Amerykańskie źródła: Rosjanie zajęli ważne miasto. Kadyrowcy świętują w sieci

Siły ukraińskie prawdopodobnie wycofały się z Lisiczańska na wschodzie Ukrainy, w wyniku czego miasto zajęły w sobotę rosyjskie wojska.Źródło: NEXTA/Twitter
Siły ukraińskie prawdopodobnie wycofały się z Lisiczańska na wschodzie Ukrainy, w wyniku czego miasto zajęły w sobotę rosyjskie wojska.Źródło: NEXTA/Twitter
Amerykański ośrodek analityczny Instytut Studiów nad Wojną (ISW) przekazał, że siły ukraińskie najpewniej wycofały się z Lisiczańska na wschodzie Ukrainy i miasto zajęły w sobotę rosyjskie wojska. Doniesienia te nie zostały jak dotąd potwierdzone przez władze w Kijowie. Wcześniej szef administracji obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj mówił, że Rosjanie skupili wszystkie siły na Lisiczańsk. Kadyrowcy chwalą się w mediach społecznościowych zajęciem miasta.

Instytut przeanalizował nagranie wideo z Lisiczańska, na którym, według ekspertów ISW, widać rosyjskich żołnierzy znajdujących się w północnych i północno-wschodnich dzielnicach. W ocenie think tanku mogłoby to sugerować, że w mieście 2 lipca (w sobotę) nie było już sił ukraińskich albo było ich niewiele.

Nagranie opublikował również białoruski portal NEXTA. Widać na nim świętujących kadyrowców, pozujących z bronią na tle zniszczeń po ostrzałach w Lisiczańsku. 

Ukraina nie potwierdza zajęcia miasta 

Ukraińscy urzędnicy nie ogłosili publicznie wycofania garnizonu broniącego Lisiczańska. Doradca szefa MSZ Ukrainy Wadym Denysenko oceniał natomiast, że Rosjanie z "dużym prawdopodobieństwem" zajmą Lisiczańsk, ale trudno będzie im osiągać postępy w obwodzie donieckim za Słowiańskiem i Kramatorskiem – przekazał ISW.

Rzecznik ukraińskiej Gwardii Narodowej Rusłan Muzyczuk oświadczył w sobotę, że wokół Lisiczańska trwają walki, lecz miasto nie zostało okrążone przez wojska rosyjskie i wciąż znajduje się pod kontrolą Ukraińców. Według ISW te informacje są jednak nieaktualne.

Rosjanie są w mieście 

W Lisiczańsku wojska rosyjskie "doszczętnie zniszczyły" ostrzałami budynki administracyjne; siły najeźdźcy posuwają się naprzód i umacniają się w mieście – poinformował w niedzielę szef administracji obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj.

"Rosjanie umacniają się w rejonie Lisiczańska, miasto jest w ogniu" - napisał Hajdaj w niedzielę rano na Telegramie. "Wydaje się, że okupanci rzucili wszystkie siły na Lisiczańsk" - ocenił.

Podkreślił, że taktyka ataku na miasto spowodowała wielkie zniszczenia. "Jeśli w Siewierodoniecku w ciągu miesiąca walk miejskich pozostały domy i budynki administracyjne, to w Lisiczańsku w ciągu krótkiego czasu takie same budynki administracyjne zostały doszczętnie zniszczone" - wyjaśnił.

Dodał następnie: "(Rosjanie) ponoszą znaczne straty, ale uparcie posuwają się naprzód. Umacniają się w mieście, a także w Werchniokamjance i nadal niszczą zamieszkane rejony"

Tym samym gubernator po części potwierdził doniesienia analityków z Instytutu Studiów nad Wojną (ISW). 

Ciężka sytuacja w obwodzie ługańskim 

Instytut ocenił, że w nadchodzących dniach siły rosyjskie przejmą kontrolę nad pozostałymi obszarami obwodu ługańskiego, a następnie ich priorytetem stanie się prawdopodobnie atakowanie ukraińskich pozycji w Siwersku w obwodzie donieckim, zanim skupią się na ofensywie w kierunku Słowiańska i Bachmutu.

Wycofanie się sił ukraińskich do Siwerska pozwoli im zmniejszyć ryzyko okrążenia przez Rosjan. Ukraińcy mogą również kontynuować walkę, przy jednoczesnym wycofywaniu się na pozycje w pobliżu odcinka drogi E40 pomiędzy Słowiańskiem a Bachmutem – napisano w raporcie.

Powrót generała Gierasimowa

Tymczasem rosyjskie ministerstwo obrony opublikowało zdjęcia z rzekomej inspekcji wojsk przez generała Walerija Gierasimowa, mające zapewne dowieść, że wciąż pełni on funkcję szefa sztabu generalnego. Była to najprawdopodobniej reakcja na spekulacje, że Gierasimow został odwołany w ramach czystek wśród oficerów, związanych z niewystarczającymi postępami rosyjskiej inwazji.

Nie zamieszczono jednak żadnego nagrania, a zdjęcia nie są jednoznacznym dowodem, że Gierasimow przebywał w ostatnim czasie na Ukrainie. Ich publikacja wskazuje jednak na to, że Kreml jest wrażliwy na punkcie doniesień o czystkach wśród wysokiej rangi oficerów. Rosyjskie władze próbują odzyskać zaufanie do dowódców w obliczu zmian organizacyjnych i dużych strat osobowych ponoszonych na Ukrainie – podkreślili eksperci ISW.

Instytut Studiów nad Wojną to niezależny think tank, założony w 2007 roku w Waszyngtonie. Zajmuje się analizami z zakresu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, w tym kwestiami militarnymi.

MP

Czytaj dalej:





Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka