Dramatyczna sytuacja na Klimkówce, mieszkańcy tracą biznesy. Poszukiwania ratowników

Redakcja Redakcja Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 25
Choć objętość wody w zbiorniku jest daleka od oczekiwań, gmina Ropa ponownie ogłosiła nabór na bosmana i ratowników WOPR dla Zalewu Klimkówka. Problem w tym, że na początku sezonu letniego nadal nie ma warunków do uruchomienia strzeżonego kąpieliska. Poziom wody w zbiorniku pozostaje niski, a lustro wody znajduje się około 50 metrów od plaży.

Z artykułu dowiesz się: 

  • Dlaczego nad Zalewem Klimkówka wciąż nie działa strzeżone kąpielisko
  • Jak zmieniał się poziom wody w zbiorniku w ostatnich miesiącach
  • Jakie skutki dla lokalnej turystyki przyniosło wysychanie zalewu
  • Dlaczego problem Klimkówki wpisuje się w szerszy kryzys polskich zbiorników zaporowych

Gmina szuka ratowników, ale kąpieliska nadal nie ma

Mimo trudnej sytuacji hydrologicznej gmina Ropa rozpoczęła w czerwcu nabór na bosmana oraz dwóch ratowników, którzy mieliby czuwać nad bezpieczeństwem osób wypoczywających nad Zalewem Klimkówka. Podobnie jak przed rokiem, problemem pozostaje brak możliwości uruchomienia strzeżonego kąpieliska. Woda nie sięga do działki dzierżawionej przez gminę od Wód Polskich, na której tradycyjnie funkcjonowała plaża.

Wójt gminy Ropa Karol Górski mówił "Gazecie Krakowskiej", że uruchomienie kąpieliska będzie możliwe tylko wtedy, gdy poziom wody znacząco wzrośnie. – Woda musiałaby sięgnąć działki wydzierżawionej przez gminę pod kąpielisko od Wód Polskich – wskazuje samorządowiec. Na razie nic nie wskazuje na to, by przed wakacjami sytuacja miała się radykalnie zmienić. 

O słynnej Klimkówce, znanej z filmu "Ogniem i mieczem", pisaliśmy niemal rok temu: 


Poziom wody w Klimkówce nadal budzi niepokój

Jeszcze wiosną 2026 roku objętość wody zgromadzonej w zbiorniku nie przekraczała 5 mln metrów sześciennych. Później sytuacja poprawiła się i poziom wzrósł do około 18 mln metrów sześciennych.

Obecnie jednak woda ponownie zaczęła ubywać. Według danych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie w zbiorniku znajduje się około 13,8 mln metrów sześciennych wody.

Choć sytuacja jest lepsza niż podczas najgłębszego kryzysu w 2025 roku, nadal nie pozwala na normalne funkcjonowanie infrastruktury turystycznej. Pomost przy stanicy stoi na suchym brzegu, a łodzie ratownicze nie mogą bezpiecznie wypływać z miejsca, z którego korzystały w poprzednich latach. To odbija się na turystyce. Wczasowiczów tego lata znowu będzie nieporównywalnie mniej, niż jeszcze dekadę temu. 

W opublikowanym pod koniec maja reportażu Onet nazwał zbiornik "polskim Jeziorem Aralskim”, nawiązując do jednego z najbardziej znanych przykładów wysychania akwenów na świecie. Reportaż opisywał nie tylko niski poziom wody, ale przede wszystkim skutki społeczne i gospodarcze dla mieszkańców regionu. Zrozpaczeni łaściciele pensjonatów, restauracji i gospodarstw agroturystycznych wskazywali, że wraz z cofającą się wodą odpływali również turyści, a część przedsiębiorców odnotowała wyraźne spadki liczby klientów. Mieszkańcy tłumaczyli, że przez lata budowali swoją działalność wokół zalewu, który był wizytówką Beskidu Niskiego i jednym z najważniejszych magnesów turystycznych regionu. Dziś coraz częściej obawiają się, że negatywny wizerunek Klimkówki, w której brakuje wody, utrwali się w świadomości Polaków.

Jak zwracały uwagę gorlickie media, po publikacji reportażu "zła fama” o wysychającym zbiorniku ponownie obiegła kraj, a Klimkówka stała się symbolem problemów związanych z suszą i gospodarowaniem wodą w Polsce. Tymczasem jezioro nadal pełni ważne funkcje retencyjne i zaopatrzeniowe, a jego sytuacja jest zmienna – jeszcze wiosną poziom wody wzrósł po okresie rekordowo niskich stanów. Mimo to wielu mieszkańców regionu obawia się, że nawet jeśli wody częściowo przybędzie, odbudowa ruchu turystycznego może potrwać znacznie dłużej niż samo napełnianie zbiornika. 


Klimkówka stała się symbolem problemów polskich zbiorników

Bo jeszcze kilka lat temu Zalew Klimkówka był jednym z najpopularniejszych miejsc wypoczynku w Beskidzie Niskim. W sezonie nad wodę przyjeżdżały dziesiątki tysięcy turystów korzystających z kąpieliska, kajaków, rowerów wodnych, łódek czy wędkowania.

W 2025 roku po raz pierwszy od napełnienia zbiornika nie udało się uruchomić strzeżonego kąpieliska. Według danych gminy liczba odwiedzających spadła z około 20–25 tys. osób rocznie do zaledwie około 8 tys. - wylicza "Gazeta Krakowska". Mieszkańcy i przedsiębiorcy obawiają się, że podobny scenariusz może powtórzyć się także w tym roku.

Wysycha nie tylko Klimkówka 

Eksperci zwracają uwagę, że Klimkówka jest tylko jednym z przykładów szerszego problemu. W całym kraju wiele zbiorników zaporowych zmaga się zarówno ze skutkami suszy, jak i postępującym zamulaniem.

Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest m.in. Jezioro Rożnowskie, do którego Dunajec każdego roku nanosi ogromne ilości osadów, żwiru i mułu. W efekcie zbiornik stopniowo traci swoją pojemność i zdolność do pełnienia pierwotnych funkcji. Podobne problemy obserwowane są także w przypadku zbiorników Siemianówka, Jeziorsko, Sulejowskiego czy Włocławskiego.

Specjaliści alarmują, że bez kompleksowych działań wiele sztucznych akwenów może w przyszłości utracić znaczenie zarówno dla retencji wody, jak i dla turystyki. 

 

Fot. Klimkówka w Beskidzie Niskim/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj25 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo