Matka porwanej i zgwałconej 14-latki opowiada o dramacie w Poznaniu

Po raz pierwszy od nagłośnienia sprawy porwania i gwałtu na 14-letniej dziewczynie z Poznania, głos zabrała jej matka. Źródło: pxhere.com
Po raz pierwszy od nagłośnienia sprawy porwania i gwałtu na 14-letniej dziewczynie z Poznania, głos zabrała jej matka. Źródło: pxhere.com
Pierwszy raz od ujawnienia sprawy brutalnego porwania i gwałtu na 14-letniej dziewczynie z Poznania przez grono jej znajomych, głos zabrała jej matka. — Wiedziałam o konflikcie, ale nie przypuszczałam, że wydarzy się coś takiego – powiedziała kobieta "Gazecie Wyborczej". Jak dodaje, skrzywdzona dziewczyna korzysta z pomocy psychologa.

Media obiegła sprawa porwania 14-latki z Poznania, która została porwana w piątek po godzinie 15:00. Dziewczynę uprowadzono na oczach jej matki przed sklepem na osiedlu Przyjaźni. Kobieta natychmiast powiadomiła policję, po tym, jak ciemne BMW odjechało w nieznanym kierunku.

Po około dwóch godzinach uprowadzoną dziewczynę odnaleziono kilkanaście kilometrów od Poznania. Inicjatorką porwania była dorosła kobieta, 29-letnia Paulina K., która prowadziła samochód i uczestniczyła aktywnie w gwałcie wraz z 17-latkiem. Jak podaje prokurator, powodem zdarzenia był fakt, że dziewczyna była winna 20 złotych za spaloną grzałkę do e-papierosa dziewczyny jednego z porywaczy, za którą nie chciała oddać za pieniędzy. W trakcie awantury, 14-latka nazwała Paulinę K. "k...". Wtedy kobieta od razu wymyśliła plan zemsty. 

Matka porwanej dziewczyny zabiera głos 

"Gazeta Wyborcza" dotarła do matki 14-latki. Jak relacjonuje, wraz z dziennikarzem starali się zachować ciszę w czasie rozmowy na korytarzu, aby przypadkiem rozmowy nie słyszała nastolatka, która dopiero co wyszła ze szpitala.

Kobieta powiedziała reporterowi, że "wiedziała o konflikcie, ale nie przypuszczała, że wydarzy się coś takiego". Jak dodał, "cała rodzina nie może poradzić sobie z dramatem, który się wydarzył". 

Torturowana nastolatka aktualnie korzysta z pomocy psychologa. Okazuje się, że wbrew wcześniejszym informacjom, matka porwanej dziewczyny nie była świadkiem porwania. O całej sprawie dowiedziała się od znajomych, którzy widzieli zajście i szybko do niej zadzwonili.

Kobieta rozmawiająca z reporterem w pewnym momencie przerywa rozmowę, gdyż słabnie na korytarzu.

– Bardzo przepraszam, ale nie mogę już rozmawiać. Źle się czuję. Może kiedyś powiem więcej – powiedziała na koniec dziennikarzowi.

MP

Czytaj dalej:



Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo