Azyl udzielony Zbigniewowi Ziobrze przez Węgry nie ma nic wspólnego z ochroną prawną i standardami międzynarodowymi – przekonuje w rozmowie z PAP węgierski prawnik Tamas Lattmann. Jego zdaniem to czysto polityczna decyzja rządu Viktora Orbána, oparta na fałszywej narracji o prześladowaniach i kryzysie praworządności w Polsce. Ekspert wskazuje też, że w praktyce niemal nie istnieją skuteczne narzędzia prawne, by taką decyzję podważyć.
„Polityczna przysługa”, a nie azyl w rozumieniu prawa
Zdaniem Tamas Lattmann decyzja o przyznaniu azylu Zbigniew Ziobro nie znajduje żadnego oparcia ani w traktatach międzynarodowych, ani w uznanych standardach prawa azylowego. – To polityczna przysługa udzielona sojusznikowi, oparta na fałszywych argumentach o prześladowaniach politycznych i braku praworządności w Polsce – ocenił prawnik, wykładowca Uniwersytetu Nowego Jorku w Pradze oraz uczelni Tomori Pál College w Budapeszcie.
Lattmann podkreśla, że państwa co do zasady mają swobodę w udzielaniu azylu politycznego, nawet bez odwoływania się do konkretnych międzynarodowych procedur. Jednocześnie – jak zaznacza – taka decyzja nie może naruszać zobowiązań wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej.
Czy decyzję Węgier da się podważyć?
W kontekście wpisu Maciej Duszczyk, który wskazywał, że azyl dla Ziobry, Marcina Romanowskiego i Patrycji Koteckiej może być łatwy do zakwestionowania poza Węgrami, Lattmann studzi emocje. Jego zdaniem ewentualny spór mógłby dotyczyć odmowy wykonania europejskiego nakazu aresztowania, jeśli taki zostanie wydany przez Polskę.
Taki krok – tłumaczy prawnik – mógłby prowadzić do postępowania o naruszenie prawa UE, wszczętego przez Komisja Europejska lub samą Polskę, a w dalszej kolejności trafić do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. – To jednak jedyna możliwa droga. Bezpośrednie zakwestionowanie decyzji azylowej w sądzie węgierskim jest praktycznie niemożliwe – podkreśla.
Brak drogi sądowej i „kreatywność” rządu Orbána
Lattmann wyjaśnia, że w sprawach azylowych nie istnieje tzw. actio popularis, czyli skarga obywatelska. – Jedyną osobą, która mogłaby zaskarżyć decyzję, jest sam azylant. A skoro uzyskał ochronę, nie ma żadnego interesu, by to robić – zaznacza.
Jako przykład „kreatywności” władz w Budapeszcie prawnik przywołuje sprawę Zsolt Hernadi, biznesmena związanego z obozem rządzącym, którego ekstradycji domagała się Chorwacja. Na Węgrzech przeprowadzono wobec niego własne postępowanie karne, zakończone uniewinnieniem, co pozwoliło „legalnie” zablokować wykonanie zagranicznego nakazu aresztowania. – Sprawy Hernadiego i Ziobry nie są identyczne, ale mechanizm pokazuje sposób działania tego systemu – ocenia Lattmann.
Narracja o praworządności jako element politycznego PR
Węgierski ekspert zwraca uwagę, że od 2010 roku rząd Viktor Orbán konsekwentnie stosuje politykę „PR-rządzenia”. – Władza opowiada wyborcom historie, które mają uzasadniać jej decyzje. W tym przypadku chodzi o narrację o łamaniu praworządności w Polsce, podczas gdy Unia Europejska – według Budapesztu – rzekomo niesprawiedliwie oskarża Węgry o to samo – tłumaczy rozmówca PAP.
Tymczasem wobec Ziobry toczy się śledztwo Prokuratura Krajowa, która zarzuca mu kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i nadużywanie władzy w związku z Funduszem Sprawiedliwości. 15 stycznia Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa ma zdecydować o ewentualnym areszcie tymczasowym. W razie jego zastosowania możliwe jest wydanie listu gończego, a następnie europejskiego nakazu aresztowania – co może stać się kolejnym punktem zapalnym w relacjach Warszawy z Budapesztem.
na zdjęciu: Viktor Orban i Zbigniew Ziobro. fot. PAP/EPA/AKOS KAISER / Hungarian PM Communication HANDOUT
RD
Inne tematy w dziale Społeczeństwo