94 obserwujących
646 notek
963k odsłony
  3412   11

Co naprawdę knuje Moskwa? Rzecz o szkatułkowym przekazie

Nie ma lustra, które by lepiej odbijało człowieka niż jego słowa.
J.L. Vives
image

28 kwietnia 1939 r. - podczas przemówienia w Reichstagu - A. Hitler powiedział: „Ponieważ oprócz tego [rzekomego utrudniania tzw. unormowania stosunków z Polską] Liga Narodów, znana od dawna jako największy siewca niepokoju, reprezentowana jest obecnie przez wyjątkowo taktownego Wysokiego Komisarza, sprawa Gdańska tak czy inaczej musi być załatwiona najpóźniej wraz z stopniową likwidacją tej niezdrowej organizacji. W pokojowym rozwiązaniu tego zagadnienia widziałem dalszy wkład do ostatecznego odprężenia w Europie. Odprężeniu temu bowiem służy się na pewno nie przez nagonkę oszalałych podżegaczy wojennych, lecz przez usunięcie elementów prawdziwego niebezpieczeństwa. […] Niemcy potrzebują dostępu do swej prowincji na Wschodzie. Są to jednak zagadnienia trudne. Odpowiedzialność za to nie spada na Niemcy, ale na owych kuglarzy z Wersalu, którzy ze złości lub z bezmyślności rozstawili setki beczek z prochem, a oprócz tego każda z nich opatrzona została niewygaszalnym prawie lontem”. Czyli drobiazg. Co tam Gdańsk?! Dla dobra wolnego świata można to zaakceptować. Jednak krótko potem, już podczas ekskluzywnego spotkania „śmietanki” NSDAP, Hitler nie bawił się w teatrum i stwierdził bez zahamowań: „Gdańsk nie jest celem, o który chodzi”.

Dziś, gdy w Europie toczy się największy z krwawych konfliktów od czasu II Wojny Światowej, przedstawiciele Chanatu Moskiewskiego stosują przekaz bliźniaczo podobny do tego, który lata temu praktykował niemiecki führer. Oni również ogłaszają urbi et orbi, iż to czynniki wrogie Rosji nieustannie ją prowokują, rosyjska ludność żyjąca na obszarze „bliskiej zagranicy” jest bezlitośnie postponowana, Kreml marzy i śni tylko o tym, by na świecie panował pokój, a żądania Federacji co do korekty panujących stosunków są nawet mniej niż umiarkowane. Mamy zatem przyznanie się do chęci dokonania zmian mających zapewnić geopolityczny spokój oraz apele o zrozumienie aspiracji wielkiego euro-azjatyckiego narodu, ale jednocześnie lament dotyczący podłych i podstępnych knowań wrogów Rosji. Z drugiej strony ścisłe elity moskiewskie (łącznie z capo di tutti capi) przy różnych okazjach – wzorem Adolfa Hitlera – dają jasno do zrozumienia, że „Gdańsk [Ukraina] nie jest celem, o który chodzi”. Zadziwiające, ale wielu, bardzo wielu nie dostrzega tego sygnału. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu koncentrują się na putinowskich „kwiatkach” w stylu: „Rosja będzie działać konsekwentnie na rzecz normalizacji życia w Ługańskiej i Donieckiej Republice Ludowej”, a ignorują słowa w rodzaju:

„Po pierwsze i najważniejsze warto uświadomić sobie, że rozpad ZSRR był największą geopolityczną katastrofą stulecia”
W. Putin


„Polska nie jest krajem niepodległym, a bezpańskim”
S. Ławrow


„Wkrótce nasz kraj znów będzie wielki i silny, znów będzie Związek Radziecki i znów będziemy żyć w pokoju”
S. Szojgu


Słuchają a nie chcą słyszeć! Dlaczego? Przecież najbardziej skrytym osobom  zdarzy się ujawnić otoczeniu: co czują, o czym marzą, co planują? I tak jest w przypadku zarządu Chanatu Moskiewskiego. To pierwsza, smutna konstatacja. Kolejna jest nie tylko smutną, ale i przerażającą.

Biorąc pod uwagę przytoczone wyżej wypowiedzi rosyjskich tuzów należy przyjąć, iż atak na Ukrainę jest tylko pierwszym z punktów scenariusza, który napisano w Moskwie. Miał on wywołać lawinę zdarzeń na zasadzie klocków domina. Zapewne powie ktoś, że to nic odkrywczego i… będzie miał rację. Rzecz w tym, iż nie chodzi o samo wywołanie procesu, ale o to jaki miał być jego efekt końcowy. I tu leży pies pogrzebany! Sądzę bowiem, że gra idzie o znacznie większą stawkę niż to się zwykle przyjmuje.

Moim zdaniem Kreml rozpoczął grę mającą przynieść efekty, których skalę można śmiało porównać do tych, które austriacki rozrabiaka zaplanował ponad osiemdziesiąt lat temu. „Połknięcie” lub pełne uzależnienie Ukrainy? Tak. Minimalizacja obecności USA w Europie? Tak. Wzmocnienie swej pozycji wobec Chin? Tak. Po trzykroć – tak! Ale nie tylko. Otóż moskiewska scenariuszowa wersja maksimum, to ponowne wypuszczenie na wolność demonów, które hulały po naszej planecie przez wieki. Innymi słowy Chanat pragnie wywołać zamęt skutkujący odrodzeniem się sporów granicznych w Europie (i części Azji). A stratedzy rosyjscy wiedzą doskonale, iż taki potencjał wciąż istnieje. Cóż bowiem różni stwierdzenie o tym, że Ukraina w swych granicach istnieje tylko i wyłącznie dzięki dobrej woli Moskwy od oświadczeni, że tak samo jest w przypadku Kazachstanu?  Litewską dziś Kłajpedę Wilno „otrzymało” od kogo? Kto (m.in.) zgodził się na zajęcie włoskiej Istrii przez wojska Tity? W granicach jakiego państwa, aż do przedednia II Wojny Światowej, leżała Ruś Zakarpacka? Czy Budapeszt wciąż pamięta o Szeklerach żyjących w Rumunii oraz Węgrach zajmujących południe Słowacji? A czy spór litewsko-łotewski o Iłuksztę zakończył się definitywnie? No i wreszcie… Polskie „Ziemie Odzyskane”… Szaleństwo? Jasne, ale czy rozpętanie zawieruchy wojennej po hekatombie z lat 1914-1918 również nie było szaleństwem?

Gdyby – co nie daj Boże – Rosjanom udało się zainicjować proces rozdrapywania tych (z grubsza zaleczonych) ran, to byłby to miód na serce kremlowskich zbirów. W takim przecież przypadku Moskwa nie tylko umocniłaby swoją pozycję wobec innych potęg, ale także urosłaby do rangi superarbitra z jurysdykcją do Odry i Dunaju po zachodni Ałtaj. Przypuszczam, że w niejednym gabinecie Paryża, Berlina czy Rzymu przyjęto by ten awans ze sporym zadowoleniem. Warunkiem podstawowym dla szybkiego spełnienia tych oczekiwań Moskali było błyskawiczne i skuteczne spacyfikowanie Ukrainy. Na szczęście rajdy pancernych kolumn rosyjskich zostały w lutym i marcu powstrzymane pod Kijowem, Charkowem, Sumami oraz Czernichowem. Tego Chanat nie przewidział, a my uzyskaliśmy dzięki temu nieco czasu. W żadnym razie nie możemy go zmarnować.

PS Czy Rosji starczy sił na zamiary?

--------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Lubię to! Skomentuj147 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka