Czy wojna z mężczyznami i z męskością jest faktem? Czy te stwierdzenia opisują jakąś rzeczywistość, czy przeciwnie są fantazjami jakich wiele, wytworami sfrustrowanych mężczyzn, którzy nie potrafią się odnaleźć w rozwijającym się świecie?
Pierwszy kontakt z "głosicielami" tytułowej tezy nie nastraja pozytywnie. Uproszczenia, frustracje, jazda"na skróty". Jednak odwołania do części źródeł zasługują już na potraktowanie tej hipotezy z pewną dozą powagi. Te źródła informacji o swoistej "wojnie przeciw mężczyznom i przeciw męskości" to m.in np:
- Działalność - już popularnego dzisiaj - psychologa Jordana Petersona liberał ale racjonalista
- Monografia Mariana Cabalskiego "Przemoc stosowana przez kobiety"
- Blog dwóch adwokatów ze Szczecina blogdlamezczyzn.pl
Te trzy przykładowe źródła mają walor rzetelności, bowiem nie są efektem niedorosłych i niedojrzałych fobii wobec kobiet. Zarówno doświadczenie, jak i pozycja zawodowa autorów wskazuje lub choćby daje podstawy do tego, by potraktować ich wypowiedzi na poważnie.
Jaki wyłania się obraz z pierwszego kontaktu z tymi treściami i ideami? Otóż, na świecie postępuje proces zmian, który w pierwszym rzędzie penalizuje i eliminuje to, co dawniej było uważane za męskie oraz skierowany jest przeciw mężczyznom, szczególnie tym, którzy usiłują żyć i postępować "jak dawniej". Właściwie ten proces zmian skierowany jest przeciw całemu porządkowi społecznemu i strukturze relacji między ludźmi, tworzącymi wcześniej społeczeństwa, kształtującymi ludzi. Na czym polega, jak się objawia i skąd się bierze ten "proces"?
Długotrwałym i pogłębiającym się efektem omawianego zjawiska jest rozpad spoiwa społecznego jakim jest rodzina. Ilość rozwodów (za blogiem blogdlamezczyzny.,pl) rośnie od lat 40 ubiegłego wieku. Jest to proces stały. Nie zmieniają go: religijne wychowanie i apele. W ubiegłym roku na 181 tysięcy małżeństw zanotowano 66 tys. rozwodów. To znaczy że 36,4% małżeństw się rozpada. Dziesięć lat wcześniej było to tylko 25%, Nie tylko rośnie ilość rozpadających się małżeństw, ale spada ilość małżeństw w ogóle. Tendencja pozwala przewidywać, że niedługo co drugie małżeństwo zakończy się rozwodem.Społeczeństwo przestaje być tworzone przez małżeństwa, a zaczyna się składać z "wolnych osób". Sytuacje życiowe, wiążące się dawniej z pewnym odium społecznym "stara panna", "stary kawaler", zaczynają być gloryfikowane. Jak zwykle w przypadku takich przesunięć wartościowania stosuje się zabieg w warstwie lingwistycznej, polegający na usunięciu poprzedniego słowa opisującego sytuację lub osobę i wstawieniu w to miejsce słowa nowego, często obcojęzycznego. Mamy więc singli i singielki. Prawda, że ładnie brzmi?
Do typowych przejawów męskości w warstwie "zachowań instynktowych (zwierzęcych)" wypada zaliczyć takie elementy jak: skłonność do przemocy fizycznej, skłonność do kontaktów seksualnych. Takie właśnie zachowania zostały są penalizowane w społeczeństwie. Czy to znaczy, że dobrze, jak mężczyzna leje po gębie kobietę i zdradza ją na lewo i prawo? Nie, to niedobrze. Ale mechanizm tworzenia chorych rozwiązań jest zawsze ten sam: Wskazuje się przypadki ewidentnego zła lub krzywdy. Na podstawie tych przypadków tworzy się nowe, specjalne mechanizmy i rozwiązania, które w efekcie wypaczają naturalne funkcjonowanie społeczeństwa (wylewanie dziecka z kąpielą).
Obecnie unieważnieniu ulega fundamentalna zasada cywilizacji zachodniej, a mianowicie, iż to oskarżyciel musi udowodnić winę oskarżonego. Doprowadzono do tego, że w sferze relacji seksualnych damsko-męskich, pomówienie ze strony kobiety wymaga od mężczyzny udowodnienia swojej niewinności. Co więcej, owa niewinność polegać ma na tym, że nie zrobił niczego, czego kobieta by sobie nie życzyła. Tak więc ona, w środku nocy idzie z nim po alkoholu do jego mieszkania, a potem stwierdza, że ona nie chciała. I mężczyzna ma udowodnić, że chciała, bo co ona chciała? Pewnie grać w scrable. No... może szachy.
Do "wojny z mężczyznami" używane są kobiety. Nie znaczy to, że one są inicjatorkami tego procesu, ale wykonują lwią część prac w jego ramach. Bierze się to zarówno z przekształceń ekonomiczno-społecznych jak i z intensywnego promowania wobec kobiet wzorców mentalnych i postaw wartościujących. Deprecjacji przede wszystkim podlega zależność kobiety od mężczyzny. Warto zauważyć, że był to jeden z dwóch podstawowych elementów wiążących małżeństwa w całość. Tym drugim elementem była zależność mężczyzny od kobiety, która miała charakter psychologiczno emocjonalny (on głową ona szyją rodziny).
Kobiety "przekonano", że zależność to odczłowieczenie, to poniżenie, to brak godności. Stąd częstym kierunkiem wysiłku kobiet stało się dążenie do niezależności. Jak ją osiągnąć? Powiedzmy, że jesteśmy właścicielem kapitału. Ten kapitał plus praca, jaką musimy zakupić przynosi nam dochody. Kiedy praca będzie tańsza, gdy tylko mężczyźni będą potencjalnymi pracownikami czy wówczas gdy i kobiety będą pracować zamiast "zajmować się rodziną"? Kiedy nasz zysk będzie większy? Kobiety marsz do pracy!
W jakimś sensie ten postulat, że zależność to brak godności był i pozostaje prawdziwy. Jednak pozostaje on prawdziwy wyłącznie w perspektywie i w świecie indywidualnej jednostki. Godność kobiety zależnej ekonomicznie od mężczyzny, prowadzącej dom i zajmującej się rodziną, godność naszych matek, babć i prababć była umieszczona w rodzinie! Dokładnie tak samo, wyglądała godność mężczyzny. Była związana z jego rodziną. To rodzina była tym czymś, w czym i poprzez co, wyrażała się godność ludzi.

Każdy ustrój polityczny prowadził swoją wersję zachęcania kobiet do pracy zawodowej. Komunizm wersję siermiężną, z kobietą na traktorze. Kapitalizm nie pozostawał w tyle. Te zmiany opisuje Marian Cabalski w swojej monografii, jako prowadzące do rozpadu tradycyjnego modelu rodziny. Opisuje w niej dalej, jak kobiety wyjęte z tradycyjnych społecznych ról zaczynają coraz częściej prezentować, choć na swój sposób, zachowania dawniej właściwe mężczyznom, to jest agresję, przemoc, a nawet czyny kryminalne.

"Z 614 w 1987 roku do 3690 w 2004 roku, czyli ponad sześciokrotnie (wzrost dynamiki 600%) wzrosła liczba orzeczeń sądowych wobec dziewcząt, które dopuściły się czynów karalnych" - pisze Cabalski. We wszystkich niemal grupach przestępstw kryminalnych obserwowana jest eksplozja udziału kobiet. Zjawisko dawniej zupełnie nie znane. I choć nadal znakomita większość np. osadzonych to mężczyźni, to dynamika tego procesu jest zdumiewająca.
Jednak oprócz agresji czysto kryminalnej, kobiety - można przeczytać u Cabalskiego - zaczęły znacznie częściej stosować przemoc w domu najczęściej psychiczną, zmierzającą do uzyskania władzy i kontroli nad bliskimi. Zjawisko to nie istnieje w świadomości społecznej głównie z powodu mężczyzn, dla których przyznanie, że są obiektem przemocy psychicznej ze strony kobiety, jest poniżające i stąd nie informują o tym otoczenia. Warto zwrócić uwagę, że przy pomocy prawa i państwowego aparatu przymusu mężczyzn pozbawiono ich naturalnej możliwości reagowania na agresję, tj. stosowania zwrotnie przemocy fizycznej.Jordan Peterson mówi, że mamy do czynienia z jakimś złowrogim i podstępnym procesem. Procesem, w wyniku którego mężczyźni i chłopcy się cofają. Krytykowani, poniżani, oskarżani, ustawiani na drugim miejscu, zaczynają stanowić mniejszość na uczelniach, wycofują się w prywatność, popadają w społeczny dryf, nie mogąc odnaleźć dla siebie roli ani miejsca. Dawnym relacjom społecznym oraz patriarchalnemu charakterowi społeczeństw przykleja się odium zła, opresji i niesprawiedliwości, co może prowadzić do resentymentu, przejawów niechęci czy wręcz nienawiści do mężczyzn.
Panowie z blogdlamezczyzny piszą, że "Władzę nad nami mają źli ludzie. Psychopaci i zboczeńcy. Dlatego obecna rzeczywistość na świecie wygląda tak a nie inaczej". Samce alfa, które skryte za parawanem polityków i mediów potrzebują społeczeństw bez "właściwości", bez męskości, społeczeństw, które będą łatwiejsze do sterowania i zarządzania. Społeczeństw singli, konfliktów płciowych, braku rodzin stanowiących dla ludzi oparcie.
To wszystko mogą być fantazje. W końcu największymi zbrodniarzami ludzkości byli właśnie mężczyźni. W kolejności: Mao Tse Tung, Józef Stalin, Adolf Hitler. Dwóch wojen światowych nie rozpętały kobiety, ale właśnie mężczyźni. Obozy koncentracyjne to też męski wynalazek. Jak to zatem jest, czy rzeczywiście ma miejsce "wojna przeciw mężczyznom"? Czy to planowe działanie mające na celu destrukcję spoistości społeczeństw i izolację jednostek? Czy może mamy do czynienia z naturalnym i przejściowymi procesami, które w całość wiąże wyobraźnia różnych sfrustrowanych panów, chcących wrócić do tego, co było, a co być może, minęło na zawsze?



Komentarze
Pokaż komentarze (13)