13 obserwujących
141 notek
30k odsłon
66 odsłon

z notatnika powstańczego sierżanta Kulbaki

Wykop Skomentuj1

Między ustami a brzegiem pucharu                 751
Pełnym bimbru - chujowe słychać dźwięki
 Kurwa! – zamiast się zdrzemnąć od tego koszmaru
Znów nas czekają pierdolone męki
 
Choć już nie ma tu Józka z dawnej naszej paczki
Co miał opinię najlepszego jebca
Wciąż mi się zdaje, że z nim poluję na kaczki
Na widok dzioba pancernego źrebca

Gdy się „moździrze” z Chmielnej rozszczekały
Tom zapomniał, że miałem iść dzisiaj do praczki
Wyjąc jak ranne „zwirze”, które zostawiały
Po sobie krwawe miazgi, podobne do sraczki

Spadając na nas niczym czarne krupy
Miotały nami, za każdym wybuchem
Wyrzucając spod ziemi zakopane trupy
Aż mi się odechciało jej włochatej dupy

Której dać chciałem prezent, stare wykałaczki
Sztylpy, już raz jej dałem, z niemieckiego strzelca
Ona dała mi w zamian, swe ciepłe okraczki
Ale nic więcej nie chcę, od tego rudzielca

Gdzieś od Śródmieścia suną stalowe potwory
Aż mi się kudły z gnidą zjeżyły na brzuchu
Patrzę czy bańka z bimbrem schowana do nory
Stoję jak dziwka z kindrem i czekam w bezruchu

Robię to tylko dla moich chłopaków
By im dodać odwagi, dla warszawskich dzieci!
Jak uczono na kursach, jebanych zupaków
Najważniejszy jest fason, a resztę się skleci!

Coś tam celuję z piata, sprawdzam przy wihajstrach
Poprawiam jakiś patyk, co ma chronić dupę
I bardzo pragnę Zosi, aż mnie strzyka w jajcach
Jak wystrzał, co mnie zmieni w buraczkową zupę 

Udaję, że zliczam współrzędne do kupy
Żeby celnie wystrzelić z jebanego grata
Strasznie ważny dowódca, oficer do dupy
Który już nie ma nawet ślepego  granata
 
Czyżby to dni Powstania były już ostatnie?
Jasno, jakby na scenie, palą się fosfory
Najbardziej się obawiam, że kaem się zatnie
I wdeptają mnie w ziemię juchtowe buciory

Łomot ciągle narasta, Ukraińcy idą
Płot z torów tramwajowych łamie się jak patyk
Uzbrojeni po zęby, jeden z długą dzidą
Poszli po bernardyna, by przyniósł wijatyk

Nasi strzelają z okien, ale bijatyka!
Aż się wyszczać nie mogę, zatruty strychniną
Ze starych sakw podróżnych neoromantyków
Które przywieźli dla nas tu prosto z Londynu
Od których chłopcy częściej niż od kuli giną

 Przed pijanym Własowcem obronić się mogę
Bijąc ze stena, który ojczyzna mi dała
Ale nigdy przed sobą, wybierając drogę
Samobójstwa lekarstwem z ręki konowała

Samobójstwa poezją romantycznych pieśni
I prowadzącej w przepaść nauki Chrystusa
Oplatając swą duszę kłamstwem starej pleśni,
Że lojalność, że honor, że miłość… chytrusa

Rozejrzyj się dokoła – czyś ty, Michał, głupi?
Żeś uwierzył, oddając swoje życie za nic
Przecież wiesz, że cię cwaniak jak cebulę złupi
Dla rodziny, biznesu i przygodnych samic

Bo nie ma żadnej Polski, są jedynie ceny
Ziemi, dolarów, mieszkań, brylantów i złota
Które, gdy ty tu giniesz, jak pies na arenie
Kupuje i sprzedaje cinkciarska hołota. 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura