W roku 966 książę Mieszko przyjął chrzest, wprowadzając tym samy na terenie swojej swojego kraju nową religię. Rok wcześniej w 965 roku książę Światosław rozbił dużo większe od ówczesnej Polski, państwo Chazarów. Chazarowie przyjęli wcześniej Judaizm, choć na ich terenach były misje i chrześcijańskie i islamskie.
Sam Światosław był poganinem i wierzył wiarą swoich normańskich przodków, mimo, że jego matka, faktyczna władczyni Rusi Kijowskiej przyjęła Chrześcijaństwo. Ostatecznie unicestwił państwo Chazarów dopiero syn Światosława, Władysław Wielki, który urodził się w Budziatyczach, pięć kilometrów na wschód od aktualnej granicy Polski.
Przyjęcie Chrześcijaństwa przez Mieszka wydaje się być decyzją całkowicie polityczną, nie mającą żadnego związku z jego wiarą lub niewiarą w sprawy pozadoczesne. Ówczesna granicząca z państwem Mieszka Europa, była chrześcijańska i agresywna. Chrześcijaństwo było dla ówczesnych Polan religiją obcą, ale względy przetrwania państwa zdecydowały o takim a nie innym biegu zdarzeń.
Dzięki decyzji Mieszka, Polska jest, a np. państwa Prusów - nie ma. Dzieki też tej decyzji, narzuconej wolą władcy religii, Polacy zostali Chrześcijanami obrządku rzymsko-katolickiego. Przyjęcie Chrześcijanstwa oznaczało jeszcze jedno - związek tronu z ołtarzem. Odtąd ołtarz wspierał tron, namaszczając władcę i pouczając wiernych o religijnym charakterze posłuszeństwa wobec niego. Władca zaś wspierał ołtarz, siłą i zasobami materialnymi.
Dlaczego jesteśmy Chrześcijanami? Ilu z nas naprawdę stanęło przed wyborem, Chrześcijaństwo, Islam, Judaizm, Buddyzm, Hinduizm? Ilu z nas podjęło decyzję po zapoznaniu się z przekazem i praktyką różnych religii? Można to pytanie sformułować jeszcze inaczej. Czy gdybyśmy się urodzili w mieście Mekka i nasi rodzice byliby Muzułmanami, to bylibyśmy obecnie Chrześcijanami? Oczywiście, że nie. W 99% przypadków nie.
Dlatego tak mało jest w świecie konwersji między religiami. Ludzie żyja po prostu religią swoich rodziców, swojego otoczenia, swojego społeczeństwa. Nie mają czasu, ani energii by poznawać dogłębniej inne religie, nie mają wystarczającej odwagi by kwestionować własną wiarę i przekonania, bo ich zachowanie zapewnia społeczny komfort i bezpieczeństwo.
Jesteśmy więc Chrześcijanami nie w wyniku jakiegoś nawrócenia, czy autentycznego wyboru. Jesteśmy Chrześcijanami bo tak nas nauczono, bo takie jest środowisko, bo takie jest społeczeństwo, bo tacy byli nasi rodzice, bo tacy byli nasi dziadkowie. Bo kiedyś Polaków, siłą władcy nakłoniono do przejścia na Chrześcijaństwo.
Czy to świadczy przeciw Chrześcijaństwu? Czy to znaczy, że to jakaś złudna religia, którą wyznajmy tempo, z przyzwyczajenia, ze strachu, z potrzeby akceptacji? Nie. To nie znaczy. Ale jest to pewien sygnał ostrzegawczy, że gdy religia nie jest autentyczna, nie pochodzi z wewnętrznego osobistego przekonania, a jest owocem sojuszu tronu z ołtarzem, to zawalenie się tronu może rozbić również ołtarz. Upadek władzy świeckiej, oznacza wtedy upadek religijności społeczeństwa, jak to się stało w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
Chrzest Polski traktować więc możemy jako mądre posunięcie polityczne dawnego władcy Polan. Swoją religijność jednak, lepiej iżbyśmy zakotwiczali bezpośrednio we własnej relacji z Jezusem i jego Ojcem. Mieszanie polityki i religii, źle wróży obydwu.
Z jednej strony Chrześcijaństwo rozwinęło się pomimo represji ze strony Cesarstwa Rzymskiego. Z drugiej, losy średniowiecznej Europy czy krajów podbijanych przez Islam dowodzą, że całe populacje wyznają taką religię i takie poglądy jakie im narzuci władza.
I tak z jednej strony, wrogowie kościoła chcą zepchnąć wyznawanie religii do prywatnych mieszkań i ewentualnie kościołów. Z drugiej, znany kapłan Kościoła Katolickiego publicznie ogłasza, że udział w demonstracji politycznej po stronie opozycji to grzech ciężki, a przystąpienie potem do komunii z Jezusem to świętokradztwo.
Szukając jakiegoś wyjścia pomiędzy tymi co religiję i kościół postrzegają w perspektywie judaistyczno-muzułmańskiej, a tymi co na sam widok publicznych przejawów wiary chrześcijańskiej dostają wysypki, wypada zwrócić się do okresu I Rzeczpospolitej. Gdzie Polska była katolicka, ale Polakiem godnym szacunku był i katolik i muzułmanin i prawosławny i wyznawca judaizmu i protestant i (pewnie) ateista.
Wtedy liczyć się będzie najpierw jakim jesteś człowiekiem dla innych ludzi i obywatelem dla swojego państwa. Czy jesteś uczciwy i rzetelny, czy można od ciebie kupić przysłowiowy używany samochód. Chrześcijaństwo zaś zamiast chłopca do bicia lub bata na inaczej myślących, będzie drogą, na której każdy z nas będzie mógł stawać się lepszy.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo