Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
5 obserwujących
217 notek
41k odsłon
  84   2

O Wasserpolacken czyli Ślązakach, co do Reichu zbieżeli...

   Mój stosunek do przesiedleńców "na narodowość", którzy w pewnym momencie poczuli się Niemcami - choć mieszkając na Śląsku powinno im być bliżej, jeśli nie do Polski, to do Czech - ukształtowała znajomość kilku takich osób. A zaczęło się to na początku lat '80, gdy zrządzeniem losu i generała wylądowałem na emigracji w Berlinie Zachodnim. Spotkania z tymi lusdźmi przybierały czasami dość komiczna postać, bo, co jest istotne, wielu tych Nowoniemców nie znało ni słowa ze swego "ojczystego języka" (podobnie jak obecnie tzw. Ukraińcy, których przymusowo naucza się języka nigdy przez ich przodków nie używanego). Taki osobnik po kilku lekcjach potrafił się przedstawić: "Ich scheisse Georg Szmit" (proszę nie poprawiać - w Polsce był Grzegorzem Kowalskim). 

   Ta fala emigracji pod koniec PRL miała tylko jedną podstawę - ekonomiczną i ci Nowoniemcy po uznaniu przez RFN ich Abstammung przyjeżdżali kupionymi z zasiłków samochodami i mając 500 DM w kieszeni udawali panów świata. Obecnie znacznie zmniejszyła się ilość odwiedzin takich osobników, bo wielu z nich i ich dzieci żyją gorzej od tych, co pozostali. Stąd się rodzi ich nienawiść do Polski, do obecnego Rządu bo czują, że im coś zabrano, że nie są już osobami, za którymi panienki gonią stadami. Podobnie jest z kobietami (w większości to jednak panie), które powychodziły za mąż za obcokrajowców w tamtych latach, by móc szpanować przed koleżankami. Tak postąpiła jedna z koleżanek żony i szpan trwał do momentu, gdy jej mąż splajtował i wtedy okazało się, że cały dobrobyt był w leasingu. Także jedna z moich koleżanek z klasy w Liceum popełniła takie małżeństwo (jak na polskie normy nie była ładna ale w porównaniu z typową Helga, to cudo) i teraz ma problem - przestała na coroczne spotkania rocznicowe matury przyjeżdżać samochodem, bo, choć syn jest oficerem Bundeswehry ( co, ku jej zdumieniu w Polsce nie budzi szacunku) standard jej pojazdów jest coraz niższy w porównaniu z posiadanymi przez innych z naszej klasy.

    Ale wróćmy do Wasserpolacken. Pierwszego spotkałem w Arbeutsamcie 2 na Sonnenallee. Ja siedziałem z wnioskiem ze stolarni zajmującej się renowacjami elementów drewnianych starych kamienic o zezwolenie na zatrudnienie w zawodzie Holzschnitzer (snycerza) a obok mnie siedział już w pełni Niemiec spod Katowic, który miał tylko odebrać jakieś dokumenty... Nasze Papiere wniesiono z biura podawczego równocześnie i równocześnie weszliśmy... Okazało się ,że Niemiec poza Guten Tag tylko jeszcze "nicht verstehen" i wyleciał za drzwi z terminem za dwa tygodnie. Ja wyszedłem z dwuletnim prawem pracy. Jak sądzę, pomylono osoby i sądzono, że to ja, mówiący wówczas w miarę płynnie po niemiecku, jestem tym Uebersiedlerem (przesiedleńcem).

    Innego Wasserpolacke spotkałem przypadkowo w knajpie, gdzie zalewał robaka w rozpaczy, że ojciec go wydziedziczył i zerwał wszelki kontakt. Przy piwie i sznapsach usłyszałem ciekawą historię... Jego ojciec brał udział w dwóch Powstaniach Śląskich, ale w 1939 gdy weszli Niemcy, zrobili z niego Reichsdeutscha i wcielili do Wehrmachtu. Różnymi kolejami losu trafił do AK (Niemcy też mieli - Afrika Korps) i wylądował w Afryce. Nie dowiedziałem się, gdzie to było, lecz jego ojciec w czasie walki z Anglikami zwiał przez linie i następnie dołączył do Korpusu Andersa, walczył we Włoszech a po wojnie mimo różnych represji powrócił do Polski i tu żył. Sednem sprawy było jednak to, że Kammeraden jego ojca z AK widzieli, jak w czasie walki, gdy inni się cofali, poszedł samotnie do ataku... Nadano mu pośmiertnie Eisenkreuz, który wraz z książeczką wojskową i listem, że "stolz und dankbar fuer Fuehrer und Heimat" padł. Ojciec jego zachował ten list i książeczkę wojskową, które gostek zajumał i z nimi zjawił się w Niemczech. W archiwum Wehrmachtu znaleziono dokumenty i przyjęto, e mylnie oceniono jedynie fakt jego śmierci (es war Krieg) i syn dwukrotnego powstańca śląskiego i żołnierza Andersa dostał nie tylko uznanie narodowości niemieckiej ale także sowite odszkodowanie za śmierć ojca...

    O innych, pederaście i córce mojego wuja - Legionisty, uczestnika wojny 1920, uczestnika Powstania Śląskiego, kampanii 1939, członka ZWZ i AK, Powstańca Warszawskiego... innym razem. 

    Nie powiem, że gdy słyszę o przesiedleńcach, to każdym gardzę... ale nie spotkałem takiego, który byłby godzien szacunku. Jest to typ ludzi, którzy, gdyby Etiopia gwarantowała super dobrobyt i bogactwo, znaleźliby sobie jakiegoś Abisyńczyka w genealogii.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale