego dna tej operacji.

Patenty jak złoto

Większość komentatorów sądzi, że likwidator Marek Jaromin sprzeda po prostu zardzewiałe prasy i maszyny na złom. To błąd. Z dokumentów finansowych publikowanych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, wynika jasno, że FEZ to nie tylko budynki. W aktywach firmy wpisane są chronione prawa – koncesje, licencje, znaki towarowe, a przede wszystkim patenty.

W przemyśle ciężkim takie dokumenty to absolutny skarb. Pozwalają ominąć wieloletnie i niezwykle kosztowne procesy certyfikacyjne. Jeśli zagraniczny producent – lub deweloper z ambicjami przemysłowymi – kupi majątek FEZ w likwidacji, z marszu otrzymuje gotowe know-how, m.in. technologiczne produkcji złącz wykorzystywane w specyficznych, trudnych warunkach infrastrukturalnych. FEZ produkował m.in. śruby do mocowania podkładów kolejowych. Przy tak dużych inwestycjach w sieć kolejową, kto wypełni lukę?

Karuzela stanowisk i ukraiński ślad

Bezpośrednim właścicielem FEZ S.A. jest Towarzystwo Finansowe „Silesia” (TFS) – spółka do zadań specjalnych, zarządzająca miliardami złotych z publicznej kasy. Kluczowa dla wyjaśnienia sprawy FEZ wydaje się chronologia wydarzeń.

15 czerwca 2026 roku Rada Nadzorcza powołuje na stanowisko Prezesa Zarządu TFS Bartłomieja Babuśkę (wcześniej od 26 maja pełnił tę funkcję jako p.o.). Zaledwie w lipcu, kilkanaście dni po objęciu przez niego urzędu, formalnie zapada wyrok: likwidujemy siemianowicką fabrykę.

Kim jest nowy szef TFS? To postać niezwykle wpływowa i świetnie umocowana w polsko-ukraińskich relacjach biznesowych. Babuśka to były prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, ale jego biogram rzuca na sprawę nowe światło. Pełni funkcję Konsula Honorowego Ukrainy w Tarnowie oraz kieruje Polsko-Ukraińskim Instytutem Pomocy i Rozwoju. W maju tego roku zrezygnował z funkcji w ARP, otwarcie deklarując, że zamierza zająć się biznesem i budowaniem klimatu inwestycyjnego związanego z odbudową Ukrainy.

Nowy prezes TFS to gorący zwolennik całkowitego otwarcia polskiej gospodarki na wschód. W swoich wystąpieniach z maja 2026 r. wprost apelował o „zredefiniowanie geografii ekonomicznej”, stworzenie korytarzy eksportowych wspólnie z Kijowem oraz, co w kontekście FEZ kluczowe – o głęboki „transfer technologii”.

Kapitał ze wschodu kupi śląską technologię?

Czy silne, proukraińskie sympatie prezesa władz państwowego właściciela mają związek z szybką likwidacją zakładu posiadającego patenty i odbiorców? Sprawdziłem, kto może zyskać na likwidacji FEZ.

W trwającej na wschodzie wojnie dziesiątki ukraińskich zakładów przemysłu ciężkiego zostały zniszczone. Tamtejszy kapitał – z potężnymi potrzebami udziału w powojennej odbudowie torowisk, sieci przesyłowych i budownictwie – poszukuje w Unii Europejskiej tzw. bezpiecznych przystani. Przeniesienie biznesu do Polski (relokacja) jest dla ukraińskich oligarchów i funduszy przemysłowych kwestią przetrwania.

Zakup zlikwidowanej Fabryki Elementów Złącznych w Siemianowicach to dla kapitału wschodniego biznes idealny. W jednej transakcji otrzymują: świetnie skomunikowane tereny z dostępem do mediów przemysłowych, linii kolejowej nieopodal wojskowych zakładów Rosomak SA, park maszynowy, który można przenieść lub zmodernizować na miejscu, europejskie certyfikaty i cenne patenty złączek infrastrukturalnych, z których polskie państwo rezygnuje.

Państwo musi reagować

Trzeba zatem ustalić, czy w likwidacji FEZ biorą udział doradcy zewnętrzni i czy przygotowano analizę możliwości przejęcia majątku i patentów przez podmioty zagraniczne, w tym ukraińskie. Jak państwo polskie zabezpieczyło przed wyprzedażą własność intelektualną spółki i patenty kluczowe dla bezpieczeństwa naszej infrastruktury? Dlaczego zamiast restrukturyzacji i unowocześnienia produkcji (co mogłoby posłużyć dostawom np. na front odbudowy Ukrainy), prezes Babuśka, jako szef TFS, sygnował likwidację własnego zakładu?


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj8 Obserwuj notkę

szymborski[at]gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo