9 obserwujących
363 notki
95k odsłon
  108   0

WPR kto kogo zrobił w balona i dlaczego

Rolnictwo weszło do tego wraz z Unią do Polski. NA początku było cacy. Z czasem z przesłanek sanitarnych doszło do eskalacji, likwidacji hodowli zagrodowych świń. Naciski na przestawienie sie na bydło i kozy. Kur jakoś nie udało im wstrzymać. Dziś świnek nie pohodujesz. Przyjedzie państwowy weterynarz i zlikwiduje. Dlaczego? Z powodu podpisanych" umów międzynarodowych". Czy to umowy na pewno? Nie. chodzi o zobowiązania innego typu, zabezpieczone przez big food. Można hodować, ale na warunkach odpowiadających bigfudom (ponoć są dwa takie). Czy mięso rolnika jest lepsze? Raz lepsze, raz takie samo - niezestandaryzowane. Kupując mielonkę z Łukowa, kiedyś doskonałe, czuję posmak hormonalny, nie do zniesienia dla mnie. Nie dotyczy to pełnego stężenia. Część mięsa, jest śmierdząca hormonami i jakoś to trzeba zagospodarować. Od rolnika, taka tusza, została by wyrzucona. Przez niego. Nie zdarzało się śmierdzące hormonami tuczniki. Młode świnie nie śmierdzą.

Warunki jakie są dziś do hodowli: dwa ogrodzenia, chów zamknięty, firma dostarcza warchlaki, karmę, pożywki, substancje weterynaryjne. Po czasie odbiera utuczone. Więcej. Każdy może zajrzeć: podpisujesz umowę na 10 lat, budują chlewik na niewielkie 1000, a raczej 2 tysiące sztuk. Wystarczy że masz plac i hektar ziemi. Ten hektar, to dla utylizacji pozostałości. FABRYKA

Hektar ziemi, to mydlenie oczu, nie zagospodaruje się ścieków od 2 k sztuk na jednym hektarze. To wyjątkowo jałowy nawóz, a jednocześnie toksyczny. W normalnym gospodarstwie, ściółkowanym, gnój pryzmowało się do fermentacji i dopiero była aplikacji. Był prawidłowy obieg z zachowaniem rozsądku i plamą wypalonej ziemi, pod jedną kupą gnoju, a na kilku hektarach. Dziś akum ulacjia, bo? BO tak jest wygodniej jakimś obcym firmom, panom w białych kołnierzykach. Oni robią to co zwykle w takich firmach: przekładają papiery, majlują teraz, wysyłają korespondencję, przydzielają sobie premie i jeżdżą na .. urlopy, najlepiej do ciepłych krajów. O ile tam nie mieszkają. U nas tylko najmują "murzynka" do czarnej roboty. I to z operatem, czy zabezpieczeniem materialnym.

Co tracimy? Jakość. Standaryzacjia, to nic innego, jak równanie w DÓŁ. To tylko ładne słówko, niosące inne treści, niż się komuś wydaje. Dziwi jedynie takie zaangażowanie Państwa, w ten preceder.  To jest bardzo złe dla wsi. TO zniszczyło tradycję i pozmieniało przyzwyczajenia konsumpcyjne. W dłuższym czasie dojdzie do tego samego co w Usa: piaskowe burze, erozja, zatrucie wody (wszystko już mamy, a rzeki są ściekami, jak wiecie). Nadmierne użycie antybiotyków, herbicydów i niewłaściwa, niezrównoważona gospodarka na ziemi rolnej. Zniszczymy, to będzie zniszczone. U nas dochodzą jeszcze tego typu patologie, jak lokowanie chlewni w pobliżu nie tylko zamieszkań, ale i osiedli podmiejskich. Podpowiedzi, że przemysł lokujemy w strefach przemysłowych, przebija się dopiero gdzie niegdzie. Zależy to od włodarzy samorządowych. A ci wolą dostać podatek, niż nie dostać. A te farmy to wiecie, ani nie dają żyć, ani umrzeć. Więc i gminie nie dadzą podatku. Już lepiej izraelską farmę fotowoltaiczną założyć, albo i 30. Do widzenia się z Państwem

wpr, rolnictwo, trzoda, zagrożenia

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale