Odpowiedź na początku: nie da się. Chyba, że zabijemy tego drugiego, pozbędziemy się go, jakoś go zniszczymy albo wyeliminujemy. Wtedy doznamy ulgi. Tak... ULGI. Bo stan, w którym jesteśmy nieodłącznie związany jest z takim, czy innym BÓLEM.
Początkiem nienawiści i pogardy jest BÓL. Krzywda, doznana przez nas rzeczywiście lub w sposób wyimaginowany, to znaczy my traktujemy coś jako krzywdę, ale inni ludzie wcale nie. Cierpimy na skutek skrzywdzenia i źródło tego cierpienia widzimy, to ten drugi człowiek, to ta grupa ludzi. Mamy więc parę: własny autentyczny dyskomfort/ból/cierpienie i tych... ******* którzy je powodują, lub tego, lub tą.
To czego pragniemy, to po prostu sprawiedliwość. Żeby sprawiedliwości stało się zadość. A jaka jest zadość za krzywdzenie, przyznajmy często realne, nas? Bezlitosne, bezwzględne, chamskie, zakłamane, okrutne w swej istocie i zmierzające do naszego zniszczenia - KRZYWDZENIE. Jaka kara za to, jaka odpłata byłaby na miejscu? To proste: Żeby tego kogoś NIE BYŁO! No i może jeszcze, żeby zanim "nie było", to żeby choć trochę odebrał, odczuł BÓLU, jaki my odczuwamy. Żeby zniknął.
Jaka jest największa potrzeba człowieka? Jedni powiedzą, że potrzeba przeżycia, inni zachowania gatunku, jeszcze inni wychodząc poza krąg biologicznych uzależnień powiedzą, że potrzeba miłości. "All you need is love" - śpiewał zespół The Beatles w pierwszej na świecie piosence przesyłanej na ekrany telewizorów łączem satelitarnym.
Nie. Największą potrzebą człowieka jest potrzeba posiadania racji. Spójrzmy na te tysiące, dziesiątki i setki tysięcy głosów i wypowiedzi, jakie ukazują się w elektronicznej przestrzeni komunikacji. Co robią ci ludzie? Co robi Kamil Durczok w swoim klipie? Co robi bloger jeden albo drugi, w swojej notce? Co robi pan Karoń w swych wystąpieniach? Co ci wszyscy ludzie robią? Otóż - podają argumenty na udowodnienie swojej racji! Zajmujemy się udowadnianiem swojej racji i... to w pakiecie, demontażem racji tych, co nie z nami. Najłatwiej ten demontaż przeprowadzić plując w stronę przeciwną.
Ponieważ ludzie zrobią w zasadzie wszystko w obronie własnej racji, a racja to pogląd na to "jak jest", to najbardziej niebezpieczni ludzie są tacy, co uważają, że WSZYSTKO jest do dupy, że świat jest zły, że ludzie są źli. - Żeby na to wszystko bomba jakaś spadła - usłyszałem nie raz. Z takimi ludźmi lepiej nie chodzić. Obok takich ludzi lepiej nie stawać w kolejce, w wagonie, w życiu. Ci ludzie bowiem, w ramach obrony swojej racji, zrobią wszystko abyś i Ty tak czuł, aby twój świat, stał się dla ciebie przyczyną dyskomfortu i cierpienia, jak dla nich. Zrobią wszystko w tym kierunku, co w ich mocy, by sprawić aby i w tobie zakwitło to uczucie.
I nie ma racji ojciec Ludwik Wiśniewski powiadając, że nie ma w Polsce od tej pory przyzwolenia na nienawiść. Ależ jest. Oczywiście, że jest. Starczy spojrzeć na telewizyjny ekran, na skriin komputera czy telefonu, by wylała się z stamtąd powódź negatywnych emocji. Jest przyzwolenie na nienawiść, bo... TO SIĘ OPŁACA! Opłaca się w różnych wymiarach. Oczywiście w finansowym, bo generuje "kliknięcia", będące źródłem przychodu i utrzymania tych, co dzierżą "społeczne kanały komunikacji". Opłaca się, bo skutecznie generuje głosy na naszą najlepszą partię, a to się przekłada na władzę, no dobra małą i pozorną ale jednak, oraz na dobre życie dla nas, naszych rodzin i tak dalej.
Takie mamy społeczeństwo, taki jest system relacji społecznych, że sianie nienawiści i pogardy, jej wzmacnianie, multiplikowanie w nieskończoną ilość razy, się... OPŁACA. Dlatego portale, dlatego programy, dlatego ostatecznie ludzie - to czynią. Ot, rynek.
Czy jednak jest wyjście z nienawiści? Jak z niej wyjść? Oczywiście to pytanie jest palące wtedy, gdy nie możemy fizycznie jakoś tych, co nasz KRZYWDZĄ wyeliminować. Bo gdy możemy, to ulga jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba to zrobić. Potem... błogość, bo sprawiedliwości stało się zadość, bo "dobro" zwyciężyło.
Ale to rzadkość. Wendetta w regionach, gdzie rodzinne klany ją praktykują potrafi trwać przez pokolenia. Wrogość między sąsiadami również. Nawet w rodzinach potrafi powstać kwas, co się latami utrzymuje często przez całe życia ludzkie.
Nie da się wyjść z nienawiści, bo tak naprawdę, to jest pewien wzorzec, a nie emocja. Wzorzec to głupie słowo. Ale chyba nie ma dobrego. Nie wiadomo jak to, co nienawiścią jest, nazwać inaczej, niż przez samo słowo, które w końcu niczego nie tłumaczy. Więc niech będzie wzorzec. Ten wzorzec, to przede wszystkim filtr percepcji, postrzegania - dla niezorientowanych. Zbiór silnych emocji negatywnych, poczynając od poczucia krzywdy. "Wiedza", że przyczyną tych emocji (oraz krzywd) jest przedmiot nienawiści. Oraz pragnienie "sprawiedliwości".
Są to więc cztery elementy składające się na wzorzec. Wchodzi się weń wskutek bólu, wskutek skrzywdzenia, bardzo często realnego i prawdziwego. Potem na oczy, uszy i umysł, spada ten filtr postrzegania i widzimy tylko to, co mieści się w perspektywie nienawiści, to, co intensyfikuje nasz ból, to, co potęguje odbiór czynów i zachowań drugiej strony jako niegodnych, niesprawiedliwych, podłych i okrutnych. To z kolei potęguje chęć "odwetu" i zdejmuje walor "człowieczeństwa" z przedmiotu naszej nienawiści, bo to... przecież nie człowiek, bo tak ludzie nie robią. I... mamy rację! Bo człowiek tak nie krzywdzi. Bo człowiek tak się nie zachowuje. A dokładnie przefiltrowany przez filtr percepcji obraz drugiej strony w stu procentach nas w tym upewni.
Ponieważ nie mamy możliwości eliminacji tego, co "nieludzkie" (to właśnie druga strona, ten "osobnik", ta hołota, to bydło), to jeszcze silniej przeżywamy stan dyskomfortu, co wzmacnia filtr postrzegania, co upewnia nas w naszych ocenach, co utwierdza obraz drugiej strony jako nieludzki, co potęguje pragnienie eliminacji tej drugiej strony z rzeczywistości, co prowadzi do różnych czynów nienawiści, które nie mogąc ostatecznie wyeliminować tego "zła", prowadzą nas do dyskomfortu, i w ten sposób koło się zamyka. Nie ma z niego wyjścia. Nie ma, bo mamy pewność, że mamy rację. Bo dla obrony swojej racji człowiek zrobi wszystko.
Śmieszna sprawa z tym wzorcem. On istnieje jako pojęcie, które sobie wymyśliłem, ale może nie całkiem. Paranaukowiec Rupert Sheldrake twierdzi, że różne takie "wzorce" istnieją naprawdę. Że my z nimi wchodzimy w "interefencję", że z nami i na nas oddziaływują. Być może jakoś nasze funkcjonowanie jest takim podłączeniem się do jakiegoś wzorca. Nasze postrzeganie, emocje, czyny i tak dalej. Przychodzi też na myśl, przekaz chrześcijański, "Ja nic nie czynię od siebie, ale wszystko to, co widzę u Ojca". "Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Ja trwam w was i przeze mnie owoc przyniesiecie." Jakoś tak to było.Więc może są i jakieś inne "wzorce", a istnienie człowieka polega w części na "podłączeniu się" do jakiegoś "wzorca".
Stan nienawiści, jest wzorcem, którego NIE MOŻNA ROZWIĄZAĆ NA DRODZE INTELEKTUALNEJ, bo jego natura wcale intelektualna i obiektywna nie jest. Nie można rozwikłać za pomocą narzędzi rozumowych sposobu wydostania się z tego zestawu emocji i czynów, bo... "TO" jest w nas. "TO" jest wtedy w naszym myśleniu, w naszym postrzeganiu, "TO" jest naszym myśleniem!
Jedynym sposobem jest więc wyjść poza myślenie. Najłatwiej byłoby nie myśleć i tego na początek można spróbować. Czy jeśli "nie myślisz", to czujesz cierpienie? dyskomfort? ból, który cię popycha do nienawiści? Oczywiście, że NIE. Wcale tego nie czujesz. To twoje własne myślenie przynosi ci negatywne emocje w 90% przypadków. Nie, to nie "prawda", powie ktoś. I tu kłania się nieodżałowany ksiądz Tischner ze swoimi trzema "prawdami" "Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda".
Nie sposób też nie przytoczyć anegdoty o rabinie i kłócących się żydach.
- Ja mam rację.
- Nie, to ja mam rację. - I wzięli się za chabety, i szarpią się nawzajem, i krzyk, i złorzeczenia.
- Rabinie! - woła jeden z dwóch, do siedzącego nieopodal uczonego w piśmie - no powiedz, przecież to ja mam rację!
- Tak - kiwa głową rabin - ty masz rację...
- Rabinie! - na to drugi - przecież to ja mam rację!
Rabin patrzy dłużej na drugiego, po czym kiwa głową, pociągając lekko brodę, i mówi:
- Tak, ty też masz rację.
- Rabinie! - włącza się na to trzeci, który przysłuchiwał się całemu zajściu - Przecież to nie może być. Nie może być tak, żeby jeden miał rację i drugi miał rację!
Rabin patrzy jeszcze dłużej na tego trzeciego:
- I ty też masz rację!
Te przykłady, śmieszne w swojej formie, niosą ciekawe przesłanie. Takie oto, że po pierwsze potrzebujemy DYSTANSU, może do wszystkiego. Ten dystans daje właśnie śmiech i poczucie humoru. Po drugie stawiają w wielkim nawiasie, właśnie pragnienie posiadania racji, znania owej "świętej prawdy". O ludziach tak myślących ktoś powiedział, że różni ich tylko jedno od Pana Boga. Otóż Pan Bóg wszystko wie. Oni wszystko wiedzą lepiej!
Więc zostawić może to wszystko. Wszystko razem. Może zauważyć, że - niechcący - sami pielęgnujemy w sobie poczucie bólu. Jak często jest tak, że w danej chwili, ci znienawidzeni, ten znienawidzony, ta znienawidzona, wcale nas nie ranią, bo to, albo tamto, a mimo to odczuwamy ten dyskomfort, bo myślami WRACAMY jakoś kompulsywnie do zdarzeń i przewidywań, które nam te uczucia bólu, zagrożenia przynoszą. A wracamy, nie dlatego, żeśmy tak postanowili, co byłoby głupie, bo nie daje to nam nic poza bólem, którego usunięcia będziemy próbować przez emocje i czyny, tylko dlatego wracamy, bo jesteśmy, bo nasze myślenie jakoś jest, we wzorcu nienawiści, który te wszystkie myśli nam przynosi i czujemy, i działamy zgodnie z nim.
Więc wyjść, to nie rozwikłać, to nie znaleźć drogi wyjścia, bo te wszystkie są zapętlone przez wzorzec. Wyjść to wyjść BEZ POWODU i BEZ UZASADNIENIA. Zająć się pracą, ogrodem, sportem w telewizji. Robieniem chleba, wyjściem na piwo, dziećmi. I nagle jest inaczej.
No a jeśli ten ktoś, uprzednio znienawidzony, znów spróbuje nas skrzywdzić, bo jest na to spore prawdopodobieństwo? Wtedy pewnie jak książę Arjuna z hinduskiego poematu, trzeba będzie wsiąść na rydwan i zrobić swoje. Nie dlatego, że nienawidzimy kogoś i chcemy jego zniszczenia, ale dlatego, że to będzie właściwa rzecz do zrobienia i w danych warunkach być może nieunikniona, popełniana nawet z pewnym współczuciem.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)