13 obserwujących
222 notki
39k odsłon
  60   0

Powstańczy dowódca '44

Warszawski dowódca ‘44

Kiedy przychodzi chwila przebudzenia
Od letargu kamienic z bielmem ślepych okien
Przemykają jak szczury w miotaczu płomienia
Krwawego słońca i ciemni księżyca
Mijając Niemca zawsze prędkim krokiem
Złodziej swe łupy do dziury przemyca

Słyszysz gdzieś od podwórka grę na mandolinie
Na witryny spalone patrząc ślepym okiem
Jak latarnia na niebie świeci się ulica
Bez celu trotuary przemierzasz natrętnie
W nadziei, że za rogiem w kawiarni przy winie
Spotkasz znajomą kurwę i znów będzie pięknie

Wszystko tu ślepe i ciężko zamglone
Nie wiedzieć po co, tępo zaślepione
Ledwo toto zaszklone a już rozwalone
Zupackie szarże ślepo przyuczone
Niedosłyszy ślepawe, że jest przymulone
Ociemniałe dziadostwo wiarą oświecone

Powoli nad głowami wzmaga się śnieżyca
Gwiazd niewidocznych w burych dymach z dołu
I trzeba wielu godzin gdy alkohol wsysa
Nadzieję pustych szklanek z knajpianego stołu
Gdy zrozumiesz nareszcie swego infamisa
Że chce od ciebie zbrodni i twojego visa

Siedzisz i czekasz na przyszłość bez celu
W Warszawie w czterdziestym czwartym roku
Chociaż zabijasz konfidentów szupo
Po nowy rozkaz idziesz do burdelu
Pułkowniku bez wojska z twardym chujem w kroku
Żyjesz z londyńskiej łaski świecąc gołą dupą

Już byś wolał Polaków bić po zmierzłych pyskach
Że uciekali przed Niemcem spod Mławy
Już byś wolał w Alejach napotkać tygrysa
Rozpalając na nowo wojenne igrzyska
Rozdrapać ropień wstrętnej lawy
I zakończyć rozprawę sądem Ozyrysa

W nadziei łaskawego dla tchórzy wyroku
Że biedni, zdziadowani przez żydowskie mafie
Bici gradem i suszą w polu rok po roku
I ogłupiani przez własne parafie
Wielkim kryzysem po dupie chłostani
I bici po kołtunie świętymi cudami

W szambie muszą wytrawić fumy wielkopańskie
Znaki herbowe i szlacheckie mody
Siuchty żydowskie i gówna ułańskie
Na reducie odprawić narodowe gody
Wymordować sarmackie misje mesjańskie
Rozstrzelać zacne staropolskie rody

Zrób im powstanie trupów w kanałach dokładnie
Gardzisz tym wojskiem uzbrojonym w noże
Warszawiacy się sami ukarzą przykładnie
Niemiecką ręką, która im pomoże
Zrozumieć siebie w pożodze  chorału
Zbiorową podświadomość zepchniętą do kału

Czy się nadają na nawóz historii
Usunięci na wieczność pod niemieckim knutem
Desperaci odarci w bohaterskiej glorii
Przez fircyków z gestapo z glansowanym butem
Ich cnoty i zasługi wyblakną powoli
Gdy bez protestu pójdą do Auschwitzu goli

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura