Samobójczy rajd rosyjskich żołnierzy przez toksyczną strefę w Czarnobylu

Czerwony Las, fot. Wikipedia
Czerwony Las, fot. Wikipedia
Rosyjscy żołnierze, którzy zajęli miejsce katastrofy nuklearnej w Czarnobylu, jeździli swoimi opancerzonymi pojazdami bez żadnej ochrony przez toksyczną strefę zwaną "Czerwonym Lasem", wzbijając w powietrze chmury radioaktywnego pyłu - poinformowali pracownicy elektrowni.

Jeździli przez toksyczną strefę bez ochrony

Rozległy obszar wokół Czarnobyla jest niedostępny dla wszystkich, którzy tam nie pracują lub nie mają specjalnego pozwolenia, ale Czerwony Las jest uważany za tak silnie skażony, że nawet pracownikom elektrowni atomowej nie wolno tam wchodzić.

Rosyjscy żołnierze jadąc w konwoju nie używali żadnego sprzętu antyradiacyjnego. Pracownik Czarnobyla powiedział, że było to "samobójstwo" dla żołnierzy, ponieważ wdychany przez nich radioaktywny pył mógł spowodować, że zostali napromieniowani.

- Duży konwój pojazdów wojskowych przejechał drogą tuż za naszym zakładem, która biegnie obok Czerwonego Lasu - powiedział jeden z pracowników agencji Reuters. - Konwój wzbił w powietrze dużą kolumnę pyłu. Wiele czujników bezpieczeństwa radiacyjnego wykazało przekroczone poziomy - dodał.

Pracownicy elektrowni mówili rosyjskim służbom, że powinni zachować ostrożność w związku z promieniowaniem, ale ci nie zwracali na to uwagi. Jak relacjonowali, żołnierze ci w ogóle nie mieli pojęcia, w jakim obiekcie się znajdują, i że kiedyś doszło tam do katastrofy nuklearnej. Powiedziano im tylko, że to "infrastruktura krytyczna".

Specjaliści z rosyjskiego wojska, którzy są przeszkoleni w radzeniu sobie z promieniowaniem, przybyli na miejsce dopiero około tydzień po przybyciu rosyjskich żołnierzy - powiedzieli pracownicy. Ci również nie mieli na sobie sprzętu ochronnego.

Wzrósł poziom promieniowania

Państwowy Inspektorat Nuklearny Ukrainy stwierdził 25 lutego, że poziom promieniowania w Czarnobylu wzrósł w wyniku naruszenia gleby przez ciężkie pojazdy wojskowe. Jednak do tej pory nie ujawniono szczegółów, co dokładnie się stało.

Dwaj ukraińscy pracownicy, którzy rozmawiali z agencją Reuters, byli na służbie, gdy rosyjskie czołgi wjechały do Czarnobyla 24 lutego i przejęły kontrolę nad terenem, gdzie pracownicy są nadal odpowiedzialni za bezpieczne przechowywanie zużytego paliwa jądrowego i nadzór nad betonowymi pozostałościami reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

Obaj mężczyźni powiedzieli, że byli świadkami, jak rosyjskie czołgi i inne pojazdy opancerzone przemieszczały się przez Czerwony Las, który jest najbardziej skażoną radioaktywnie częścią strefy wokół Czarnobyla, około 100 km na północ od Kijowa.

Poproszone o komentarz do relacji pracowników Czarnobyla ministerstwo obrony Rosji nie odpowiedziało.

Rosyjskie wojsko po zajęciu elektrowni stwierdziło, że poziom promieniowania mieści się w normie, a ich działania zapobiegły ewentualnym "prowokacjom nuklearnym" ze strony ukraińskich nacjonalistów. Rosja wcześniej zaprzeczała, jakoby jej siły zbrojne narażały na niebezpieczeństwo obiekty jądrowe na terenie Ukrainy.

Ukraińska Państwowa Agencja Zarządzania Strefą Wykluczenia poinformowała 27 lutego, że ostatni zapis z czujnika w pobliżu składowisk odpadów nuklearnych, jaki posiadała przed utratą kontroli nad systemem monitoringu, wskazywał, że zaabsorbowana dawka promieniowania była siedmiokrotnie wyższa niż normalnie.

W dniu 9 marca MAEA poinformowała, że przestała otrzymywać dane z monitoringu na terenie Czarnobyla.

Ukraina chce demilitaryzacji okolic elektrowni czarnobylskiej

Iryna Wereszczuk, wicepremier i minister ds. reintegracji czasowo okupowanych terytoriów Ukrainy, zwróciła się z w niedzielę do Rady Bezpieczeństwa ONZ o natychmiastowe kroki w celu demilitaryzacji Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia i powołanie tam specjalnej misji ONZ.

W kontekście bezpieczeństwa jądrowego nieodpowiedzialne i nieprofesjonalne działania rosyjskiego wojska stanowią bardzo poważne zagrożenie nie tylko dla Ukrainy, ale także dla setek milionów Europejczyków. Chcemy wyeliminować ryzyko powtórki katastrofy nuklearnej w Czarnobylu w wyniku działania rosyjskich sił okupacyjnych" – powiedziała Wereszczuk podczas briefingu prasowego.

Podkreśliła, że obecnie istnieje duże ryzyko uszkodzenia sarkofagu nad czwartym blokiem elektrowni jądrowej, który uległ awarii w 1986 roku. Zdaniem Wereszczuk zniszczenia konstrukcji nieuchronnie doprowadzą do przedostania się do atmosfery znacznych ilości pyłu radioaktywnego, który rozprzestrzeni się nie tylko nad Ukrainą, ale także nad innymi krajami europejskimi.

- Rosjanie ignorują te groźby i nadal przechowują duże ilości amunicji w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni jądrowej. Dziesiątki ton rakiet, pocisków artyleryjskich, amunicji moździerzowej są codziennie tam transportowane i składowane w niewielkiej odległości od elektrowni jądrowej. Setki ton amunicji znajdują się w mieście Czarnobyl - powiedziała.

Wereszczuk zaznaczyła, że w ostatnim czasie wojska rosyjskie coraz częściej używają starej i niespełniającej norm amunicji, co zwiększa ryzyko jej detonacji nawet podczas załadunku lub transportu.

Wcześniej w niedziele sztab generalny ukraińskiej armii w komunikacie operacyjnym poinformował, że rosyjskie wojska militaryzują rejon Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu. Sztab podkreśla, że rozmieszczono tam tymczasowy punkt kierowania wojskami Wschodniego Okręgu Wojskowego Rosji, a także punkt dowodzenia 38. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej.

ja

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka