Akcja "Blokujemy Orlen" nie wypaliła. Organizatorzy ukrywają się za fejkowymi kontami?

Akcja Blokujemy Orlen w Poznaniu, fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Akcja Blokujemy Orlen w Poznaniu, fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Wczoraj w godzinach popołudniowych odbył się protest przeciwko wysokim cenom paliw. Organizatorzy akcji "Blokujemy Orlen" zachęcali kierowców, żeby na 2 godziny zablokowali dostęp do stacji benzynowych należących do PKN Orlen.

Blokujemy Orlen - z wielkiej chmury mały deszcz

"Kierowcy, którzy chcą zamanifestować swoje niezadowolenie ze sztucznie wywindowanych cen paliw mogą to zrobić poprzez uczestnictwo w akcji „Blokujemy Orlen”. Protestujący mają zebrać się pod wybraną przez lokalnego organizatora akcji stacją paliw sieci Orlen, a następnie utworzyć „sztuczną” kolejkę do dystrybutorów aby przez określony czas blokować sprzedaż paliw" - to opis akcji.

Wydarzenie to było zapowiadane na Facebooku, a także na specjalnie dedykowanej stronie internetowej. Lista stacji w Polsce, na których miało dojść do blokad rosła z godziny na godzinę. Tymczasem, jak podaje serwis auto-swiat.pl, protest nie wypalił.  Na większości stacji wymienionych przez organizatorów nie było problemu z tankowaniem, albo pojawili się pojedynczy protestujący.

Przeczytaj: Sikorski powiedział, że Zachód ma prawo dać Ukrainie głowice nuklearne. Jest reakcja Rosji

Oto jak wyglądał przykładowy protest.


Jednym z wyjątków były Szczecin, w którym swój sprzeciw wobec wysokich cen paliw wyraziła większa grupa kierowców. Do ciekawej sytuacji doszło w Zakopanem, gdzie Orlen przed planowanym protestem obniżył ceny. W efekcie na stacji koncernu Daniela Obajtka litr benzyny 95 można było kupić w cenie poniżej 8 zł.

Organizatorzy mają fejkowe zdjęcia?

Jako inicjatorzy akcji na stronie blokujemyorlen.pl wymienieni są Robert Heban, Dariusz Bałas, Marek Kowal i Krzysztof Pers. Twierdzą, że nie są związani z żadną partią polityczną.

Użytkownicy Twittera zasugerowali, że fotografie inicjatorów akcji, które widnieją na stronie "Blokujemy Orlen" zostały wygenerowane automatyczne, a po imionach i nazwiskach, które widnieją pod zdjęciami nie ma śladu w mediach społecznościowych.

Petros Tovmasyan z organizacji Klaster Innowacji Społecznych twierdzi, że wyszukiwał te osoby w sieci, próbował się z nimi kontaktować i bez odzewu. Według niego osoby, które są twarzami protestu kierowców nie istnieją, a to fejkowe konta.

Inicjatorzy akcji: Cenimy swoją prywatność

Portal wpolityce.pl postanowił to sprawdzić i zadzwonił na podany na stronie telefon do osoby, która przedstawiła się jako Robert Heban.

- Faktycznie jedno zdjęcie jest wygenerowane. Trzy pozostałe nie. Cenimy swoją prywatność. Zdajemy sobie sprawę z tego na co i na kogo się porywamy. Nauczeni doświadczeniem postanowiliśmy w jakiś sposób utrudnić sprawdzenie, kim konkretnie jesteśmy, gdzie pracujemy — powiedział Heban dziennikarzom.

ja

Czytaj także:

Ponad 50 proc. Francuzów nie poszło do urn. Macron nie ma powodów do radości

Nieformalna umowa krajów NATO. Ukraina nie dostanie więcej czołgów?

Wojna na spoty PiS i PO. "Polityka nienawiści" kontra "Zobaczcie różnicę"

Tak wygląda płot na granicy polsko-białoruskiej. Prace idą zgodnie z planem


Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo