Sanitariusz pod wpływem narkotyków woził w karetce martwą pacjentkę

Karetka pogotowia. Zdjęcie ilustracyjne.
Karetka pogotowia. Zdjęcie ilustracyjne.
Karetka transportu medycznego z prywatnej firmy woziła we Wrocławiu pacjentkę od szpitala do szpitala. Kobieta zmarła, a sanitariusz, jak się okazało, był pod wpływem narkotyków.

Karetka woziła martwą pacjentkę

Kobieta miała zostać przewieziona z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Ze względu na brak wymaganej dokumentacji medycznej pacjentki, transport został odesłany do jednostki macierzystej. Niestety kobieta po drodze zmarła i wróciła do tego samego szpitala ponownie. Tym razem do innej izby przyjęć.

Przewożący ją sanitariusze wrócili na Borowską, by uzupełnić dokumentację i znów pojechali na Koszarową, gdzie lekarze stwierdzili zgon, ale polecili znów wrócić na Borowską z martwą już pacjentką. Wiadomo, że po kilku godzinach karetka z martwą pacjentką znów wróciła na Koszarową - relacjonuje "Gazeta Wrocławska". Wtedy powiadomiono policję.

Polecamy:

Sanitariusz był naćpany

Sierżant sztabowy Krzysztof Marcjan potwierdził, że policjanci interweniowali w szpitalu przy ul. Koszarowej i stwierdzili, że jeden z pracowników medycznych karetki jest pod wpływem narkotyków.

- Został zatrzymany. Pobrano mu krew do dalszych badań. Przy nim w karetce oraz w miejscu jego zamieszkania znaleziono kilkaset porcji handlowych narkotyków. W tej sprawie oraz w sprawie transportu śledztwo prowadzi prokuratura, więc o pacjentce nie mogę informować - powiedział policjant.

Prokuratura bada sprawę

Prokurator rejonowa dla wrocławskiej dzielnicy Psie-Pole Beata Łęcka potwierdziła, że lekarze stwierdzili zgon pacjentki przewożonej w karetce, a sprawa zarówno transportu i odkrytych narkotyków jest wyjaśniania. - Zatrzymany mężczyzna był jednym z dwóch członków załogi. Jego zadaniem była opieka nad przewożonym pacjentem, drugą osobą był kierowca. Ten transport miał dosyć nietypowy przebieg, dlatego wszystko trzeba dokładnie sprawdzić - powiedziała prok. Łęcka.

Rzecznik USK Monika Kowalska poinformowała, że szpital powoła specjalna komisję do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia.

"Jesteśmy w stałym kontakcie z policją i prokuraturą, której przekazaliśmy dokumentację medyczną. Sprawdzamy możliwości prawne, by rozwiązać umowę z firmą świadczącą nam usługi transportu medycznego" - napisano w komunikacie szpitala, który zlecił transport prywatnej firmie.

ja

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo