93 obserwujących
1362 notki
1050k odsłon
1665 odsłon

Należy "Żyć dla siebie za wszelką cenę..."

Wykop Skomentuj32

image


Tytułową refleksją podzielił się blogger "ossasuna".

Jak zwykle w szczegółach ukryty jest ... no wiadomo. Tutaj nawet nie w szczegółach. Ale kilka refleksji

1. Jest ogromna, niezliczona wręcz, rzesza ludzi, podmiotów, prądów, które "wiedzą" jak mamy żyć, co wyznawać, co myśleć, o czym myśleć, ile jesteśmy warci, co powinniśmy robić w życiu i konkretnie teraz. Wszyscy znajdujemy się w trakcie swojego życia pod kosmicznym ciśnieniem:

  1. kultury
  2. inżynierii społecznej
  3. centrów i prądów religijnych i ideowych
  4. presji środowiskowych w większej i mniejszej skali (jeśli wejdziesz między wrony...)
  5. presji ludzkiej osób dążących do kontrolowania i poddania swojej woli innych (jest takich sporo)

Wartościowa jest presja tylko kultury, częściowo uzasadniona jedynie presja środowiskowa. Nawet jednak w tych dwóch przypadkach "pójście z prądem", może oznaczać poważny błąd, zaś życie do rozwoju potrzebuje stale nowych "udoskonaleń", a z tego wynika, że pełny konformizm nawet wobec wartościowych źródeł presji na nasze zachowanie, myślenie itd. to... - śmierć.

Dlatego - o dziwo - pewną zaletą okazuje się zdolność do "hipokryzji", niekonsekwencji, itp. bo umożliwia ona odchodzenie od narzucanych/przyjmowanych standardów. Konsekwentny do samego końca w swoich przekonaniach człowiek, zbyt często stanowi śmiertelne zagrożenie dla ludzkości. Swoiste - "nie wiem", zachowanie dystansu do idei, norm, przekonań, pozwala - znów o dziwo - na wygenerowanie WŁASNEGO podejścia i ocen.

Czy to oznacza, że własne zawsze jest lepsze? Nie. Bywa gorsze.

Czy to oznacza, że kultura jest narzuconym złem i trzeba ją odrzucić? Nie. Jest - ta która jest kulturą, a nie inżynierią społeczną - skarbem i zbiorem ludzkiej mądrości, który jednak jest ograniczony i niekoniecznie musi obejmować najlepsze rozwiązania, a jeśli się rozwijał, to właśnie dlatego, że ktoś przekraczał te ramy kultury, rozpoczynając proces ich zmian i dalszej ewolucji.


2. Człowiek żyje. Stąd powinnością i zwykłym rozsądkiem jest dbanie o siebie, o jakoś swojego życia, o swój nastrój, o swoje kompetencje, o swoją wagę, o zwoje zdrowie psychiczne, duchowe, fizyczne, materialne itp. Brak troski o te sprawy jest zwykłą głupotą, choć należy przyznać, że mogą istnieć i istnieją w sposób najoczywistszy, wartości i sprawy większe aniżeli troska o siebie.

Trudne do policzenia przykłady tzw. bohaterstwa, czy to w formie heroicznych czynów np. na wojnie, czy w formie poświęcenia się innym, czy w formie reakcji na krytyczne zdarzenia - pali się, tonie ktoś, więc inny ryzykuje własne życie by ratować, dziecko, innego człowieka itd. Są to sytuacje, w stosunku do zbioru sytuacji życiowych, rzadkie, ale istnieją.

3. Człowiek jest bytem "społecznym". To znaczy, że istnieje najpierw indywidualnie ale niemal równocześnie w grupach, społecznościach, relacjach. Pomysł, że żyje dla siebie jest zupełnie absurdalny i de facto jest elementem inżynierii społecznej prowadzonej przez światową plutokrację, opętaną chciwością, to jest postawą zakładającą spełnienie przez pochłanianie, gwarantującą "wieczny głód" i "wieczny stan zagrożenia", zmuszające do dalszej intensyfikacji "wchłaniania" wszytkiego, co się da.

Żyjemy "w wymianie" z innymi. Dlatego właśnie karą jest - odosobnienie, wyjęcie z relacji z innymi. A karą w więzieniu jest izolatka. To powinno głupcom unaocznić WAGĘ RELACJI z innymi. Tak byli pustelnicy, ale nawet oni, wychodzili z pustelni. Po co? Żeby PODZIELIĆ SIĘ Z INNYMI tym, co tam okryli albo wymyślili.

Żyjemy w wymianie z innymi, a z tego wynika też troska o to, by owi inni mieli się czym z nami wymieniać. Tzn. zdrowy na umyśle człowiek, nie działa na szkodę tych, z którymi wchodzi w relacje. Przeciwnie, odruchowo, "chce dla niech dobrze". Dlaczego? Bo to i dla niego wychodzi na lepsze, bo ma lepsze środowisko do życia. Bo nie żyje "kosztem innych", jak tego chce plutokracja, ale "współżyje" z innymi i nie chodzi tu o seks.

4. Koniecznością biologiczną jest śmierć, choć być może poronione pomioty chcą żyć w nieskończoność i zajmują się "transhumanizmem". Umieramy, po części po to, aby zrobić miejsce następnym. Następni nie biorą się znikąd, tylko z tych, co żyją i dają życie następnym. Stąd jesteśmy elementami w bardzo długim łańcuchu. Czego? Ba. Życia biologicznego ludzkości. Pewnych idei i postaw. Pewnego czegoś, co nie jesteśmy w stanie określić, a co przekazujemy. Komu? Wszystkim z którymi się spotykamy, bo poprzez nasze akcje i interakcje, zostawiamy ŚLADY w ludziach, ślady nas samych. W ich pamięci. W ich emocjach. W ich - mówiąc górnolotnie - sercach.

Najbardziej intensywne ślady zostawiamy we własnych dzieciach. Jak ktoś miał lub ma, to wie, że sprawa zupełnie wyjątkowa, więc przez sporą część życia, żyje się - również - właśnie DLA DZIECI. Większość rodziców, gdyby zaszła potrzeba, zaoferuje swoje własne życie za życie dzieci. To akurat jest kod także chrześcijaństwa, ta przekraczająca śmierć determinacja, w obronie naszych dzieci. Być może istnieją kultury, gdzie w przypadku zagrożenia, dzieci zamiast chronić to się pozbywa jeśli pomoże to pozostałym. Ale to nie jest nasz kod kulturowy.

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo